O Nawrockim — mieszkaniu przejętym od pana Jerzego i pracy w Grand Hotelu — ani ona, ani prezes wszystkiego nie wiedzieli. Sprawy wybuchły dopiero w kampanii.

Ponad dekadę temu, w 2014 r., prezydencka córka zachwalała prezesowi PiS też Andrzeja Dudę. Ich relacje były tak bliskie, że w samym PiS plotkowano o rzekomym romansie — te plotki przywołują do dziś sami politycy PiS, bez pytania, zaznaczając, że nie są prawdą. Duda po 2010 r. opiekował się Martą Kaczyńską. W rocznicę katastrofy smoleńskiej w 2015 r. — gdy trwała kampania prezydencka — przyszedł na Wawel z wieńcem z napisem „kandydat na prezydenta RP”, co zirytowało Martę, która nie podała mu przez to ręki. Do historii przeszły jednak zdjęcia z 2016 r., gdy w rocznicę 10 kwietnia widać było dużą zażyłość między nimi.

W kontaktach Kaczyńskiej i Dudy pośredniczył nieformalny jej opiekun z pałacu: pochodzący z Krakowa minister Wojciech Kolarski. — Kolarski często przychodził i mówił: „Marta prosiła…”. A jak ona prosiła o jakieś drobne rzeczy, jak obecność na uroczystości czy jakiś list, to Andrzej spełniał prośby — mówi nasz rozmówca.

Rocznica i żal przez Macierewicza

10 kwietnia tego roku wieczorem Marta Kaczyńska stawiła się na Krakowskim Przedmieściu. Stanęła pod sceną. W asyście męża, stryja, kuzyna i polityków PiS.

Człowiek, który ją zna: — Ona nigdy nie chciała za bardzo zabierać głosu. Nie chciała wchodzić w politykę.

Rozmówca z obozu PiS, znający się z Martą Kaczyńską: — Ona nawet 10 kwietnia przemyka tylko gdzieś bokiem.

— Marta była bardzo rozżalona, że sprawa katastrofy smoleńskiej nie została wyjaśniona za rządów PiS — twierdzi nasz rozmówca. — Widziała, że Antoni Macierewicz tylko ośmieszał tę sprawę. Ale potem wszyscy machnęli ręką na to, co on robił.

Rodziny smoleńskie bliskie PiS przez lata rządów tej partii kilka razy interweniowały u Kaczyńskiego, aby odsunął Macierewicza, bo ośmiesza śledztwo. Nic nie wskórali. Marta Kaczyńska też nie.

Człowiek znający Martę: — Macierewicz działał, bo pozwalał mu Jarosław. Marta jest powściągliwa w wyrażaniu żalu wobec stryja, bo to jej najbliższa rodzina.

Jarosław Kaczyński mówił w rocznicę katastrofy 10 kwietnia o „zamachu smoleńskim” i o „zbrodni”. — Musi to zostać uznane — podkreślał.

W czasie uroczystości przemówił też Macierewicz, choć nie było to planowane.

— Antoni sam podszedł do prezesa i go przekonywał, że powinien przemówić. Klasyka Macierewicza — mówi osoba z kręgu Nowogrodzkiej. Prezes nie bardzo chciał się zgodzić, ale w końcu uległ i pozwolił mu zabrać głos.

— Myślę, że nie ma wątpliwości dla nikogo z nas, że zbrodnia smoleńska jest najstraszliwszym wydarzeniem, jakie zaatakowało Polskę po 1945 r. — mówił wtedy Macierewicz.

Marta słuchała. Sama nie zabrała głosu.

Przed laty mówiła o tragedii w Smoleńsku: „Cała wiedza, jaką mamy, prowadzi do logicznego wniosku, że pasażerów Tupolewa po prostu zabito, że doszło do dwóch wybuchów i to spowodowało tragedię. (…) Stryj ma całkowitą rację. Mamy dziś więcej argumentów, że to był zamach” (tygodnik „Sieci”, rok 2012). Później głównie stawiała pytania. „Do poznania całej prawdy wciąż sporo brakuje” — przekonywała w 2018 r. Potem o możliwości zamachu mówi w wywiadach coraz mniej.

