Jeszcze kilkanaście miesięcy temu Szubarczyk był znany głównie w Polsce. Szerzej zrobiło się o nim dopiero wtedy, gdy zaczął osiągać świetne wyniki w turniejach międzynarodowych. Najpierw błyszczał w rywalizacji amatorów, później jako najmłodszy zawodnik w historii został profesjonalistą, a o jego talencie z uznaniem wypowiadali się najwięksi gracze tej dyscypliny.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Nic więc dziwnego, że z dużymi nadziejami przystępował do kwalifikacji mistrzostw świata. Już w pierwszym meczu przeszedł do historii, pokonując 10:7 trzykrotną mistrzynię świata Ng On Yee i zostając najmłodszym zawodnikiem, który wygrał spotkanie w tych rozgrywkach. To spowodowało, że m.in. w hiszpańskiej „Marce” został porównany do… Lamine’a Yamala.

Michał Szubarczyk porównany do Lamine’a Yamala

— Dociera do mnie to, co o mnie piszą, ale staram się, na tyle na ile mogę, tego nie czytać. Robię swoją robotę, a to wszystko niech się dzieje samo — stwierdził spokojnie Lublinianin.

Po wyeliminowaniu Azjatki młodziutki snookerzysta poszedł o krok dalej i w czwartek ograł także Sandersona Lama. Przez cały mecz prowadził, ale w końcówce Anglik przycisnął i był o krok od doprowadzenia do remisu 9:9. Przy stanie 0:63 w partii nr 18 Szubarczyk popisał się jednak kapitalnym czyszczeniem stołu, które pozwoliło mu wygrać na ostatniej bili.

— Czuję ekscytację. Nawet jak dostałem szansę, to nie spodziewałem się, że mogę wygrać tego frejma — przyznał szczerze po zakończeniu spotkania. Co ciekawe, mimo zwycięstwa miał do siebie sporo pretensji. — Ogólnie czułem bardzo dużą presję, z którą słabo sobie radziłem. Popełniłem dużo prostych błędów, brakowało trochę koncentracji — podkreślił.

— Braki w koncentracji wynikały trochę z tego, że na arenie cztery stoły są obok siebie i jednocześnie trwają cztery mecze. Cały czas, a to z jednego, a to z drugiego ludzie wchodzą na trybuny. A gdy tego nie robią, to czasem nie potrafią się zachować — zdradził.

Trudne wyzwanie przed Michałem Szubarczykiem. Ale wie, co musi zrobić

W trzeciej, a więc przedostatniej rundzie kwalifikacji, polski snookerzysta zagra z Hosseinem Vafaeiem. Irańczyk to znacznie groźniejszy przeciwnik niż On Yee i Lam, ale 15-latek udowodnił już, że nie boi się nikogo i jest w stanie pokonać każdego przeciwnika.

— Myślę, że z Vafaeiem byłbym w stanie wygrać, jeśli będę maksymalnie skupiony przez cały mecz i zagram dobrze oraz mądrze — podsumował.

Polsko-irańskie starcie odbędzie się w sobotę, 11 kwietnia. Pojedynek będzie podzielony tradycyjnie na dwie sesje. Pierwsza rozpocznie się o godz. 11.00, a start drugiej zaplanowano na godz. 20.00. Do triumfu potrzebne będzie zwycięstwo w dziesięciu frejmach.