25 kwietnia w sklepach Dino w całej Polsce odbędzie się dwugodzinny strajk ostrzegawczy. O jego powodach, postulatach pracowników i swojej sytuacji opowiada była kierowniczka sklepu w Sochaczewie, Katarzyna Kiwerska.
25 kwietnia w sklepach Dino w całej Polsce odbędzie się dwugodzinny strajk ostrzegawczy pracowników. Protest w Dino zaplanowano w godzinach od 12:00 do 14:00 i – jak zapowiadają związkowcy – będzie polegał na odejściu pracowników od stanowisk pracy.
Sklepy Dino pozostaną otwarte, jednak w czasie strajku obsługa klientów może być utrudniona lub całkowicie wstrzymana.
Strajk w Dino to kolejny etap sporu zbiorowego między OPZZ Konfederacją Pracy w Handlu a spółką Dino. Dotychczasowe mediacje – jak podkreślają związkowcy – nie przyniosły rozwiązania konfliktu.
Główne postulaty pracowników Dino to:
podwyżki wynagrodzeń w wysokości 900 zł,
utworzenie zakładowego funduszu świadczeń socjalnych,
zwiększenie zatrudnienia w sklepach.
Zdaniem Katarzyny Kiwerskiej, byłej kierowniczki sklepu Dino w Sochaczewie, problemem są nie tylko kwestie płacowe, ale również warunki pracy. Wskazuje ona m.in. na przeciążenie obowiązkami, braki kadrowe oraz bardzo niskie temperatury panujące w sklepach.
Jak zaznacza, rotacja pracowników w handlu jest wysoka, a w przypadku sieci Dino dodatkowo wpływają na nią warunki pracy oraz brak konkurencyjnych świadczeń socjalnych.
W rozmowie pojawił się również wątek jej zwolnienia. Jak twierdzi, do rozwiązania umowy doszło po tym, jak firma otrzymała informację o jej udziale w mediacjach jako strony społecznej. Oficjalnym powodem miało być naruszenie procedur.
Sprawa jest obecnie przedmiotem postępowania sądowego.
Związkowcy podkreślają, że strajk pracowników Dino nie jest wymierzony w firmę jako taką, ale ma zwrócić uwagę na sytuację pracowników i skłonić pracodawcę do dialogu.
]]>
Miejsce zdarzenia mapa Sochaczew