
Maciej Łuszczewski: nikt sobie nie wyobrażał, żeby pracownik musiał walczyć o własne świadectwo pracy
Źródło: TVN24Mieli jechać 700 kilometrów, żeby dostać wypowiedzenia i należne odprawy. Tego wymagał od pracowników prezes huty szkła, która przenosi produkcję z Białegostoku do Pieńska na Dolnym Śląsku. Kiedy o sprawie zrobiło się głośno, prezes obiecał, że można będzie załatwić formalności na miejscu. Zapewnia też, że wypłaci pracownikom należne odprawy. Do zakładu weszła kontrola Państwowej Inspekcji Pracy, która przestrzega, że w razie łamania prawa może zgłosić sprawę do prokuratury.
– Z dnia na dzień przychodzi informacja, że trzeba porzucić wszystko, jechać 700 kilometrów dalej, żeby złożyć wypowiedzenie i dopiero po siedmiu dniach móc się zwolnić. I nie wiadomo, czy będą odprawy, świadectwo pracy czy dyscyplinarka. Nikt nie wiedział. Dzięki Państwowej Inspekcji Pracy mamy pewność, że miejscem pracy jest Białystok. Oczekujemy przestrzegania przepisów i tyle – powiedział Maciej Łuszczewski, przewodniczący zakładowej organizacji związkowej Solidarności 80.
Stawił się w środę, razem z pracownikami, na konferencji prasowej przed bramą białostockiej huty szkła Biaglass.

Żądają od prezesa wypowiedzeń zmieniających i wypłaty odpraw
Źródło: TVN24
700 kilometrów od obecnego zakładu
Zakład połączył się w lutym z Pieńską Hutą Szkła „Łużyce”, tworząc nową spółkę Huta Szkła Biaglass-Łużyce. Prezesem nowej firmy został Leszek Czemiel – prezes Fabryki Wyrobów Runowych „Biruna”, w której to strukturach działała do tej pory białostocka huta. Czemiel przekonywał hutników, żeby wyjechali do Pieńska (to na Dolnym Śląsku, 700 kilometrów od Białegostoku – przyp. red.) i tam kontynuowali pracę. Proponował, żeby zamieszkali w hotelu robotniczym.
Choć wśród 110-osobowej załogi byli tacy (chodzi w szczególności o Białorusinów i Ukraińców), którzy zadeklarowali, że przeniosą się do Pieńska, to wiele osób nie miało takiego zamiaru. W marcu prezes powiadomił ich jednak, że jeśli chcą rozwiązać umowę o pracę i dostać należne odprawy muszą 14 kwietnia stawić się w Pieńsku i popracować przynajmniej przez tydzień.
Twierdził, że tak nakazuje prawo
W rozmowie z tvn24.pl Leszek Czemiel powoływał się na artykuł 23 Kodeksu pracy mówiący o tym, że pracownik może – w terminie do dwóch miesięcy od przejścia zakładu pracy na innego pracodawcę – rozwiązać stosunek pracy i dostać należną odprawę.
– Warunek jest taki, że musi o swoim zamiarze powiadomić z siedmiodniowym wyprzedzeniem – zaznaczał.

Historia huty sięga 1929 roku
Źródło: TVN24
Ostatecznie nie muszą jechać na Dolny Śląsk
Pracownica, która w marcu zwróciła się do nas na Kontakt24 z prośbą o pomoc, była tym faktem oburzona. Nie chciała jechać na drugi kraniec Polski tylko po to, aby rozwiązać umowę o pracę. Poza tym uważała, że prezesowi chodziło tylko o to, żeby nie wypłacić pracownikom należnych odpraw. Bo teoretycznie ten, kto nie stawiłby się 14 kwietnia w nowym miejscu pracy w Pieńsku, mógłby zostać zwolniony dyscyplinarnie, przez co straciłby prawo do odprawy.
Pracownica powiedziała też, że nie miała zaufania do prezesa po tym, jak do końca zeszłego roku nie zostały wypłacone pieniądze z funduszu socjalnego na tzw. wczasy pod gruszą.
Prezes Czemiel zapewniał nas, że zaległe świadczenia zostaną wypłacone do końca marca. Tak też się stało.
Na początku kwietnia deklarował, że jeśli ktoś 14 kwietnia złoży w Białymstoku wniosek o rozwiązanie umowy o pracę, to umowa zostanie rozwiązana i zostanie wypłacona odprawa. Bez potrzeby wyjazdu na Dolny Śląsk.
– Sądziłem, że większość pracowników zdecyduje się na wyjazd i podjęcie pracy w Pieńsku. Zależało mi na tym, bo to bardzo dobrzy pracownicy. Kiedy jednak okazało się, że wielu nie chce opuścić Białegostoku, nie będę nieugięty – zaznaczał prezes.

