Gdański marsz „Polska za Pokojem” ma letnią temperaturę i niską frekwencję. Przyszło ponad 200 osób, z czego większość to działacze Konfederacji Korony Polskiej (partii Grzegorza Brauna), dziennikarze i policjanci. Jest spokojnie, nie ma żadnej kontrmanifestacji. Można odnieść wrażenie, że maszerujący przez Gdańsk lider czwartej (według sondaży) siły politycznej w Polsce mało kogo interesuje.

— Kto chwali agresje państwa amerykańskiego i państwa żydowskiego, ten jest przestępcą. My się upomnimy o tych przestępców — obiecuje.

W swoim wystąpieniu Braun jest mocno antyamerykański i antyżydowski, ale już nie antyrosyjski. Mówi tylko, że „toczenie wojny napastniczej jest ewidentnie zbrodnicze i samo przygotowanie agresji jest przestępstwem”.

Próbuję zapytać Brauna, czy Rosja prowadzi wojnę napastniczą. Chcę też wiedzieć, kto i w jaki sposób wpycha nas do wojny. To kluczowe, bo w ostatnim czasie Braun i jego ludzie — właśnie na autentycznym strachu ludzi przed wojną — próbują budować sobie słupki poparcia.

Braun jest uprzejmy, ale odpowiadać na pytania nie chce. Mówi, że z chęcią ze mną porozmawia, ale stawia warunek: na żywo i przed kamerami.

Odpowiedzi uzyskuje od polityków Brauna i od jego wyborców.

Gdańsk. Marsz Grzegorza Brauna

Gdańsk. Marsz Grzegorza BraunaPiotr Olejarczyk / Onet

Ameryka i Izrael złem tego świata. O Rosji cisza

Konrad Niżnik to prawa ręka Brauna w Gdyni, w jednym z najmocniejszych okręgów Korony w Polsce. Niżnik znany jest z ostrych antyukraińskich wpisów w mediach społecznościowych, ale w rozmowie na żywo nie przypomina internetowego trolla, a rasowego polityka. Przed sobą mam więc elegancki garnitur i wyuczony uśmiech człowieka, który najprawdopodobniej za rok znajdzie się w Sejmie.

Niżnik jest dla mnie miły. Może również dlatego, że na wstępie mówię (zgodnie z prawdą), iż na Pomorzu jest on najważniejszym człowiekiem Grzegorza Brauna. Dodatkowy punkt zyskuję, gdy się przejęzyczam i nazywam Niżnika posłem.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

— My nie kalkulujemy, że coś się komuś nie będzie podobać. Mówimy, co czujemy i czego byśmy oczekiwali. Jako jedyni w Sejmie mówimy o polexicie. Jasno też wypowiadamy się na temat kraju w Palestynie — słyszę od przyszłej „jedynki” Brauna na Pomorzu.

Niżnik tłumaczy mi, że marsz „Polska za Pokojem” wcale pacyfistyczny nie jest. — Polska powinna się zbroić i tworzyć własną armię — mówi. Jego zdaniem, obecnie nasza armia zależna jest od kaprysów Amerykanów.

Niżnik opowiada mi też o rosnących cenach paliw w Polsce. — Domagam się, żeby kierunek gazu mógł płynąć też ze Wschodu — mówi. Być może Niżnik gryzie się w język, ale słowo „Rosja” tutaj nie pada.

Gdańsk. Marsz Grzegorza Brauna

Gdańsk. Marsz Grzegorza BraunaPiotr Olejarczyk / Onet

Gdańsk. Marsz Grzegorza Brauna

Gdańsk. Marsz Grzegorza BraunaPiotr Olejarczyk / Onet

Gdańsk. Marsz Grzegorza Brauna

Gdańsk. Marsz Grzegorza BraunaPiotr Olejarczyk / Onet

Człowiek od partyjnych pieniędzy straszy Ukraińcami w polskiej policji

Happening Braun trwa już dobre pół godziny, a jeszcze nikt nie powiedział złego słowa o tym, co robi Rosja za naszą granicą. — Czy Korona jest prorosyjska? — pytam Niżnika.

— To jest kompletna bzdura — denerwuje się gdyński lider Korony.

— Krytykujecie Amerykanów i Izrael za wojnę w Iranie, ale czy tak samo krytykujecie Rosję za wojnę w Ukrainie? — dociekam. — Nie stawiamy tu znaku równości, bo inne są przyczyny wojen. Proszę wybaczyć, ale proszę mnie już nie wciągać w takie tematy — rzuca jeszcze Niżnik i znika w tłumie.

Maszerujemy przez Gdańsk. Na czele pochodu idą działaczki partii Brauna, które krzyczą „to nie nasza wojna”. Z transparentem idzie też mała grupka kibiców Bałtyku Gdynia. Są też charakterystyczni dla partii Brauna górale i jego ochrona w mundurach. Transmisję na żywo prowadzi Marcin Rola, którego brauniści określają „niezależnymi mediami”, a który być może dostanie wysokie miejsce na liście właśnie u Brauna.

Sam Braun idzie w drugim szeregu w czapce „Star Wars”. Obok niego maszeruje poseł Włodzimierz Skalik, który w Koronie jest od pilnowania pieniędzy i miejsc na listach.

