27 marca do Sejmu trafił wniosek o odwołanie ze stanowiska ministry klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski. Podpisało się pod nim ok. 100 posłów m.in. z Konfederacji oraz PiS. Z przepisów wynika, że wniosek musi być rozpatrzony najpóźniej na posiedzeniu, które zaplanowane jest w dniach 28-30 kwietnia. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo W klubie Polski 2050 panowała zgoda, by odwołać Hennig-Kloskę ze stanowiska. W tle są nierozliczone, a negatywne sentymenty związane z rozłamem w Polsce 2050. Po tym, jak Henning-Kloska przegrała wybory na szefową partii w lutym, doszło do jej podziału. Ministra klimatu z grupą zwolenników stworzyła klub poselski Centrum, zaś jej rywalka w wyborach Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz stanęła na czele klubu Polska 2050.
Premier nie pozostał bierny wobec pogłosek, że posłowie skupieni wokół Pełczyńskiej-Nałęcz mogą głosować przeciwko ministrze z tej samej koalicji. Wezwał szefową Polski 2050 na rozmowę. Podczas niej Donald Tusk miał jednoznacznie stwierdzić, że głosowanie za wyrzuceniem z rządu Hennig-Kloski będzie oznaczało usunięcie Polski 2050 z koalicji.
„Chcieli zaszantażować Tuska? Wybitnie naiwne”
Jak ustaliliśmy, Pełczyńska-Nałęcz miała ostatecznie zadeklarować, że jej partia nie poprze wniosku Konfederacji i PiS, czyli będzie stać murem za ministrą klimatu. Jednak sam fakt, że politycy Polski 2050 w ogóle rozważali wyrzucenie ministry z rządu, musiał poruszyć pozostałych członków koalicji.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Paulina Hennig-KloskaRadek Pietruszka / PAP
— Owszem, takie ekscesy się w polityce zdarzały, ale spór musiał dotyczyć kwestii fundamentalnych, programowych, choćby spory o gospodarkę między liberałami a lewicą. Tu jednak mamy do czynienia z rozgrywką między członkami tej samej partii, która na dodatek de facto już nie istnieje — mówi Onetowi prof. Rafał Chwedoruk, politolog. — Ale to idzie na konto całości i delegitymizuje cały rząd. Bo politycy z Polski 2050, bez struktur, bez partii, zachowują się jak równi premierowi. To pokazuje, że kompletnie brakuje im poczucia realiów — zaznacza ekspert.
— Do tego dochodzi swoisty kryzys pokoleniowy. W klubie Polski 2050 większość stanowi generacja 40-latków, co do której można odnieść wrażenie, nie tylko w tej partii, że ma problem z dostosowaniem się do podstawowych mechanizmów polityki — wskazuje prof. Chwedoruk. — Bo wybitnie naiwne jest przekonanie, że uda im się cokolwiek osiągnąć za pomocą groźby głosowania przeciwko ministrze z własnego rządu — podkreśla.
Co zrobi Tusk? „Będzie bezlitosny”
Co wobec takich gróźb powinien zrobić premier? — Będzie liderem jednoznacznie bezlitosnym — mówi prof. Chwedoruk. — Choć nie przestanie odbierać telefonów od pani Pełczyńskiej-Nałęcz, ale na pewno nie pozwoli na sytuację, w której grupka 15 osób, bo tyle liczy klub Polski 2050, chciałaby szantażować politycznie rząd. W wyniku ostatnich wydarzeń szanse na wzmocnienie pozycji Polski 2050 w rządzie raczej spadły, a i o biorące miejsca na liście KO do Sejmu będzie trudno — zaznacza.
Donald Tusk, Katarzyna Pełczyńska-NałęczPaweł Supernak / PAP
W ocenie eksperta takie zachowanie polityków Polski 2050 wynika z tego, że w Polsce droga do wielkiej polityki jest paradoksalnie dość łatwa i krótka. — Oto mamy sytuację, że ludzie, w wielu wypadkach bez żadnego politycznego doświadczenia z ugrupowania Szymona Hołowni dostali nagle dostęp do rządowych posad. Jako małe i nowe ugrupowanie weszli do Sejmu z faktyczną pomocą PO i uznali, że stali się istotnym, samodzielnym podmiotem w systemie politycznym — podkreśla ekspert.
— Tu winna jest również popkulturyzacja polityki i ufność części wyborców w kandydatów i ugrupowania, przedstawiających się jako osoby i ruchy spoza zawodowej polityki. Niektórzy politycy przypominają piosenkarzy, autorów jednego przeboju. Po nim nie mają już nic do powiedzenia — mówi prof. Chwedoruk.