Nierówno grająca drużyna Thomasa Thomasberga pozostaje zagrożona spadkiem z PKO Ekstraklasy. W poprzednim tygodniu Pogoń Szczecin rozegrała dwa mecze – po poniedziałkowym zwycięstwie 2:0 z Piastem Gliwice poniosła w sobotę porażkę 1:2 z Lechem Poznań. W złym stylu, a jednobramkowa przegrana była najniższym wymiarem kary dla zawodnej w obronie i bezradnej w ataku Pogoni.

– Nie zagraliśmy dobrego meczu, daliśmy piłkarzom Lecha mnóstwo szans i gdyby nie nasz bramkarz, byłoby jeszcze gorzej. Gdyby nie forma Valentina, ta porażka mogłaby być wyższa. Byliśmy za daleko od graczy Lecha, napędzaliśmy ich w fazach przejściowych. Trzeba oddać klasę przeciwnikom, a my zareagowaliśmy zdecydowanie za późno – analizuje Jan Biegański w strefie mieszanej po meczu.

– Walczyliśmy, ale to nie może być koniec atutów. To jest ekstraklasa, trzeba dołożyć umiejętności – mówi pomocnik.

ZOBACZ WIDEO: Polacy o Lewandowskim. Powinien zostać w Barcelonie?

Pogoni pozostało do rozegrania pięć meczów w sezonie, z których dwa u siebie i trzy na wyjazdach. Przewaga trzech punktów nad miejscami spadkowymi absolutnie nie pozwala na złapanie oddechu Portowcom. Następnym przeciwnikiem Pogoni będzie w sobotę o godzinie 20:15 Cracovia.

– Pierwsza noc po meczu z Lechem była zarwana. Od razu obejrzałem sobie spotkanie raz jeszcze. Piłka jest taka, że w tym tygodniu jest kolejny mecz i można pokazać się w nim z dobrej strony. Cały czas siedem-osiem drużyn jest zagrożonych spadkiem, ale dopóki mam na coś wpływ, nie rozglądam się za innymi i nie czekam na ich pomoc – podkreśla Jan Biegański.

– Ten mecz z Cracovią wygląda na punkt kulminacyjny sezonu. Trzeba wygrać, żeby uniknąć totalnej nerwówki – mówi 23-latek.