Po zakończeniu kariery myślał o zostaniu trenerem, ale ostatecznie zwyciężyła ciekawość świata i chęć spędzenia czasu z rodziną. Piotr Małachowski na sportowej emeryturze nie może narzekać na nudę, bo od lat jest w podróży dookoła świata i ciągle uczy się nowych kultur. Po blisko czterech latach spędzonych na różnych kontynentach, dwukrotny wicemistrz olimpijski postanowił wrócić do Europy i pozostanie tu przynajmniej do czerwca. Dzięki temu będzie mógł łączyć wypoczynek w malowniczych miejscach z pracą dla TVP Sport oraz organizacją Memoriału Kamili Skolimowskiej.

Co miesiąc na jego konto wpływa z Polski 8716,99 zł. To suma dwóch emerytur: wojskowej i olimpijskiej. Tę drugą może pobierać dzięki srebrnym medalom IO.

Mateusz Puka, WP SportoweFakty: Ostatnie lata spędził pan na Dominikanie i w Tajlandii. Nie tęskni pan już za normalnym życiem w Polsce?

Piotr Małachowski, podwójny wicemistrz olimpijski w rzucie młotem: Trochę tęsknię, dlatego od stycznia razem z rodziną postanowiliśmy wrócić do Europy.

Czyli wielka podróż została zakończona?

Niekoniecznie, bo po prostu znów zmieniliśmy miejsce zamieszkania i szukamy nowych wrażeń. Od tego roku mieszkamy w Hiszpanii, w okolicach Alicante. To fantastyczne tereny do uprawiania sportu. Ostatnio sporo biegam, jeszcze nie jeździłem na rowerze, ale czekam, kiedy będzie na tyle ciepło, by móc kąpać się w morzu.

Skąd taka decyzja?

Stwierdziliśmy, że ciągłe przyloty z Tajlandii do Polski są coraz bardziej kłopotliwe. Komentuję zawody w TVP Sport, pracuję przy Memoriale Kamili Skolimowskiej i pomagam Marcinowi Rosengartenowi w prowadzeniu menedżerskim zawodników. Jestem w Europie, więc praktycznie w każdej chwili mogę przylecieć do Warszawy.

ZOBACZ WIDEO: Jest jednym z największych talentów. Poznajcie Hannę Mazur

Nie ma pan już dość kolejnych podróży?

Przez ostatnie trzy lata przywykłem do tego, że każde kolejne miejsce jest tylko tymczasowe. Nie przywiązuję się do miejsc, a kluczowa jest dla mnie rodzina i kontakty z ludźmi, bo to zostaje na dłużej. Zresztą, te podróże były wspaniałym doświadczeniem także dlatego, że zdążyłem zapomnieć, co to zima. Moja garderoba to obecnie głównie krótkie spodenki i koszulki.

Jak sobie pan radzi z regularnymi przeprowadzkami?

Cały mój życiowy dobytek mogę obecnie spakować do jednej dużej walizki i plecaka. Przeprowadzaliśmy się tak często, że nauczyliśmy się, że nie można gromadzić rzeczy. Kupowaliśmy więc tylko niezbędne produkty i to jest obecnie cały nasz dobytek. Oczywiście sporo rzeczy mam w Polsce, ale ostatnie lata nauczyły mnie oszczędności i tego, by nie gromadzić niepotrzebnych przedmiotów. Z Dominikany czy Tajlandii nie przywieźliśmy wielu pamiątek.

Dlaczego?

Po prostu nie było na nie miejsca w bagażu. Takie wyjazdy potrafią uzmysłowić człowiekowi, że ten cały konsumpcjonizm jest zupełnie niepotrzebny. Jeśli w domu ma się pralkę i suszarkę, to wystarczy raptem kilkanaście elementów garderoby. W Polsce kupowaliśmy mnóstwo rzeczy, które nie były nam potrzebne. Używaliśmy je raz, a potem chowaliśmy do szafy. Dzisiaj czasami brakuje mi ubrań.

Czy okolice Alicante są docelowym waszym miejscem, czy za chwilę przeprowadzacie się w kolejne miejsce?
Na razie postanowiliśmy, że do czerwca na pewno nie zmieniamy lokalizacji. Dobrze nam się tu żyje i jesteśmy bardzo szczęśliwi. Jeśli jednak żona będzie miała jakiś ciekawy pomysł, na pewno to rozważymy. Dalekie lokalizacje już raczej odpadają.

