Mecz deblowy Polska – Ukraina w Billie Jean King Cup w Gliwicach
Źródło wideo: Eurosport
Powiedzieć, że po piątkowych dwóch meczach singlowych sytuacja Polek była bardzo trudna, to nic nie powiedzieć. Była fatalna.
Niezwykle bolesne porażki Magdy Linette z Martą Kostiuk oraz Katarzyny Kawy z Eliną Switoliną sprawiły, że gospodynie musiały rozpocząć sobotę od deblowego zwycięstwa. Przegrana w rywalizacji do trzech punktów zamykała sprawę wyjazdu do Chin.
Jeszcze w piątek rano wydawało się, że polską parę będą stanowić Chwalińska i Kawa. Potem jednak wiele się zmieniło. Wieczorem kapitan kadry Dawid Celt w rozmowie z Eurosport.pl stwierdził, że do końca nie jest pewne, czy to właśnie ten duet pojawi się w sobotę na korcie w Gliwicach.
Nieco ponad godzinę przed zaplanowanym w samo południe starciem, ogłoszono, że partnerką Chwalińskiej będzie Kubka. Tym samym zawodniczki dostały nie tylko szansę na przedłużenie marzeń Biało-Czerwonych, ale okazję na rewanż.
Dokładnie rok temu, także 11 kwietnia w Radomiu, nasze tenisistki przegrały z siostrami Kiczenok po niesamowitej walce 6:7(1), 6:7(5). Celt zapewne liczył, że doświadczenie z tamtego spotkania pomoże jego podopiecznym. Na dodatek Kawa po starciu ze Switoliną wyglądała nie tylko na mocno zmęczoną, ale nieco podłamaną mentalnie.
Jak się okazało, trener wybrał dobrze.

Kubka w meczu z Ukrainkami
Foto: Getty Images
Chwalińska w formie
Wprawdzie Ukrainki od razu przełamały Polki przy podaniu Kubki, a potem poprawiły prowadzenie, ale nasze zawodniczki szybko się odgryzły. Najpierw świetny gem serwisowy Chwalińskiej, a później przełamanie i za chwilę to Biało-Czerwone wygrywały 3:2. Rywalki miały mnóstwo problemów z pewnie grającą pod siatką leworęczną Chwalińską. Filigranowa tenisistka na dodatek znakomicie podawała.
Około pięciu tysięcy kibiców w PreZero Arenie w końcu przeżywało prawdziwe emocje. W piątek ich po prostu nie było.
Największe były w dziesiątym gemie. Biało-Czerwone wygrywały 5:4 i przy serwisie Ludmiły Kiczenok miały aż trzy okazje na przełamanie i zwycięstwo w secie. Walka była niesamowita. Sędzia musiał uspokajać rozentuzjazmowanych fanów. Tak naprawdę Polki na „zamknięcie” odsłony miały tylko jedną realną okazję. Dwie pozostałe Ludmiła rozstrzygała dobrymi serwisami na stronę przewagi.

Chwalińska w meczu w sobotnim meczu
Foto: Getty Images
Tak przegrany gem wyraźnie zdeprymował Polki. Chwalińska po raz pierwszy straciła podanie, a za chwilę Nadia Kiczenok przypieczętowała zwycięstwo w całej partii, która trwała 62 minuty.
Celt zrobił, co mógł
Przerwa dobrze podziałała na nasze tenisistki. Widać było, że Celt zmotywował je jeszcze bardziej. Polki nadal wierzyły w możliwość pokonania utytułowanych i o wiele bardziej doświadczonych rywalek.
Do ósmego gema obie ekipy pewnie utrzymywały podanie. I wtedy pojawiła się mała szansa na pierwszego w secie breakpointa dla polskiej dwójki. Dwa niewymuszone błędy Kubki zaprzepaściły okazję. Za chwilę jednak 25-latka popisała się pięknym gemem serwisowym. Sytuacja z inauguracyjnej odsłony się powtórzyła. Znów było 5:4 dla naszej ekipy i ponownie Ludmiła Kiczenok podawała. Tym razem lepiej niż kilkadziesiąt minut wcześniej.
Wspierane przez głośno dopingującą publiczność gospodynie miały trzy szanse z rzędu na doprowadzenie do tie-breaka, ale przegrały cztery punkty po kolei. Rywalki miały piłkę meczową, ale o losach partii jednak rozstrzygała dodatkowa rozgrywka. Emocje sięgały zenitu. W hali zrobiło się naprawdę podniośle. „Polska, Polska, Polska” – krzyczeli fani.
Tym razem nasze zawodniczki stanęły na wysokości zadania. Wykorzystały drugą z trzech kolejnych piłek setowych i doprowadziły do decydującej odsłony. Ona rozpoczęła się po dłuższej przerwie, bo dwie pierwsze trwały łącznie dwie godziny i 14 minut.

Kubka i Chwalińska w trakcie sobotniego meczu
Foto: Getty Images
Linette już się szykowała
Taki wynik oznaczał jeszcze coś innego. Intensywną rozgrzewkę musiały rozpocząć również Linette i Switolina. Wiadomo było bowiem, ze w razie zwycięstwa polskiego debla, to te tenisistki potem wyjdą na kort.
Trzeci set rozpoczął się idealnie dla naszej dwójki, bo od przełamania. Widzowie śledzący mecz na żywo mieli jednak problem z dokładnym śledzeniem wyniku, bo awarii uległ system wyświetlający go na wielkim ekranie podwieszanym pod kopułą hali.
Na samym korcie walka była niezwykła. Po prawie trzech godzinach od pierwszej piłki było 3:3 i równowaga przy serwisie Ukrainek. Ostatecznie trwający kilkanaście minut gem padł łupem wschodnich sąsiadek i jak się potem okazało, był rozstrzygający. Siostry Kiczenok za chwilę przełamały Polki, a potem przypieczętowały wygraną 6:3.
Taki rezultat oznacza, że Ukrainki wywalczyły bezpośredni awans do turnieju finałowego Billie Jean King Cup w Shenzhen. Polki w listopadzie będą walczyły o utrzymanie w Grupie Światowej I.
Porażka na sam koniec
Ostatecznie Polska przegrała w Gliwicach 0-4. W ostatnim meczu Linda Klimovicova przegrała bowiem z Ołeksandrą Olijnykową 4:6, 1:6.

Mecz deblowy Polska – Ukraina w Billie Jean King Cup w Gliwicach
Źródło wideo: Eurosport
Terminarz meczów Polska – Ukraina:
Piątek, 10 kwietnia, godz. 16:
Magda Linette – Marta Kostiuk 4:6, 0:6
Katarzyna Kawa – Elina Switolina 2:6, 1:6
Sobota, 11 kwietnia, godz. 12:
Maja Chwalińska / Marta Kubka – Nadia Kiczenok / Ludmiła Kiczenok 5:7, 7:6(4), 3:6
Linda Klimovicova – Ołeksandra Olijnykowa 4:6, 1:6
Z Gliwic Krzysztof Srogosz, Eurosport.pl