Damien Touze, francuski kolarz z zespołu Cofidis, w lutym doznał poważnych obrażeń podczas upadku na Tour de Oman. Jak wynika z jego wypowiedzi, sytuacja była dramatyczna. Trafił do szpitala w Omanie z perforacją jelit oraz złamaniami miednicy i uda.
Po wypadku Touze zadzwonił do swojej żony Sofii, by się pożegnać. – Powiedział mi: „Umieram, powiedz naszemu synowi, że go kocham.” Nie wierzyłam, że mogło dojść aż do takiego zagrożenia życia – relacjonuje Sofia.
ZOBACZ WIDEO: Uderza w sztab Świątek. „Ta współpraca kompletnie nie działa”
Touze wspomina ten czas jako moment wielkiego strachu. – Miałem wrażenie, że się rozpływam – powiedział w rozmowie z dziennikiem „L’Equipe”.
Pomimo braku bólu, sytuacja medyczna była krytyczna. Wszystko przez brak aparatu do zdjęć RTG. Mówi wprost, że myślał, że już nie wyjdzie z tego szpitala. Gdy przeniesiono go do innego szpitala w Omanie, panował w nim brud i latały muchy.
Ostatecznie przeniesiono go do Belgii, gdzie przeszedł operację trwającą pięć godzin. Okazało się, że poprzedni zabieg w Omanie został przeprowadzony z zaniedbaniami, pozostawiając organy w kontakcie ze skórą.
Przyszłość Touze w zawodowym kolarstwie stoi pod znakiem zapytania. – Chciałbym wrócić na rower, ale po tak długiej przerwie nie wiem, czy to będzie możliwe – przyznał.