Magdalena Fręch i Anna Bondar w Charleston spisywały się znakomicie, ale mimo to w wielkim finale to rywalki były faworytkami. Nawet mimo tego, że… te pary nigdy ze sobą nie grały, a przeciwniczki do finału awansowały po walkowerze!

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

W półfinale Fręch i Bondar ograły parę Miyu Kato / Giluliana Olmos (6:1, 6:4), a ich finałowe rywalki awansowały dzięki walkowerowi. A my liczyliśmy na to, że Polka i Węgierka wygrają jeszcze raz i zostaną zwyciężczyniami całego turnieju.

A wszystko zaczęło się wręcz kapitalnie dla Polki i jej partnerki. Najpierw udało im się doprowadzić do przełamania, potem Węgierka świetnie serwowała i szybko zrobiło się 2:0! A to nie zmieniło się, gdy nadszedł czas na serwis Fręch. Przy decydującym punkcie Polka posłała mocne podanie, rywalki nie zdołały zanotować skutecznego returnu i pierwszy set układał się znakomicie.

Desirae Krawczyk i Catherine McNally szybko wróciły jednak do gry. Przy serwisie Bondar odrobiły przełamanie, to wyraźnie je nakręciło i za chwile triumfowały też przy podaniu Polki. A efekt był taki, że mimo słabego początku, wygrały pięć gemów z rzędu i pierwszą partię 6:3.

Magdalena Fręch bezradna w wielkim finale! A i tak ma życiowy wynik

Czy w takim razie to był koniec marzeń Polki o wielkim triumfie? Niekoniecznie! Drugi set rozpoczął się od świetnych serwisów Anny Bondar i prowadzenia, ale to szybko się zmieniło. Rywalki utrzymały swoje podanie, a za chwilę nie popisała się Magdalena Fręch, która dawała się zaskakiwać i byliśmy świadkami przełamania.

A za chwilę Fręch nie trafiła także, zagrywając spod siatki, rywalki tylko się nakręcały i byliśmy świadkami ich dominacji na korcie. Efekt jest taki, że Magdalena Fręch i Anna Bondar przegrały w wielkim finale 3:6, 2:6. Polka może i nie wygrała pierwszego deblowego turnieju w karierze, ale już sam udział w nim jest dla niej najlepszym wynikiem w historii.

Polka dodatkowo awansuje aż o 360 miejsc w rankingu WTA i będzie notowana na 175. miejscu. Więcej TUTAJ.