Jeśli przeżyje noc, to może będzie dobrze – usłyszał od lekarza mąż kobiety, która przed rokiem, ratując swojego psa, weszła do stawu i została porażona prądem. Nie wiedziała, że wokół brzegu rozciągnięty był elektryczny pastuch, w którym napięcie było 10-krotnie wyższe, niż powinno. Dotarliśmy do niej, jej męża oraz świadka, który ją uratował i sam teraz ma problemy ze zdrowiem. Śledztwo w tej sprawie trwa.Artykuł dostępny w subskrypcji
Do zdarzenia doszło na początku maja 2025 roku przed godziną 17 na terenie jednego z hoteli w miejscowości Cesarka pod Strykowem w Łódzkiem. Jak mówił wtedy rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, 49-letnia kobieta szła ze swoim psem, który w pewnym momencie wbiegł do stawu.
– Zaczęło się z nim dziać coś nietypowego, więc właścicielka chciała go uratować. Weszła do wody. Świadek zauważył, że mogła ona zostać porażona prądem – relacjonował prokurator Paweł Jasiak.
W pobliżu stawu, na wysokości 24 centymetrów, znajdował się tak zwany elektryczny pastuch ustawiony prawdopodobnie, by zwierzęta nie wyjadały ryb. Zazwyczaj maksymalne napięcie w takich urządzeniach to 24 wolty. Prokurator informował, że biegły z zakresu elektryki stwierdził, że obrażenia u kobiety wskazują, że napięcie w tej instalacji było 10-krotnie wyższe, niż powinno być.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak doszło do tragicznego wypadku nad stawem w hotelu pod Strykowem?
- Jakie konsekwencje zdrowotne ponieśli uczestnicy akcji ratunkowej?
- Jak na zdarzenie zareagowali przedstawiciele hotelu i jakie są ustalenia śledztwa?
- Co zmieniło się w życiu poszkodowanej kobiety po wypadku?
To miał być tylko spacer z psem
Poszkodowana kobieta zgodziła się na rozmowę. Chce jednak zachować anonimowość.
– Nie pamiętam pobytu w tym hotelu, mimo że ta tragedia się wydarzyła w drugim dniu. Z opowieści męża wiem, że miał oglądać mecz, a ja poszłam z psem na spacer. Po moim powrocie mieliśmy iść na basen, ale już nie wróciłam i nie pamiętam kompletnie nic – mówi.
Jak podkreśla, do tej pory odczuwa skutki zdarzenia i jest pod opieką specjalistów.
– Psychiatry, kardiologa, chirurga plastycznego – wylicza. I relacjonuje: – Mam blizny na ciele. Na zwolnieniu ze względu na długotrwałe gojenie się ran po oparzeniu byłam trzy miesiące. To było oparzenie trzeciego stopnia.