Polexit drogą do szczęścia

Straszy, że w polskiej policji będzie więcej Ukraińców. Do mikrofonu jednej z telewizji mówi, że „polscy patrioci będą ścigani i prześladowani przez Ukraińców w mundurach polskiej policji i będą sądzeni i oskarżani właśnie przez Ukraińców”.

Zamieniam słowo z organizatorem marszu, którym jest Michał Welka, szef gdańskiego oddziału Korony. On też przekonuje, że dla Polski będzie lepszy polexit. — Takie zdanie przeważa w Koronie — uważa.

Tak jak i Niżnik, Welka potrafi wymieniać wiele grzechów Ameryki, Izraela czy Europy, ale już nie Rosji.

Gdy pytam, kto z polskich polityków chce nas wciągnąć w wojnę, wskazuje tylko dawną wypowiedź Szymona Hołowni, który obiecywał „wgniecenie Putina w ziemię”. — Pozostali politycy może tak nie mówią, ale idą w kierunku takim, jak im podszeptują inne stolice — słyszę. Od gaśnicy się zaczęło. „Ma cojones”

Na marszu spotykam też pana Jacka, który na stałe mieszka w Niemczech. Dumnie prezentuje koszulkę z napisem „FCK USA”. Nie trzeba być poliglotą, by się domyślić, o co chodzi w tym haśle. — Europa jest lotniskowcem Ameryki. W Europie nikt nie ma nic do powiedzenia — słyszę.

Gdańsk. Marsz Grzegorza Brauna

Gdańsk. Marsz Grzegorza BraunaPiotr Olejarczyk / Onet

Pan Jacek opowiada mi o Ameryce, wojnie w Wietnamie, niemieckiej polityce. Widać, że to człowiek autentycznie ciekawy świata. Czuć, że jest do bólu antysystemowy i antyamerykański. Pod tym względem pasuje do partii Brauna jak ulał.

— Byłem zaskoczony tym, co Braun zrobił w Sejmie. Ja tego nazwiska wcześniej nie znałem. Ale jak zobaczyłem, że przemaszerował z gaśnicą, to pomyślałem, że facet ma cojones. Że się nie boi. I się zacząłem interesować. Czego oczekuje od Brauna? Jestem realistą. Niech on po prostu dalej przekonuje ludzi, by kiedyś miał 50 proc. poparcia — komentuje pan Jacek.

— Czy to realne? Zapowiadają się ciekawe czasy. Chodzi o energię, złoża, pieniądze, kredyty ludzi. Nie życzę tego nikomu, ale mieliśmy już tąpnięcia w swojej historii.

Pan Jacek nie ukrywa, że w przyszłych wyborach zagłosuje na Brauna. Jest za tym, by Polska wyszła z Unii Europejskiej.

Marsz kończy się w centrum Gdańska. Na scenie pojawia się Braun i jego ludzie.

„PiS zrobił najgorszą rzecz, jaką mógł zrobić”

Pod sceną zbierane są podpisy pod petycją do polskiego episkopatu w sprawie aprobaty na używanie nazwy „Sanktuarium Narodowe w Gietrzwałdzie”. Miła kobieta, która w partii Brauna nie jest, ale na niego zagłosuje, pokazuje mi uzasadnienie petycji. W tym czasie jedna z działaczek Brauna krzyczy do mikrofonu, że „Polska jest w kleszczach Żydów, Niemców i Ukraińców”. Odpowiada jej szmer uznania.

Gdańsk. Marsz Grzegorza Brauna

Gdańsk. Marsz Grzegorza BraunaPiotr Olejarczyk / Onet

Z marszu wracam z panem Lechem. Starszy mężczyzna trzyma zwiniętą polską flagę. Idzie dziarskim krokiem, bo spieszy się na pociąg do Tczewa. Zmierzamy w kierunku dworca.

— PiS zrobił dla mnie najgorszą rzecz, jaką mógł zrobić. On się przedstawiał jako partia propolska, co oczywiście było blagą, oszustwem i kłamstwem. Oni są gorsi od Koalicji Obywatelskiej, bo tam mocodawcy są znani i nikt się z tym nie kryje. A PiS? Stroił się w nieswoje piórka i tym samym zrobili wielką krzywdę narodowi — mówi.

W ostatnim roku partia Kaczyńskiego straciła sporo wyborców właśnie na rzecz Brauna. Jednym z nich jest właśnie pan Lech. — Dałem się nabrać PiS-owi. Mówię to z bólem. Zacząłem ich sprawdzać po owocach i poznałem doskonale. Gładkie okrągłe słówka potrafi u nas wielu. Był czas, że byłem za PiS, że „ohoho”. Tragedia smoleńska, wyjazdy z nimi. No ale już koniec z tym — dodaje.

Co go odepchnęło od Kaczyńskiego i przyciągnęło do Brauna? Pan Lech mówi, że w Polsce nie czuje się potrzebny. Jego zdaniem, obcokrajowcy są w Polsce lepiej traktowani. — Co ja jestem winien Ukrainie? Czy ja jestem winny tej wojnie? — denerwuje się starszy mężczyzna.