
W sobotni wieczór restauracja Biały Królik w Orłowie zamieniła się w kulinarny plan filmowy. W ramach trzeciej edycji Festiwalu K5 Food Story pięć wybitnych szefowych kuchni z całej Polski przygotowało kolację degustacyjną, w której każde danie było osobną sceną filmową. Wszystkie bilety zostały wyprzedane.
Festiwal, który łączy kino z kuchnią
chętnie wziąłbym/wzięłabym udział w takim wydarzeniu
28%
raczej mi się podoba, ale nie jestem pewien/pewna, czy to coś dla mnie
19%
wolę kino i jedzenie osobno
53%
Festiwal K5 Food Story organizowany jest przez Kamila Sadkowskiego z Akademii Kulinarnej K5 i Konsulat Kultury w Gdyni. Jego idea jest prosta i zarazem oryginalna: każdemu seansowi towarzyszy degustacja inspirowana filmem, a po projekcjach toczą się rozmowy z twórcami i ekspertami. Trzecia edycja odbywa się w dniach 10-12 kwietnia 2026 r. – w piątek w Gdyńskim Centrum Filmowym, a w sobotę i niedzielę w Konsulacie Kultury.
Kolacja w Białym Króliku to jeden z trzech dni festiwalu i zdaniem organizatora jego kulminacja.
– To wieczór, w którym kuchnia przejmuje rolę kina, a szefowe kuchni stają się aktorkami menu. Nie dostaniemy jednego spójnego menu „pod linijkę”, tylko wielogłos. Narrację, w której każde danie może być inną sceną, innym emocjonalnym kadrem – mówił Kamil Sadkowski, organizator festiwalu. – Jest w tym jeszcze jeden ważny element: to spotkanie kobiecej siły w gastronomii. Bez manifestów, bez deklaracji, po prostu poprzez jakość, charakter i autentyczność. To wieczór, w którym smak będzie miał osobowość.
Bilety na sobotnią kolację w Białym Króliku kosztowały 350 zł od osoby i wszystkie zostały wyprzedane.
Pięć kobiet na kulinarnej scenie
To, co wyróżnia sobotnią kolację w Białym Króliku spośród poprzednich edycji festiwalu i w ogóle organizowanych w Trójmieście degustacji, widać już w samym składzie kucharskim. Na jednej scenie spotkały się: Alyona Orel z restauracji Hewelke w Gdańsku, Agata Wojda z Ferment Dom Kultury w Warszawie, Ada Wójcikowska z restauracji Vamos w Krakowie, Aleksandra Sowa-Trzebińska z Cukierni Sowa w Bydgoszczy i Basia Ritz z restauracji Ritz w Gdańsku.
Sadkowski zaznaczał, że to spotkanie kobiecej siły w gastronomii odbyło się bez manifestów i deklaracji – po prostu przez jakość, charakter i autentyczność.
Menu zbudowane jak scenariusz
Kolacja miała dramaturgię dobrze napisanego scenariusza: z amuse-bouche, które otwierało apetyt, przez kolejne akty narastającego napięcia smakowego, aż po petit four kończące wieczór. Niektóre dania były powiązane z konkretnym tytułem z programu festiwalu.
Tak było m.in. w przypadku zimnej przystawki Ady Wójcikowskiej, inspirowanej filmem „#TuiTeraz” – był to miecznik z yuzu i pomelo, podany z palonym masłem z czerwonym pieprzem, danie o wyraźnie japońskim charakterze, które cytrusową świeżością i aromatem oparzonego masła tworzyło spójną, nieoczywistą całość.
Ciepłą przystawkę zaproponowała Basia Ritz, inspirowaną filmem „Moje ulubione ciasto”. Była to przepiórka z kremem z pieczonej młodej marchewki, masłem szafranowym i pistacją. Delikatne mięso zestawiła ze słodką ziemistością marchewki i ciepłą, żółtą aksamitnością kremu. Staranne w wykończeniu, ale niepozbawione domowego ciepła.
Opracowania zupy podjęła się Agata Wojda, czerpiąc z „Kwiatu wiśni i czerwonej fasoli”: na stół trafiła zupa z kalarepy z płatkami wiśni, marynowanym hibiskusem i musem wasabi. Lista składników mogła budzić obawy, ale efekt był zaskakująco harmonijny: kwiatowość została złagodzona pikantną nutą wasabi, a wszystko spięte miękkością kalarepy.
Danie główne należało do Alyony Orel, inspirowanej filmem „Food for Profit”: pstrąg alpejski z chrzanem, pak choy i maślanką. Ryba była upieczona z wyczuciem, chrzan dodał ostrości, pak choy świeżości, a maślanka „zakwasiła” całość w sposób subtelny. Było to danie czytelne w kompozycji, ale dalekie od przewidywalności.
Deser skonstruowała Aleksandra Sowa-Trzebińska, nawiązując do „Krainy Miodu”: mus śmietankowy z miodem, żelka morelowa i bakława. Był słodki, ale niejednoznaczny – bakława wniosła chrupkość i orzechową głębię, żelka owocowy kwas, a miód spiął całość delikatną, ziołową słodyczą.
Wieczór zamknęły petit four Aleksandry Sowy-Trzebińskiej: pralina miodowa, galaretki mango z marakują i czekoladka z koniakiem. Mała, staranna puenta, przy której warto było zostać przy stole jeszcze chwilę.
Teatr przy stole i nie tylko
Serwis był sprawny, a atmosfera swobodna. Szefowe kuchni pojawiały się przy stolikach i chętnie rozmawiały z gośćmi o swoich daniach, podobnie jak podczas poprzednich edycji, gdzie taki bezpośredni kontakt między kuchnią a salą stał się znakiem rozpoznawczym imprezy.
– Ta edycja festiwalu ma w sobie niezwykłą lekkość połączoną z treścią – mówi Kamil Sadkowski. – Z jednej strony porusza ważne tematy: etykę jedzenia, relację człowieka z naturą, pamięć, dorastanie, bliskość. Z drugiej strony robi to bez nadęcia, zostawiając miejsce na wzruszenie, refleksję i zwykłą radość bycia razem. To nie jest festiwal tylko o jedzeniu ani tylko o kinie. To festiwal o tym, jak smak, obraz i rozmowa potrafią spotkać się w jednym miejscu.
Sadkowski podkreśla, że program nie kończy się na seansach.
– Każde spotkanie rozwija się dzięki rozmowom z zaproszonymi gośćmi. Publiczność nie wychodzi od razu z sali, tylko zostaje jeszcze chwilę w świecie filmu, smaku i myśli, a poczęstunki przed seansami sprawiają, że widz od początku wchodzi w klimat filmu nie tylko przez obraz, ale też przez smak.
Do tego dochodzą wydarzenia towarzyszące: śniadanie w Vinegre z widokiem na Zatokę Gdańską, warsztaty z sommelierami oliwy i kulinarne spotkania dla dorosłych i dzieci.
– Tu nie tylko ogląda się i słucha. Tu można dotknąć, spróbować, nauczyć się czegoś – dodaje organizator. – To festiwal, który nie tylko pokazuje filmy o jedzeniu. On zaprasza, żeby przez trzy dni naprawdę je poczuć.
K5 Food Story vol. 3 trwa do niedzieli 12 kwietnia. W niedzielnym programie znalazły się kolejne seanse z degustacjami, warsztaty kulinarne dla dorosłych i dzieci oraz festiwalowe śniadanie w restauracji Vinegre z widokiem na Zatokę Gdańską.