Andrzej Aleksiejuk: Nie ma zgody na przerzucanie na pracowników całego ciężaru biznesowej decyzji zarządu
Źródło: TVN24
OPZZ broni pracowników
Pracownicy, nie wierząc mu jednak na słowo, domagają się, aby dał im wypowiedzenia zmieniające. Podpierają się wynikami kontroli Państwowej Inspekcji Pracy, która weszła do huty.
– Wojewódzka organizacja OPZZ wyraża stanowczy sprzeciw wobec sposobu, w jaki pracodawca przeprowadza wygaszenie działalności zakładu Biaglass w Białymstoku i przeniesienie produkcji do Pieńska. Nie ma naszej zgody na przerzucanie na pracowników całego ciężaru biznesowej decyzji zarządu, który najpierw składał publiczne deklaracje o pozostawieniu huty szkła na terenie miasta Białystok, a dziś stawia ludzi przed drastycznym wyborem: przeprowadzka o 700 kilometrów albo utrata źródła utrzymania – mówił przed bramą huty Andrzej Aleksiejuk, wiceprzewodniczący Podlaskiego OPZZ.
Prezes obiecuje, że będą mieli odprawy i prawo do zasiłku
Potem razem z pracownikami (i zebranymi na konferencji dziennikarzami) udał się do gabinetu prezesa Leszka Czemiela.
Ten zadeklarował, że pracownicy dostaną wszystko to, czego chcieli. Czyli odprawy, prawa do zasiłku, wypowiedzenia zmieniające miejsce pracy, odprawy uzależnione od stażu pracy i ekwiwalent za urlop.
– Ale to jest oczywiste. To jest zgodne z Kodeksem pracy – stwierdził prezes.

Leszek Czemiel: pracownicy dostaną to czego chcieli
Stawią się 14 kwietnia w zakładzie
Na uwagę jednej z dziennikarek, że jego deklaracje są nagrane, powiedział: „Proszę nagrywać mnie wszędzie. Ja się przed tym nie bronię”.
We wtorek, 14 kwietnia, o godz. 8 pracownicy stawią się w hucie (produkcja nie pracuje już od końca marca – przyp. red.) i będą żądać wszystkich należnych świadczeń.
Inspekcja pracy: zmiana miejsca pracy w drodze wypowiedzenia zmieniającego
Marcin Stanecki, Główny Inspektor Pracy, komentuje że pracodawca nie może zmienić tak istotnego elementu umowy o pracę, jakim jest miejsce zatrudnienia w formie jednostronnej informacji.
„Naszym zdaniem zmiana miejsca zatrudnienia, na odległe o kilkaset kilometrów miejsce pracy, powinna odbyć się w drodze wypowiedzenia zmieniającego” – pisze nam w mailu.
Zaznacza też, że jeśli pracownicy odrzucą nowe warunki pracy (czyli nie pojadą do Pieńska) pracodawca będzie zobowiązany do wypłaty odpraw.
„Jesteśmy w kontakcie z pracownikami i reprezentującą ich organizacją związkową. Jeśli zajdzie taka potrzeba, będziemy reagowali, z wykorzystaniem wszystkich możliwych w danej sytuacji środków przewidzianych w ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy. W skrajnych przypadkach daje ona nawet możliwość skierowania do prokuratury wniosku o ukaranie pracodawcy uporczywie naruszającego uprawnienia pracowników” – informuje Marcin Stanecki.
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: TVN24