ING: Przelanie tak małej kwoty, nikogo nie zaboli

Internet aż pęka w szwach od atrakcyjnych banerów reklamujących inwestycje w kryptowaluty, złoto, srebro i inne aktywa. Co gorsza, coraz więcej tego typu stron, używa nazw prawdziwych i legalnych firm inwestycyjnych. Całkowicie bezprawnie, rzecz jasna. Po obejrzeniu takiej reklamy, zgadzamy się na kontakt telefoniczny w celu zapoznania się ze szczegółami tego typu oferty. Fałszywy doradca przez telefon prosi o przelanie małej kwoty, której utrata nie zaboli nikogo. Niestety, to tylko początek większego oszustwa i poważnych strat finansowych. 

Dalsza część tekstu pod wideo

O co chodzi z przelewem?

Rzekomy doradca inwestycyjny zazwyczaj prosi o niewielki przelew – kwota jest niższa niż 1000 zł. Później, pokazuje inwestującemu fałszywą stronę z fikcyjnymi zyskami, np. 15 000 dolarów i namawia do instalacji podejrzanego oprogramowania. To schemat oszustwa, który niestety nadal działa. Wiele osób w dalszym ciągu się na niego nabiera.

Advertisement

ING Bank Śląski przestrzega:

Nie wykonuj poleceń telefonicznego doradcy. Uważaj, szczególnie na trzy, najcześciej stosowane chwyty:


Aby odebrać zarobione pieniądze, pobierz oprogramowanie, które wskażemy. 
Najpierw, musisz zapłacić podatek do urzędu lub wykazać obrót, aby odebrać środki. 
Wypłacimy zysk, ale najpierw prosimy o przelew, w celu weryfikacji konta.

Bank przypomina, aby nie przelewać w takich sytuacjach żadnych pieniędzy. Nie instalować także programów takich, jak: Splashtop, TeamViewer (QuickSupport), Zoom czy AnyDesk. Warto poczytać też na temat danej inwestycji na stronie Komisji Nadzoru Finansowego, UOKiK, Domu Maklerskiego lub na stronie banku.