To zresztą dla niej rzecz nieco kłopotliwa. Polisa na życie Lecha i Marii Kaczyńskich wykluczała wypłatę odszkodowania, gdyby głowa państwa zginęła w związku z akcjami terrorystycznymi, czyli np. w zamachu. Po śmierci pary prezydenckiej córka z tytułu tego ubezpieczenia otrzymała w sumie 3 mln zł odszkodowania.

Od „Wyborczej” do „Polskiej”

Urodziła się w 1980 r. Jest jedynym dzieckiem Lecha i Marii Kaczyńskich. Uczyła się w szkole baletowej. Była wielką fanką Barbie. Jako nastolatka była buntowniczką — chodziła w glanach i rockowej fryzurze, słuchała Brygady Kryzys i Sex Pistols. Walczyła z naturalnymi futrami. Przez lata krążyła z rodzicami między Trójmiastem a Warszawą.

Dziś pisze o sobie w mediach społecznościowych: mama trójki wspaniałych dzieci, felietonistka tygodnika „Sieci”, adwokat.

— Marta jest bardzo skryta — mówi polityk PiS, który ją zna.

W książce „Moi rodzice” (to wywiad rzeka przeprowadzony przez Dorotę Łosiewicz, związaną z tygodnikiem „Sieci”) mówiła: — Będąc nastolatką i dwudziestop arolatką, czytałam od deski do deski „Gazetę Wyborczą”, będąc przekonana o jej wiarygodności. Każdy weekend zaczynałam od „Wysokich Obcasów”, co zawsze irytowało mojego tatę. Po tzw. gazety niezależne sięgnęłam dopiero po katastrofie smoleńskiej, gdy zdałam sobie sprawę z siły manipulacji.

Dziś w mediach społecznościowych upowszechnia wpisy Jarosława Kaczyńskiego i innych polityków PiS. Czasami też Konfederacji. Rozpowszechniała analizy obozu PiS, że program SAFE się nie opłaca, i przemówienie Karola Nawrockiego krytykującego SAFE.

Kaczyńska w zasadzie nie pisze od siebie. Najczęściej podaje dalej czyjeś wpisy. Jakie? Jest wpis Dariusza Mateckiego, który wychwala Ruch Obrony Granic i bije w Niemcy. Informacje Radia Maryja o zamordowaniu przez Wenezuelczyka młodej kobiety w Toruniu. Wpis Wojciecha Cejrowskiego o tym, że Amerykanie zmienili piramidę żywienia i zalecają jeść więcej mięsa. Zdjęcia z wigilii PiS (sama w niej nie uczestniczyła). Promuje wywiady ze stryjem. Informuje o kasowaniu porodówek przez obóz rządowy. Rozpowszechnia wpisy Anity Gargas (dziennikarki krzewiącej teorię o zamachu w Smoleńsku) o tym, jak Adam Michnik ściskał się z gen. Jaruzelskim. Promuje wpisy Instytutu Pamięci Narodowej. I Karola Nawrockiego, który mówi, że „węgiel jest gwarantem polskiego bezpieczeństwa”.

Poparcie dla Nawrockiego

Najgłośniejszym echem odbiło się jej zaangażowanie w kampanię Nawrockiego. Przyszła z pomocą w krytycznym momencie, gdy kampania była w dołku, a na zadyszkę narzekano już w samym PiS.

2 marca 2025 r. w Szeligach pod Warszawą Nawrocki miał konwencję programową. Ale jego wejście na scenę poprzedziła Marta Kaczyńska.

