Ścisk w środku tabeli Ekstraklasy sprawia, że starcie wiele klubów jednocześnie bije się o utrzymanie i europejskie puchary. Wśród tych, które potencjalne serie mogą zaprowadzić w obie strefy, są Lechia Gdańsk i Korona Kielce. Podopieczni Johna Carvera, gdyby nie kara pięciu ujemnych punktów, byliby krok od podium.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W pierwszym pojedynku w tym sezonie Korona rozbiła Lechię 3:0, ale w rewanżu to Gdańszczanie byli lekkimi faworytami. Udowodnili to od pierwszej minuty. Piłka po raz pierwszy wpadła do siatki już w ósmej minucie, ale przez faul gol Aleksandara Cirkovicia nie został uznany. Serb zrewanżował się po chwili, dobijając do pustej bramki podanie Tomasa Bobcka.
Jeszcze gorszy scenariusz dla przyjezdnych napisał się w 27. minucie. Konstantinos Sotiriou sprokurował rzut karny i zarobił za faul czerwoną kartkę. Z jedenastu metrów nie pomylił się Bobcek, wracając na pozycję ex aequo lidera klasyfikacji strzelców. W poniedziałek trafił również jego największy rywal Karol Czubak z Motoru Lublin.
Bobcek mógł mieć dublet w pierwszej połowie, ale był na spalonym podczas wrzutki Camilo Meny. Wydawało się, że przez następne 45 minut Korona będzie walczyć o to, by uniknąć nokautu.
Szalony mecz Lechii Gdańsk
Trener Carver szybko zmienił kluczowych piłkarzy, a Lechia zdjęła nogę z gazu. Mecz miał uspokoić gol Rifeta Kapicia na 3:0 z 59. minuty.
Obraz meczu kompletnie zmienił się w samej końcówce i to przez błędy piłkarzy wprowadzonych przez trenera Lechii. W 77. minucie Dawid Kurminowski sprowokował rzut karny, który wykorzystał Dawid Błanik. Pięć minut później pomylił się Bartłomiej Kłudka, a do siatki trafił Pau Resta.
Grająca wciąż w osłabieniu Korona napędziła strachu Lechii. W ostatnich minutach musiała zaatakować, a brak jednego piłkarza sprawił, że musiały powstać luki. Jedną z nich odnalazł Kurminowski, przełamując się po raz pierwszy od września i ustalając wynik na 4:2.