Nieukończony kompleks otoczony murem, betonowe krypty i baseny, które nigdy nie zobaczyły wody. Niewielka miejscowość niedaleko Trójmiasta skrywa ruiny budowli, o której do dziś nie wiadomo, czym miała być.
tak, zawsze doprowadzam sprawy do końca
26%
staram się, ale nie zawsze się udaje
52%
nie – czasem lepiej odpuścić
22%
Mur jak w twierdzy
W centrum wsi Postołowo, 30 km na południe od Gdańska, za wysokim, betonowo-kamiennym murem kryją się ruiny jednego z najbardziej zagadkowych obiektów regionu.
Na pierwszy rzut oka widać ogromną skalę przedsięwzięcia: monumentalna brama, krużganki, betonowe niecki, które wyglądają jak baseny. Całość sprawia wrażenie miejsca zaprojektowanego z rozmachem – i porzuconego nagle.
Inwestycja z rozmachem, która coś przypomina
Historia zaczęła się pod koniec lat 90. W 1999 r. inwestor z Gdańska uzyskał pozwolenie na budowę siedliska o powierzchni 3000 m kw. na dużej, ok. 20-hektarowej działce. Rok później ruszyły prace. Szybko jednak okazało się, że skala inwestycji wykracza daleko poza pierwotne założenia. Zamiast domu zaczęły powstawać potężne mury, rozbudowana infrastruktura i obiekty, których przeznaczenie budziło pytania.
Coś wam to przypomina? Podobnie zaczęła się przecież historia zamku w Łapalicach.
Ten sam inwestor, taka sama historia
Ruiny w Postołowie i słynny zamek w Łapalicach łączy nie tylko rozmach, ale także osoba inwestora. Za obiema inwestycjami stał ten sam człowiek: Piotr Kaźmierczak, gdański rzeźbiarz i stolarz, który w latach 90. rozpoczął realizację ambitnych projektów na Pomorzu.
W obu przypadkach początkowe założenia zaczęły się rozrastać, a skala budowy wymknęła się spod kontroli. Z czasem pojawiły się problemy formalne i administracyjne: w 2003 r. wojewoda cofnął pozwolenie na budowę w Postołowie i nakazał sporządzenie nowej dokumentacji. Prace zostały przerwane, ani w Postołowie, ani w Łapalicach inwestycje nie zostały ukończone. Dziś oba miejsca funkcjonują jako symbole niespełnionych wizji.
W Postołowie natura dawno przejęła teren. Betonowe niecki zarosły, krużganki wypełniła roślinność, w pokojach wyrosły drzewa. Część elementów została rozkradziona, inne uległy degradacji. Mimo to układ budowli wciąż jest czytelny i robi wrażenie – zwłaszcza z góry, gdzie widać jego strukturę przypominającą labirynt. Dziś to miejsce przyciąga głównie fotografów i eksploratorów opuszczonych obiektów.
Co tu miało powstać? Teorie mieszkańców i eksploratorów
Największą zagadką pozostaje przeznaczenie budynku. Wśród mieszkańców Postołowa i miłośników urbexu od lat krążą różne wersje. Najczęściej powtarzana mówi o hospicjum z krematorium i cmentarzem. Wskazywać na to mają betonowe nisze przypominające kolumbarium oraz sąsiedztwo cmentarza.
Inni twierdzą, że miał tu być dom spokojnej starości dla zamożnych klientów z zagranicy. Pojawiają się też bardziej niszowe hipotezy: ośrodek dla duchownych czy kompleks rekreacyjno-zdrowotny. Żadna z tych teorii nigdy nie została potwierdzona.