Wyjazd wbrew ostrzeżeniom

— Decyzji nie ma. Czekamy — słyszymy w MSZ.

Słowacki polityk chce wziąć udział w obchodach 9 maja w Moskwie, gdzie tradycyjnie odbywają się uroczystości upamiętniające zwycięstwo ZSRR nad nazistowskimi Niemcami w II wojnie światowej.

Premier Słowacji Robert Fico ogłosił niedawno, że mimo ostrzeżeń unijnej dyplomatki Kai Kallas, weźmie udział w obchodach Dnia Zwycięstwa w Moskwie. W ostrych słowach skrytykował Kallas za próbę „ingerencji w suwerenne decyzje Słowacji”, podkreślając, że jest to kwestia szacunku dla historii i demokracji.

Zachodni przywódcy po rosyjskiej agresji na Ukrainę w zdecydowanej większości bojkotują tę imprezę. Do Moskwy podróżują z tej okazji głównie liderzy państw Azji Środkowej, Afryki, prezydent Brazylii, czy przywódca Chin. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Słowacki rząd wysłał do szeregu krajów wnioski o zgodę na przelot Ficy do Moskwy. Litwa, Łotwa i Estonia solidarnie je odrzuciły. Minister spraw zagranicznych Estonii Margus Tsahkna kilka dni temu uzasadniał ten krok:

— Żaden kraj nie może wykorzystywać naszej przestrzeni powietrznej do zacieśniania więzi z Rosją w czasie, gdy Moskwa nadal łamie normy międzynarodowe i dopuszcza się agresji wobec Ukrainy i działa przeciw bezpieczeństwu całej Europy — stwierdził szef estońskiej dyplomacji.

Jak już informowaliśmy w Onecie, Bratysława przesłała odpowiednie dokumenty również do Polski.”Wstyd”

— Relacje naszego premiera z Fico są jednak inne niż te, jakie były w ostatnich latach na linii Warszawa-Budapeszt. Tusk spotykał się z Orbanem, kiedy musiał, czyli np. przy okazji unijnych szczytów. Wizyt bilateralnych nie było. Słowacja to jednak trochę inny przykład. Na pewno chcemy ze Słowakami mieć dobre relacje, zwłaszcza że po upadku Orbana na Węgrzech sytuacja w regionie się zmienia — słyszymy od naszego informatora z rządu.

— Premier Fico, jaki jest, taki jest, ale w sprawach europejskich starał się być względnie lojalny. Myślę, że mogę powiedzieć, iż mam na niego wpływ, jeśli chodzi o jego zachowania w Europie i mam powody sądzić, że szczególnie po klęsce Orbana, nie będzie stanowił jakiegoś zasadniczego problemu — mówił w trakcie ubiegłotygodniowego briefingu prasowego premier Donald Tusk.

Co ciekawe, podobne zamieszanie miało miejsce rok temu. Wtedy również Estonia, Litwa i Łotwa zablokowały przelot samolotów zagranicznych oficjeli przez swoje terytoria w drodze na moskiewskie obchody. Robert Fico zmuszony był wtedy odbyć znacznie dłuższą podróż, korzystając z korytarza nad Węgrami, Rumunią oraz Morzem Czarnym. Podobny manewr musiał wykonać prezydent Serbii Aleksandar Vucić.

Jednak wówczas polskie MSZ wydało zgodę na przelot Ficy do Moskwy, powołując się na „brak formalnych prawnomiędzynarodowych przeszkód”. Nie zmienia to faktu, że premier Donald Tusk nazwał wtedy obecność na paradzie wojsk takiego państwa jak Rosja „wstydem”.

Nie jest jasne, czy po braku zgody państwa bałtyckich ewentualna podróż słowackiego premiera przez Polskę będzie miała sens. Alternatywą byłby przelot nad Białorusią. Tak zrobił latem 2024 r. premier Viktor Orban, który leciał do Moskwy na spotkanie z Władimirem Putinem. Polska na przelot się wtedy zgodziła.

Kilka miesięcy później Orban ponownie wyruszył do stolicy Rosji. Tym razem jednak — nie jest jasne, dlaczego — Węgrzy nie wystąpili do polskiego rządu o zielone światło. Zamiast lecieć nad Polską, rządowy samolot wystartował z Budapesztu i skierował się w stronę Serbii, Bułgarii, Morza Czarnego i dopiero później nad rosyjskie terytorium.