W meczu z GKS Katowice – Lechia Gdańsk Matej Rodin złamał żebro. Dalej nie jest w pełni wyleczony, ale zaciska zęby i gra. On doskonale zdaje sobie sprawę, że musi poświęcić się dla drużyny, która walczy o utrzymanie w Ekstraklasie.

A to nie jedyny problem chorwackiego obrońcy.

– Po ostatnim meczu miałem problem z łydką. Dokuczało mi to przez cały tydzień. Nie byłem gotowy, ale zagrałem. Ostatni trening przed meczem był już w porządku, więc zgłosiłem gotowość do gry. Teraz jednak czuję to trochę mocniej. Na szczęście mamy dziewięć dni do kolejnego meczu, więc powinno być dobrze – powiedział nam Rodin, gdy spytaliśmy go o stan zdrowia.

Ale i on nie uchronił Lechii przed przegraną z Rakowem Częstochowa w sobotnie popołudnie. Gdańszczanie mogli (powinni?) wygrać, jednak nie wykorzystali kilku dogodnych sytuacji, a zamiast tego zostali skarceni w samej końcówce.

– Niestety, piłka nożna – przyznał.

ZOBACZ WIDEO: Było już po meczu. Zobaczcie, jak się zachował

Raków był tego popołudnia do bólu skuteczny. W pierwszej połowie oddał jeden celny strzał i był z tego gol. W drugiej oddał dwa celne strzały, z czego pierwszy prowadził do rzutu rożnego, po którym finalnie padła bramka na 1:2. Pytamy czy można było zrobić coś więcej w tych sytuacjach.

– Oczywiście, że można było zachować się lepiej i zrobić coś więcej. Obie bramki padły z centrum boiska. Musimy wybijać te piłki do boku, a nie w środek – powiedział Rodin.

W szatni po końcowym gwizdku było duże rozczarowanie, ale nikt nie rzucał bidonami.

– Nie było nerwowo. Jesteśmy spokojni, ponieważ wiemy, że mamy jakość w drużynie. Tak się ułożyło, że w dwóch ostatnich meczach traciliśmy punkty w końcówkach. To musi kiedyś do nas wrócić. W pierwszej rundzie mieliśmy kilka meczów, gdy wygrywaliśmy po golach w ostatnich minutach. Tak po prostu jest w piłce nożnej i nie ma sensu się czegoś doszukiwać. Jesteśmy młodą drużyną, powinniśmy się lepiej zachowywać w końcówkach. Zbieramy to doświadczenie – mówił stoper Lechii.

Mecz z Rakowem był ostatnim, który został rozegrany na tragicznej murawie. Teraz koncerty, a następnie wymiana nawierzchni. Pod tym względem gorzej już nie będzie. W sobotę boisko kolejny raz przeszkadzało. W 82. minucie w stuprocentowej sytuacji fatalnie skiksował Tomas Bobcek.

– Murawa jest fatalna. Nie tylko Tomas, bo „Sezon” w pierwszej połowie też zmarnował sytuację przez to boisko. Nie wiem, jest jak jest. Teraz będzie lepiej, bo w Radomiu i Łodzi jest dobre boisko, u nas też wymieniają, więc będzie w porządku. Mam nadzieję, że będzie lepiej – podkreślił Rodin.

Tomasz Galiński, WP SportoweFakty