Czego nauczył się pan w Tajlandii?

Świetnie wspominam ten czas, przywykłem do tamtejszej łagodności i uprzejmości. Czasem się śmieję, że z moją nową mentalnością mógłbym mieć problemy, by odnaleźć się teraz w Polsce. Dominikana i Tajlandia nauczyły mnie pozytywnego myślenia.

To dlaczego nie zdecydował się pan przedłużyć pobytu z rodziną w tym kraju?

Jedynym problemem była konieczność ciągłych przylotów do Polski, a one były coraz trudniejsze i trwały nawet 15-16 godzin. Z perspektywy czasu już wiemy, że podjęliśmy znakomitą decyzję, bo przez sytuację na Bliskim Wschodzie teraz powroty byłyby jeszcze trudniejsze. Cieszę się, że po tylu latach znów jestem w Europie. Teraz do Polski mam 3,5 godziny, więc jak jest ważny powód, to mogę polecieć rano i na wieczór znów być w Hiszpanii z rodziną.

Dzisiaj wiedzie pan życie, o którym marzy prawie każdy Polak. Jak to możliwe, że może pan pozwolić sobie na ciągłe podróże?

Przez lata kariery trochę zarobiłem, ale takie podróże są tańsze, niż komukolwiek może się to wydawać. Życie w innych miejscach na świecie jest tańsze niż w Polsce. Dzięki medalom olimpijskim otrzymuję uposażenie olimpijskie, a ponad 20 lat wojsku pozwoliło na otrzymywanie emerytury wojskowej. Nie muszę więc wiele dokładać. Może kiedyś nam się to znudzi, ale obecna formuła wydaje się idealna.

Często słyszy pan, że jest w lepszej formie niż w trakcie kariery sportowej?

Tak, faktycznie niektórzy śmieją się, że teraz wyglądam lepiej niż jako wicemistrz olimpijski. Faktycznie, sporo kilogramów mi ubyło, ale biegowo bywałem już w lepszej formie. Przez ostatnie miesiące trochę się zaniedbałem, ale teraz biorę się za siebie, bo przygotowuję się do drugiego mojego sezonu w triathlonie.

Czy sport po zakończeniu kariery sprawia większą frajdę niż w trakcie walki o medale?

Teraz jest spokojniej, bo nic nie muszę, a na trening wychodzę tylko wtedy, gdy mam ochotę. Jako zawodowiec trenowałem po 5-6 godzin dziennie. Teraz w końcu aktywność sprawia mi przyjemność. Nie marudzę nawet gdy idę pobiegać, a przecież jeszcze kilkanaście lat temu był to dla mnie koszmar. W trakcie kariery najwięcej ważyłem 150 kilogramów, ale średnio moja waga wynosiła 135 kilogramów. Dzisiaj ważę 116, a i tak wydaje mi się, że ostatnio trochę przytyłem. Na spokojnie jeszcze pięć kilogramów jest do zrzucenia. W ciągu kilku tygodni znów wrócę do najlepszej formy. Wciąż widzę u siebie syndrom zwycięzcy i chcę być coraz lepszy.

Jak pan ocenia ostatni występ naszej reprezentacji na halowych mistrzostwach świata w Toruniu?

Cztery medale to niewątpliwy sukces i sygnał, że wszystko idzie do przodu. Trochę żałuję, bo realne było zdobycie sześć medali, a to byłby historyczny wynik. Dzisiaj mamy reprezentację gotową powalczyć w mistrzostwach Europy, ale mam nadzieję, że już niedługo zawodnicy wejdą na jeszcze wyższy poziom i będziemy mieli więcej zawodników gotowych podjąć wyzwanie z najlepszymi na świecie. Widzę po Jakubie Szymańskim, że złoto w Toruniu już zwiększyło zainteresowanie sponsorów, a i on podczas kolejnych startów będzie znacznie pewniejszy. Widziałem, że musi dorosnąć do najważniejszych triumfów i teraz naprawdę jest na to gotowy.

Rozmawiał Mateusz Puka, dziennikarz WP SportoweFakty