Przez dużą część sezonu, to Korona Kielce była wyżej w tabeli i mówiono, że może włączyć się do walki o coś więcej. W ostatnim czasie sytuacja się jednak zmieniła i to GKS Katowice bije się o wyższe cele, a kielczanie muszą skupić się na walce o utrzymanie, bo przewaga nad strefą spadkową, to zaledwie trzy punkty. Tyle samo do trzeciej Jagiellonii Białystok traci Gieksa, więc w Kielcach każdy miał coś do ugrania.

Pierwsza połowa miała dwa oblicza. Przez niespełna pół godziny przy głosie była tylko Korona, która grała naprawdę nieźle, szybko wymieniała podania i próbowała zagrażać bramce strzeżonej przed Dawida Kudłę. Już w 2. minucie obok słupka przymierzył Konrad Matuszewski, a jeszcze przed upływem kwadransa gry zablokowany został Simon Gustafson, a piętka Dawida Błanika zatrzymała się na bocznej siatce. Później z dystansu próbował też Wiktor Długosz, którego próbę pewnie złapał Kudła. Kielczanie po prostu wyglądali lepiej piłkarsko, a Gieksa skupiała się na przeszkadzaniu. Wydawało się, że miejscowym nic nie grozi. Aż nagle coś się zmieniło, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

ZOBACZ WIDEO: Lewandowski i Szczęsny zaskoczeni. Zabawna sytuacja na treningu

Katowiczanie nagle zaczęli przejmować inicjatywę. Pierwszym zalążkiem lepszej dyspozycji było ciekawe zagranie Bartosza Nowaka do wbiegającego w pole karne Marcina Wasielewskiego, który akcję zamknął na górnej siatce. Kilka minut później było już 0:1. Erik Jirka rzucił piłkę w pole karne, gdzie doszło do małego zamieszania, a sytuacyjny strzał oddał Arkadiusz Jędrych. Z tym Xavier Dziekoński jeszcze sobie poradził, ale wobec dobitki stopera z najbliższej odległości był już bezradny.

Po chwili defensor miał jeszcze jedną szansę, tym razem główkował, jednak futbolówka nie znalazła drogi do siatki. Korona siadła całkowicie i jedyne, na co było ją jeszcze stać przed przerwą, to niecelna główka Huberta Zwoźnego.

Po zmianie stron aktywniejsza znowu była Korona, lecz konkretniejszy GKS. Nie to, że zdołał podwyższyć prowadzenie, ale jego akcje były bliższe powodzenia. Szczególnie po dwóch próbach Nowaka. Najpierw Dziekoński piłkę złapał, a po chwili odbił po zdecydowanie lepszej próbie doświadczonego pomocnika.

Ostatecznie to jednak do gospodarzy uśmiechnęło się szczęście w 66. minucie. Błanik kapitalnie dośrodkował z rzutu wolnego na dalszy słupek, gdzie Jirkę wyprzedził Marcel Pięczek i z bliska doprowadził do wyrównania. Stało się to w momencie, w którym niewiele na to wskazywało, lecz taki obrót spraw pobudził podopiecznych Jacka Zielińskiego, którzy poczuli krew i chcieli pójść za ciosem.

Z upływem kolejnych minut Gieksa zaczęła jednak wracać do równowagi, a mecz znowu się wyrównał. Dowodem na to była świetna szansa Mateusza Wdowiaka po dobrym zachowaniu Ilji Szkurina. Scyzoryki uratował Dziekoński.

Nic więcej w tym meczu już się nie wydarzyło. Ostatnie minuty były bardziej rwane, chociaż wejście smoka mógł zaliczyć Marcin Cebula, aniżeli jakościowe, więc Korona podzieliła się punktami z GKS-em, a jest to wynik, który nie może zadowalać żadnej ze stron. Gospodarze chcieli punktowo oddalić się od strefy spadkowej, a katowiczanie wskoczyć na podium. Ani jedni, ani drudzy swoich celów nie osiągnęli.

Korona Kielce – GKS Katowice 1:1 (0:1)
0:1 – Arkadiusz Jędrych 35′
1:1 – Marcel Pięczek 66′

Składy:
Korona Kielce:

Xavier Dziekoński – Bartłomiej Smolarczyk, Pau Resta, Marcel Pięczek – Hubert Zwoźny (58′ Stjepan Davidović), Martin Remacle, Simon Gustafson (87′ Nono), Konrad Matuszewski – Wiktor Długosz, Dawid Błanik (87′ Marcin Cebula) – Mariusz Stępiński (80′ Władimir Nikołow).

GKS Katowice: Dawid Kudła – Alan Czerwiński, Arkadiusz Jędrych, Marius Olsen (77′ Marcel Wędrychowski) – Erik Jirka, Sebastian Milewski, Damian Rasak (77′ Adrian Błąd), Marcin Wasielewski – Eman Markovic (65′ Mateusz Wdowiak (90′ Marten Kuusk)), Bartosz Nowak – Ilja Szkurin (77′ Jakub Kokosiński).

Żółte kartki: Długosz, Cebula (Korona).

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).