— Ja osobiście, dla siebie, dla moich najbliższych, dla moich dzieci, w przyszłości dla moich wnuków, dla nas wszystkich, chciałabym, aby Polska trwała jako dumny wolny niepodległy, suwerenny, piękny kraj. Dlatego w najbliższych wyborach prezydenckich oddam swój głos na pana doktora Karola Nawrockiego. Wierzę, że pan doktor Nawrocki będzie kontynuować wizję Polski, której przez całe życie wierny był mój ojciec — mówiła wówczas.

Sztabowiec: — To było bardzo ważne i ładne wystąpienie Marty. Miało dla nas duże znaczenie w kampanii. Była łączniczką Karola z Lechem. Zależało nam bardzo na tym, aby poparła publicznie Karola.

W krytycznych dla PiS chwilach zwykle wspiera partię.

Polityk PiS: — Ona nie zwalcza nikogo w partii ani nie promuje frakcji. Spotyka się prywatnie ze stryjem, rozmawiają też o polityce, ale nie wpływa na niego.

Inny: — Marta to najbliższa rodzina Jarosława, ale w sprawach politycznych prezes jest odporny na podszepty ludzi spoza partii. Odporny też na rodzinę.

Wuj przysyła forsę

Jej lojalność wobec stryja wynika z więzów krwi i wdzięczności. Sięga ona do czasów dzieciństwa.

Jarosław miał pomagać rodzinie Lecha. Marta wspominała w „Moich rodzicach”: — W jednym z listów, które tata napisał do mamy tuż po moim urodzeniu, jest informacja: „PS Jarek przywiózł forsę”. Trudno w to dziś uwierzyć, ale w latach 80. stryj przywoził nam także jedzenie.

I w czasie, gdy Marta została matką. — Gdy na świat przyszła moja córka, jeszcze nie pracowałam. Studiowałam podobnie jak mój mąż. Wtedy stryj co miesiąc pakował część swojej pensji poselskiej w kopertę i przysyłał do Sopotu.

Pomagała ojcu. Po raz pierwszy w kampanii w 2005 r. Wówczas Lech uchodził publicznie za samotnika, a rodzina jest ważna w kampanii. Sztabowcy przekonali ją, aby wystąpiła na plakatach ojca. Miała wówczas 25 lat, męża Piotra i córkę. Wywoływała tak duże zainteresowanie, że — jak sama wspominała — po wygranej Lecha koledzy żartowali, czy wystąpi w „Tańcu z gwiazdami”.

Nigdy na serio nie chciała angażować się w politykę, ale w 2010 r., gdy Jarosław startował na prezydenta, Marta go publicznie popierała. Była na ostatnim jego wiecu. Udzieliła wywiadów kolorowym pismom, były sesje zdjęciowe z rodziną na molo w Sopocie i z plaży, by ocieplać jego wizerunek.

Krótko po katastrofie smoleńskiej mówiła, że sama się zastanawia nad wejściem do polityki. Jej drugi mąż — adwokat Marcin D. (już nie są małżeństwem, nazwisko skracamy, bo ma zarzuty karne) — sugerował w 2011 r., że Marta powinna dostać „jedynkę” na liście PiS w wyborach parlamentarnych. Ale ona nie chciała. Na swoim blogu pisała: „Jestem córką i bratanicą polityka, jak każdy obywatel interesuję się sprawami naszego kraju. Nie czyni mnie to jednak politykiem. Informuję, że nigdy nie miałam i nie mam zamiaru kandydować w najbliższych wyborach parlamentarnych”.

Na prośbę Jarosława angażuje się w kampanie prezydenckie. — Wspierała Dudę i Nawrockiego tylko dlatego, że chce pomóc stryjowi — mówi człowiek z obozu PiS.

Inny, znający dobrze Lecha i Andrzeja, nie kryje: — Gdyby Lech Kaczyński wstał z grobu i dowiedział się, że Andrzej Duda podmienił go na stanowisku prezydenta, bo niby był jego najbliższym współpracownikiem, to by się mocno zdziwił. Podobnie też Lech by się zdziwił, gdyby się dowiedział, że Nawrocki kontynuuje jego politykę.

