Na początku sobotniej sesji 22-letni Antoni Kowalski walczył jak równy z równym z trzykrotnym mistrzem świata Markiem Williamsem. Po sześciu frejmach był remis 3:3, lecz ostatnie trzy partie padły łupem Walijczyka, który zbudował sobie tym samym przewagę przed drugą sesją. Polak w niedzielę musiał odrabiać straty w meczu toczącym się do 10 wygranych frejmów.

Pierwsza rozegrana tego dnia partia obfitowała w błędy obu zawodników. Kowalski na początku swojego podejścia popełnił kilka fauli, przez co inicjatywę mógł przejąć jego rywal. Williams jednak również nie grał zbyt dobrze. Ostatecznie w tym chaosie lepiej odnalazł się Polak, który wygrał frejma 80:48 i zmniejszył stratę do rywala.

ZOBACZ WIDEO: We Wrocławiu nagle przerwali mecz. Sceny na trybunach

Walijczyk później wszedł jednak na nieco wyższy poziom. Kolejną partię wygrał dzięki dość wysokiemu, 65-punktowemu podejściu.

W 12. frejmie całego meczu Williams zaczął od zdobycia 28 punktów. Później jednak spudłował, jednak Kowalski wbił tylko 15 „oczek”, zanim ponownie dopuścił rywala do stołu. Doświadczony Walijczyk wykorzystał otwarty układ i powiększył swoją przewagę w tym spotkaniu do wyniku 8:4.

W tej sytuacji wydawało się, że nasz reprezentant musi wygrać kolejną partię, by jeszcze zachować szansę na zagrożenie rywalowi. Tak się jednak nie stało – Williams popisał się 115-punktowym brejkiem i powiększył przewagę do stanu 9:4. Po tej partii zawodnicy udali się na 15-minutową przerwę.

Polak zaczął kolejnego frejma od efektownego wbicia, ale nie miał możliwości kontynuacji i zagrał odstawną. Później zawodnicy szachowali się wzajemnie, próbując zmusić rywala do błędu. Obaj mieli też szanse na punktowanie, jednak względnie szybko odchodzili od stołu. W pewnym momencie Kowalski powiększył przewagę do 25 punktów. W końcówce popełnił jednak błąd i dopuścił Williamsa do stołu. Walijczyk przestrzelił przedostatnią, różową bilę i przy wyniku 48:48 Kowalski wrócił do gry.

Polak wbił różową, ale nie miał pozycji do czarnej. Zawodnicy zaczęli grę na odstawnych. Sytuacja była jasna: kto wbije ostatnią bilę, wygra frejma. Niestety, zrobił to Williams, który tym samym zakończył partię i wygrał całe spotkanie 10:4. 

Chociaż Kowalski pożegnał się z rywalizacją w słynnym Crucible Theatre już w pierwszej rundzie, to i  tak może być zadowolony ze swojego występu. Został bowiem pierwszym polskim snookerzystą, który wystąpił na mistrzostwach świata. Całkiem nieźle wypadł też na tle trzykrotnego mistrza świata, popisując się m.in. 82-punktowym brejkiem w pierwszym frejmie sobotniej sesji.

Sam awans na mistrzostwa świata był ważny z jeszcze jednego powodu. Gdyby mu się to nie udało, wypadłby z głównego touru z powodu zbyt małej liczby punktów rankingowych. Ostatecznie jednak z sukcesem przebrnął eliminacje, dzięki czemu utrzymał miejsce w elicie.