W skrócie:

  • Damian Aleksander w rozmowie z Plejadą zdradza, na jakim etapie życia znajduje się po 30 latach kariery zawodowej. — Chcę dalej smakować bycie na scenie i cieszyć się tym za każdym razem — tłumaczy
  • Muzyk wraca wspomnieniami do „Idola”. Zdradza, czy nadal utrzymuje kontakt z innymi uczestnikami, m.in. z Krzysztofem Zalewskim
  • Artysta ocenia, jak dziś wygląda show-biznes. — Myślę, że wielu aktorów z klasycznym wykształceniem odczuwa pewien dyskomfort — mówi

Kamil Frątczak, Plejada.pl: Świętujesz w tym roku jubileusz 30-lecia pracy artystycznej. W jakim momencie kariery i życia jesteś?

Damian Aleksander: Zastanawiałem się ostatnio, co tak naprawdę jest dla mnie najważniejsze. Doszedłem do wniosku, że w tej chwili najważniejsze jest dla mnie szczęście na scenie. Nie noszę w sobie wygórowanych ambicji ani listy ról, które koniecznie muszę zagrać. Świat i tak przynosi mi mnóstwo fascynujących artystycznych wyzwań. Wystarczy mi w pełni realizować te, które pojawiają się tu i teraz.

Czujesz się szczęśliwy? Spełniony?

Jako artysta na scenie — zdecydowanie tak. Jeśli chodzi o poziom rozpoznawalności, to pewnie nigdy nie czuję się w pełni spełniony, bo zawsze można wejść jeszcze wyżej. Ale nie to jest dla mnie najważniejsze. Nadal jestem bardzo głodny nowych wyzwań i absolutnie nie czuję wypalenia zawodowego. Od wielu artystów w moim wieku słyszę, że szukają już innej drogi albo mają dość. U mnie jest dokładnie odwrotnie — chcę dalej smakować bycie na scenie i cieszyć się tym za każdym razem.

Wróćmy pamięcią 20 lat wstecz, kiedy brałeś udział w programie „Idol”. Czy z perspektywy czasu uważasz, że w pełni wykorzystałeś swoją szansę, którą wtedy dostałeś?

„Idol” dał mi przede wszystkim cenne doświadczenie — zobaczyłem od środka, jak naprawdę funkcjonują tego typu programy telewizyjne. Mój główny cel był wtedy bardzo konkretny: chciałem nagrać płytę. Miałem już za sobą pracę w Teatrze Muzycznym Roma i pierwszy serial „Zostać miss”, więc pomyślałem, że program będzie dobrym sposobem, żeby pokazać się szerszej publiczności i jednocześnie zrealizować marzenie o własnym albumie.

Oczywiście, każdy format ma swoje zasady. W tamtych czasach otwarte przyznanie, że idę do programu po to, żeby nagrać płytę, nie było dobrze widziane. Spotkałem się wtedy z pierwszym dużym hejtem w internecie. Komentarze były naprawdę okrutne, a anonimowość w sieci była jeszcze większa niż dziś.

Dziś wszystko wygląda zupełnie inaczej.

Tak. Publiczność oczekuje szczerości i emocjonalnej wiwisekcji — to stało się formą rozrywki. W „Idolu” nie udało mi się wygrać ani wydać płyty, ale zyskałem coś innego — rozpoznawalność. I tego nie ukrywam: dla aktora, nawet teatralnego, jest ona bardzo cenna, bo ułatwia realizację wielu artystycznych planów.

Po programie utrzymywałeś relacje z uczestnikami? Może nadal utrzymujesz?

Z częścią osób nadal mam kontakt. Marta Smuk, która dotarła do finału, prowadzi własną szkołę artystyczną i jest bardzo aktywna. Z Mariuszem Totoszko sporadycznie się widujemy — bywa w Teatrze Muzycznym Roma, gdzie gra w „Once”. Obserwuję też ścieżki innych uczestników. Z Krzyśkiem Zalewskim dawno się nie widziałem. Po programie spotkaliśmy się może raz, ale wszystkim z całego serca kibicuję w realizacji ich marzeń.

Damian Aleksander (2003 r.)Prończyk / AKPA

Damian Aleksander (2003 r.)

Świadomie podjąłeś decyzję, żeby wycofać się z show-biznesu? Zniknąłeś ze ścianek i bardziej postawiłeś na teatr.

Nie była to świadoma decyzja o wycofaniu się, raczej naturalny rozwój sytuacji. Teatr od zawsze był dla mnie najważniejszy. Przez 12 lat byłem mocno związany z Teatrem Muzycznym Roma. Potem postanowiłem poszerzać horyzonty i współpracować z różnymi operami, teatrami muzycznymi i performatywnymi.