Mężowie i dzieci

Sprawy rodzinne Marty Kaczyńskiej to w obozie PiS trudny temat. Także one byłyby przeszkodą, gdyby kiedyś chciała wejść do polityki.

W 2002 r. wyszła za Piotra Smuniewskiego — razem z nim była na billboardach Lecha w 2005 r. Ale w 2006 r. się rozstali, a Marta związała się z synem prominentnego polityka SLD, Marcinem D. Krótko po ślubie wystąpiła do sądu z pozwem przeciwko pierwszemu mężowi o zaprzeczenie ojcostwa jej starszej córki.

Z Marcinem D. rozwiodła się w 2016 r. — to trwało, bo on trafił do aresztu. W kwietniu tego roku został znów zatrzymany. Przedstawiono mu nowe zarzuty — oszustw na prawie 25 mln zł oraz prania brudnych pieniędzy. Sąd zdecydował o jego aresztowaniu. To powrót do aresztu: w 2015 r. usłyszał zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i wyłudzenia 14,5 mln zł z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych — wtedy w areszcie siedział 14 miesięcy.

Jarosław bezceremonialnie oceniał publicznie jej prywatne życie. W „Polsce naszych marzeń” z 2011 r. pisał, że „nie musiała chwytać pierwszej możliwej okazji” na małżeństwo. Dodawał, że to „straszne przeżycie”, jakim był pierwszy rozwód, „pewnie doprowadziło do drugiego, bardzo szybkiego małżeństwa”, bo to „była próba poratowania się, co jest psychologicznie zrozumiałe”.

Po raz trzeci za mąż wyszła za Piotra Zielińskiego, biznesmena. 10 kwietnia była i na Wawelu, i pod sceną na Krakowskim Przedmieściu razem z mężem i ich synem.

Osoba, która ją zna: — Była ikoną po 10 kwietnia. Została skazana na to, żeby być w wiecznej żałobie. A ona przecież ma męża i dzieci.

— Mogę sobie tylko wyobrazić, patrząc na siebie, bo sama straciłam ojca, jak bolesna i trudna była dla niej śmierć rodziców — mówi z kolei Małgorzata Wassermann, posłanka PiS. I dodaje: — Prywatnie jest bardzo sympatyczna. Mój ojciec [Zbigniew Wassermann, który zginął w Smoleńsku — red.] przyjaźnił się z Lechem Kaczyńskim. Kiedyś spędzałyśmy razem urlop, była wtedy w ciąży. Teraz spotykamy się na różnych uroczystościach.

Aplikację adwokacką robiła w zaprzyjaźnionej z ojcem kancelarii prawnej Głuchowski, Jedliński, Rodziewicz, Zwara i Partnerzy. Ma formalnie kancelarię prawną w Gdyni, ale faktycznie jej nie prowadzi. Działalność jest uśpiona, bo Kaczyńska skupia się na rodzinie.

Pamięć o ojcu

Jest prezesem stowarzyszenia Ruch Społeczny im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Ale ono istnieje głównie na papierze.

— Ten ruch istniał — mówi człowiek z jej otoczenia. — Wciąż formalnie istnieje — odpowiadam. — A widzi pan jakąś aktywność? — odparowuje. Nawet nie ma strony internetowej, a pod adresem lechkaczynski.pl pojawia się komunikat: error.

Marta Kaczyńska kilka razy wręczała Nagrodę im. Lecha Kaczyńskiego. Ale nagrody już nie ma.

Adres stowarzyszenia to ul. Srebrna 16 w Warszawie, gdzie mieści się siedziba spółki Srebrna. Stowarzyszenie miało dawno status organizacji pożytku publicznego, nawet dostawało z 1 proc. groszowe odpisy: 1 581,30 zł i 730,90 zł. Ale teraz nie jest już nawet OPP.

Z kolei Fundacja Lecha Kaczyńskiego to dziś w praktyce jedynie wehikuł finansowy środowiska PiS. Fundacja jest właścicielem spółki Srebrna, która zarabia na wynajmowaniu biur i parkingu.