W podcaście Race Pace rozmowa o młodej lekkoatletce szybko zeszła z wyników na cenę rosnącej popularności. Aleksander Dzięciołowski uznał, że porównywanie Anastazji Kuś do Natalii Bukowieckiej i budowanie wokół niej chwytliwych nagłówków bardziej napędza zainteresowanie, niż pomaga sportowo.
Dziennikarz ocenił, że rozpoznawalność przynosi zawodniczce korzyści, ale ma też drugą stronę. – To daje jej dużo pieniędzy, ale też bardzo dużo hejterów – mówił. Według niego w przekazie o sprinterce zbyt często pierwsza jest medialna otoczka, a dopiero później wynik.
ZOBACZ WIDEO: Bronił Zondacrypto i uderzył w rząd. Tak wyglądała konferencja Piesiewicza
Najwięcej emocji wywołał wątek relacji z koleżankami z reprezentacji. – Anastazja na zgrupowaniach kadry jest sama z mamą. Nie koleguje się z kadrą – mówił Dzięciołowski z TVP Sport. To właśnie ten fragment najmocniej wybrzmiał w dyskusji o funkcjonowaniu zawodniczki poza bieżnią.
Dzięciołowski dodał, że podczas treningów obok lekkoatletki ma być obecna jej mama z telefonem, a nagrania później trafiają do social mediów.
– Nie lubię kariery przez pośladki. Uważam, że to jest płytkie – stwierdził. W jego ocenie taki model promocji nie powinien dominować nad sportem.
Jako konkretny przykład podał zachowanie po halowych mistrzostwach świata. – Dziewczyny zdobyły srebrny medal w sztafecie. Anastazja wycięła siebie od dziewczyn i wrzuciła tylko swoje zdjęcie – mówił. Chwilę później dodał: – Uważam, że ta dziewczyna trochę błądzi – ocenił.
Mimo krytyki dziennikarz wyraźnie zaznaczył, że nie podważa klasy zawodniczki. – To jest gigantyczny potencjał. Tym bardziej szkoda byłoby, gdyby został zmarnowany przez tę aurę medialną – zaznaczył. Podsumował też, że w sporcie najpierw powinien przyjść wynik, a dopiero potem budowany wokół niego wizerunek.