Mimo dobrej gry w defensywie, wielu ładnych akcji, PGE Wybrzeże ulega Orlen Wiśle Płock. Płocczanie zakończyli rundę zasadniczą bez straty punktów.
Niedziela, bardzo często ostatnio oznacza wizytę w Gdańsku. Tak było i dwunastego kwietnia, gdzie Wybrzeże podjęło ekipę z Płocka. Faworyt był jeden, ale mimo to, Wybrzeże jako jedyne w tym sezonie potrafiło nawiązać walkę zarówno z Kielczanami, jak i Płocczanami właśnie. Czekało nas, więc świetne spotkanie.
Skutecznie mecz otworzyli gospodarze, dzięki trafieniu Mikołaja Czaplińskiego (1:0). Miał nawet szansę na podwyższenie prowadzenia, ale wykonywaną przez niego siódemkę wybronił Bergerud. Przełamała się i Wisła. W piątej minucie, do siatki gospodarzy trafił Abel Serdio. Dłużni nie byli im gospodarze, którzy tego dnia naprawdę mocno postawili na linię defensywną. Bronili się naprawdę dobrze, a w ataku nie mieli dużych problemów. Dzięki temu, najpierw objęli prowadzenie 2:1, a potem 3:2. Dopiero w czternastej minucie, jakąkolwiek inicjatywę przejął mistrz kraju. Najpierw wyrównali stan spotkania, a potem po bramkach Serdio i Fazekasa objęli prowadzenie 6:4. Gole Michałowicza i… Zembrzyckiego, pozwoliły Wybrzeżu wrócić do gry. Od tamtego momentu, oglądaliśmy bardzo wyrównaną walkę. Gdańszczanie nie odstawali poziomem od Nafciarzy, rzucając gol za gol. Minimalnie lepsi byli goście, bo gdy Wybrzeże rzuciło, to Ci odpowiadali bramką dającą prowadzenie. Ta seria wymiany ciosów skończyła się dopiero w dwudziestej siódmej minucie. Siódemkę w wykonaniu Daszka wybronił Zembrzycki, ale dobitka była już skuteczna. Orlen Wisła objęła dwubramkowe prowadzenie. Chwilę później, problemy Wybrzeża się poszerzyły. Karę dostał Zmavc, a kilkanaście sekund później, czerwoną kartkę obejrzał Ionut Stanescu. Wisła, teoretycznie była w komfortowej sytuacji… Tylko teoretycznie. Rzut ze skrzydła wybronił po raz kolejny Mateusz Zembrzycki i drużyna Patryka Rombla stanęła przed szansą na wyrównanie (13:12). Wtedy o przerwę poprosił szkoleniowiec gospodarzy właśnie. Nic jednak nie wskórali, grając dwóch mniej i to przeciwko Wiśle. Piłka wpadła z kontry do pustej bramki i mieliśmy 14:12. Tym wynikiem skończyliśmy pierwszą połowę. Przy tym wyniku, udział w meczu zakończył Abel Serdio, który… otrzymał czerwony kartonik. Czekała nas dobra dla oka, druga część zawodów.
Drugie trzydzieści minut o wiele lepiej rozpoczęli goście, którzy głównie dzięki interwencjom Torbjorna Bergeruda, objęli czterobramkowe, solidne prowadzenie (16:12). Bramka Wiktora Tomczaka, przerwała tą złą passę. Znowu mieliśmy grę bramka za bramkę. Z minusów, można było wywnioskować, że na więcej niż równą grę nie było stać Gdańszczan. Mimo dopingu kibiców, nie mogli znaleźć sposobu na odrabianie strat. Piętnaście minut przed końcem, przegrywali z Wisłą 22:18. Warte odnotowania było to, że dobre zawody na skrzydle rozgrywał zmiennik Czaplińskiego, Mikołaj Rodak. Ten kilkukrotnie pokonywał goalkeepera gości. Przez chwilę, mogło się wydawać, że Gdańszczanie w końcu nabiorą wiatru w żagle, bo zmniejszyli straty do trzech oczek. Tak jednak się nie stało, bo Wisła szybko się rozpędziła i ponownie wskoczyła na +5. Dodatkowo, otrzymana kara przez Michałowicza, najprawdopodobniej zamknęła mecz. Mimo, że do końca było siedem minut, ciężko było sobie wyobrazić to, żeby gospodarze odrobili ponownie straty, tym razem całkowicie. Dodatkowo, kolejne dyktowane dla Wisły karne, tylko i wyłącznie hamowały gospodarzy. Ostatnie minuty, były dla Gdańszczan okropne. Tracili gol za golem i finalnie, przegrali 31:24.
Tytułem zawodnika meczu, nagrodzony został goalkeeper drużyny gospodarzy, Mateusz Zembrzycki.
PGE Wybrzeże Gdańsk – Orlen Wisła Płock 24:31 (12:14)
fot. Orlen Superliga / Biuro Prasowe