Aktor pracuje obecnie nad scenariuszem kontynuacji — „Nowego Domu” — wspólnie z reżyserem i scenarzystą Robertem Klennerem. Praca nie należy do najłatwiejszych. Borkowy mieszka w Edynburgu, Klenner w Sydney. — Jest między nami 12 godzin różnicy. Ale pracujemy jak w kieracie — zdradza Marcie Górnej ulubieniec widowni.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Akcja miniserii rozegra się w 1992 r. i będzie bezpośrednią kontynuacją losów znanych widzom bohaterów. Łącznikiem między starym a nowym „Domem” mają być dzieci i wnuki głównych postaci. — Właśnie zakończyliśmy szkic scenariusza pierwszego odcinka, w którym historii Talara towarzyszą historie o Heniu Lermaszewskim, Wrotkach, o ich córkach i Krzysztofie Talarze — zapowiada Borkowy, który już od 44 lat mieszka na Wyspach Brytyjskich.

Jak przyznaje w dalszej części wywiadu, mimo dobrej znajomości języka angielskiego, nigdy nie będzie mówił tak jak jego żona — Szkotka wykształcona w Wielkiej Brytanii i Europie. — Bycie Polakiem w innym kraju to ciągłe poczucie wewnętrznej rozterki i czasem wyobcowania. Często na własne życzenie — podkreśla.

Tomasz Borkowy o emigracji i środowisku polonijnym

Borkowy nie kryje, że zna wielu Polaków, którzy nawet po latach życia na emigracji nie nauczyli się angielskiego. — […] Wielu moich znajomych z pokolenia unijnej emigracji żyje w polskiej bańce, kisząc się w swoim sosie. Boją się wyjść z tej bańki, mówią Polglish, nie używając angielskiej gramatyki, nie rozumieją brytyjskiej kultury i nawet nie chcą jej poznać. Takich jest, niestety, sporo, ale są i ci, którzy, mimo że są bardzo „polscy”, znaleźli swoje miejsce wśród miejscowych i są wysoce cenieni — zaznacza.

On sam po przyjeździe do Londynu z kiepską znajomością języka od razu zapisał się do szkoły. — Po pół roku jako tako mówiłem po angielsku. Pracowałem jako kierowca u pewnej zamożnej Brytyjki. Któregoś dnia zapytała mnie, dlaczego jako aktor z dużym dorobkiem w Polsce gram tylko małe, trzecioplanowe role. Odparłem zgodnie z prawdą, że to przez mój polski akcent w angielskim — wspomina. Dzięki jej wsparciu finansowemu mógł go podszlifować. Trafił pod skrzydła kobiety, która szkoliła Christophera Lamberta do roli w „Nieśmiertelnym”.

Borkowy obserwuje dziś, jak jego syn przekazuje polskość kolejnemu pokoleniu. — Stara się mówić do swojej czteroletniej córki po polsku. Sam mówi świetnie, ale przejmuje się ciągle, że robi błędy i że uczy jej błędnej polszczyzny. Mówię mu, że ważne jest, żeby mała miała stały kontakt z językiem, a błędy da się poprawić — podsumowuje.