Na początku bardzo ciągnęło mnie do telewizji, seriali i reklam, ale z czasem to pragnienie osłabło. Byłem tak zajęty ciekawymi projektami, że „ściskanie się na ściankach” przestało być dla mnie ważne

Praca i tak cię znajdowała.

W międzyczasie zostałem wykładowcą akademickim, wydałem tomik wierszy, nagrałem płytę i stworzyłem własny festiwal muzyczny. Myślę, że większość prawdziwych aktorów największą satysfakcję czerpie właśnie z żywego kontaktu z publicznością na scenie. Te namacalne, głębokie doświadczenia dały mi o wiele więcej niż chwilowa popularność medialna.

Jesteś freelancerem aktorskim. Zawód aktora rządzi się swoimi prawami. Czy myślisz też o przyszłości, o zabezpieczeniu się w jakiś sposób na emeryturę, która w świecie artystycznym jednak bywa niepewna?

To jest po prostu wpisane w naturę tego zawodu. Praca na etacie wydaje się bezpieczniejsza, ale pandemia pokazała, że nic nie jest pewne — wszystko potrafi się wyrównać w jednej chwili. Wierzę, że świat daje mi możliwości, a moja rola polega na tym, żeby je zauważać i wykorzystywać. Czuję, że mam jeszcze dużo czasu na realizację siebie. W tym lub przyszłym roku planuję doktoryzować się, zdobyć dodatkowe kompetencje w zarządzaniu kulturą. Kto wie, może kiedyś poprowadzę własny teatr.

Jak dziś, po 30 latach kariery, oceniasz show-biznes?

Kiedyś show-biznes w większym stopniu opierał się na autentycznym talencie i tym, co artysta ma do zaoferowania. Dziś coraz częściej większą uwagę przyciąga to, co dzieje się poza sceną — prywatne życie, kontrowersje, medialny szum. Czy to jest lepsze? To zależy od punktu widzenia.

Z pewnością media społecznościowe stworzyły zupełnie nową grupę gwiazd, które trafiają potem do telewizji i produkcji artystycznych. Nie mówię, że to coś złego, ale to obosieczny miecz. Tradycyjni artyści mogą być w pewnym sensie spychani na bok, jeśli chodzi o dotarcie do widza.

Damian AleksanderPaulina Janczak / Archiwum prywatne

Damian Aleksander

Masz w sobie taką niezgodę, kiedy słyszysz, że influencerzy bez szkoły dostają pracę jako aktorzy, artyści?

Myślę, że wielu aktorów z klasycznym wykształceniem odczuwa wtedy pewien dyskomfort. Przez lata przechodzi się żmudną, wymagającą drogę edukacji i intensywnej pracy nad warsztatem, więc naturalne jest, że pojawia się pytanie o sprawiedliwość, gdy ktoś bez tego przygotowania dostaje role głównie dzięki popularności w mediach społecznościowych. Z drugiej strony – taki już jest dzisiejszy świat. Zawsze istnieli artyści i aktorzy, którzy byli znani przede wszystkim z tego, że są znani.

W Stanach Zjednoczonych silne związki zawodowe dość ściśle regulują te kwestie. W Polsce nie jest to jeszcze standardem. Uważam, że rozsądnym rozwiązaniem byłoby tworzenie dedykowanych programów czy produkcji wyłącznie dla influencerów – wtedy każda grupa miałaby swoją naturalną przestrzeń, bez wzajemnego poczucia niesprawiedliwej konkurencji.

Czego mogę ci życzyć z okazji 50. urodzin?

Życzę sobie przede wszystkim wewnętrznego spokoju i równowagi. Chciałbym nie marnować energii na rzeczy mało ważne, a całego siebie oddawać tym wydarzeniom i projektom, którymi mogę się dzielić z ludźmi. Z ludźmi, którzy nadal chcą mnie oglądać na scenie, przeżywać ze mną te chwile i cieszyć się nimi wspólnie.

Z tej okazji serdecznie zapraszam na jubileuszowy spektakl-koncert „Między ciszą a aplauzem” — 8, 9 i 10 maja w Teatrze Polskim w Szczecinie. To będzie wieczór utkany ze wspomnień, muzyki i trzydziestoletniego doświadczenia scenicznego. Spotkajmy się i świętujmy razem.

Damian AleksanderPaulina Janczak / Archiwum prywatne

Damian Aleksander

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. W serwisie Plejada.pl każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach show-biznesowych. Bądź na bieżąco! Obserwuj Plejadę w Google. Odwiedź nas także na Facebooku, Instagramie, YouTubie oraz TikToku.

Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat? Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres: plejada@redakcjaonet.pl.