Spłonęły maszyny stojące w znacznej odległości od siebie, co od początku sugerowało, że podpalenie było najbardziej prawdopodobne.

Pożar, który wybuchł na placu budowy drogi mającej prowadzić do pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej, która powstaje na Pomorzu, był wynikiem podpalenia. Prokuratura i policja wciąż ustalają, kto wzniecił ogień, który strawił kilka maszyn budowlanych.

tak, to na tyle ważna sprawa, że służby zrobią tu wszystko, aby ich odnaleźć
34%

nie, skoro do tej pory nie wiadomo, kto podpalił, to już raczej winny się nie znajdzie
66%

Przypomnijmy, pożar wybuchł późnym wieczorem w niedzielę 12 kwietnia – zapaliły się maszyny pracujące przy budowie drogi dojazdowej do miejsca, gdzie powstaje pierwsza polska elektrownia jądrowa. Wszystko miało bowiem miejsce na skraju Słajszewa w gminie Choczewo.Paliły się maszyny znacznie oddalone od siebie

Od samego początku policja przyznawała, że nie można wykluczyć udziału osób trzecich, czyli – mówiąc wprost – podpalenia.

Sugerował to sam przebieg pożaru. Spłonęło bowiem kilka maszyn, które stały w dość znacznej odległości od siebie. To zupełnie wykluczało scenariusz, w którym w jednej z maszyn dochodzi do samozapłonu, a ogień przechodzi z niej na kolejne.

Kilka ataków na plac budowy

Spłonęły maszyny stojące w znacznej odległości od siebie, co od początku sugerowało, że podpalenie było najbardziej prawdopodobne.

Co więcej, już dzień wcześniej, 11 kwietnia, ktoś miał próbować podpalić toaletę na placu budowy oraz leżące na ziemi kable, ktoś też obrzucił stróżówkę kamieniami.

Wszystko o budowie elektrowni jądrowej na Pomorzu


Nie jest więc zaskoczeniem, że dziś policja oficjalnie już potwierdza, że doszło do podpalenia.

– Biegły z zakresu pożarnictwa potwierdził wstępne ustalenia policji, że doszło do podpalenia. Śledztwo w tej sprawie przy udziale policji prowadzi prokuratura. Sprawa jest w toku, trwają czynności związane z ustaleniem sprawcy – mówi nam asp. sztab. Anetta Potrykus z Komendy Powiatowej Policji w Wejherowie.

Straty w wysokości 1 mln zł

Tuż po samym pożarze do sprawy odnieśli się przedstawiciele Polskich Elektrowni Jądrowych.

– Polskie Elektrownie Jądrowe deklarują pełną współpracę ze wszystkimi służbami wyjaśniającymi zaistniałą sytuację. Do czasu zakończenia czynności prowadzonych przez właściwe organy spółka nie komentuje przyczyn zdarzenia – napisali w specjalnym oświadczeniu.
Szacuje się, że straty spowodowane przez pożar sięgać mogą nawet miliona złotych.

Jeżeli policji uda się ustalić sprawcę lub sprawców podpalenia – od razu o tym poinformujemy.