W sobotę, 25 kwietnia 2026 r., w sklepach sieci Dino w całej Polsce odbył się strajk ostrzegawczy pracowników. Akcję zorganizował związek zawodowy, który domaga się m.in. podwyżek wynagrodzeń. Jak protest wyglądał w praktyce? Ile sklepów do niego przystąpiło?


Strajk w Dino miał rozproszony charakter i objął tylko część sklepów.
Związkowcy poinformowali ile ich zdaniem sklepów wzięło udział w proteście. 
W wielu miejscach pracownicy mogli rezygnować z udziału m.in. przez działania kierownictwa.


Ponad 12 tys. osób odeszło z Dino. Sieć tłumaczy dlaczego

Strajk ostrzegawczy w Dino

Zgodnie z wytycznymi związkowców, pracownicy, którzy zdecydowali się przystąpić do strajku, o godz. 12:00 mieli zabezpieczyć swoje stanowiska i poinformować przełożonych o odejściu od obowiązków. Protest polegał na dwugodzinnym wstrzymaniu pracy, m.in. odłożeniu skanerów, opuszczeniu kas i zaprzestaniu obsługi klientów (w Dino nie ma kas samoobsługowych). Jednocześnie uczestnicy akcji mieli pozostać na terenie miejsca pracy.

Rekomendowano również, by pracownicy ustawiali się przed wejściami do sklepów, magazynów lub siedzib firmy, przynosili transparenty i wspólnie uczestniczyli w proteście przez cały jego czas.

Dino ma obecnie ponad 3 tys. sklepów w Polsce. Na koniec 2025 r. sieć zatrudniała 55,8 tys. osób, czyli o ok. 6 tys. więcej niż rok wcześniej. Struktura zatrudnienia jest wyraźnie sfeminizowana, ponieważ kobiety stanowią 87 proc. załogi. Ponad 92 proc. pracowników pracuje w pełnym wymiarze czasu pracy (51,6 tys.). Umowy na czas określony ma 32,5 tys. osób, a na czas nieokreślony – 23,3 tys.

Związkowcy domagają się podwyżki wynagrodzeń o 900 zł dla każdego pracownika, zwiększenia zatrudnienia oraz utworzenia zakładowego funduszu świadczeń socjalnych.


Biedronka daje nawet 4 sztuki za 1 zł. "Tylko w niedzielę 26 kwietnia"


Zarząd Dino się kurczy. Jest kolejna rezygnacja z funkcji

Jak w praktyce wyglądał strajk?

Jeszcze przed jego rozpoczęciem związkowcy informowali, że kierownictwo sieci utrudnia udział w akcji, a nawet „zastrasza” pracowników, by zniechęcić ich do udziału w proteście.

Czy odważyli się więc odejść od stanowisk pracy? Nie ma oficjalnych danych dotyczących skali protestu, ale jak podała OPZZ Konfederacja Pracy w Handlu, ” w proteście wzięły udział setki marketów, na różne sposoby”.

Obraz protestu wyłaniający się z mediów społecznościowych jest niejednorodny. Informacje o strajkach pojawiały się m.in. z Sochaczewa, Tarnowskich Gór, Prochowic czy Parchowa, a także z mniejszych miejscowości, jak Lipki Wielkie czy Chobienice. W części sklepów udział w akcji był symboliczny – jak w jednym z punktów w Piechowicach, gdzie według relacji, strajkowały trzy osoby. W innych przypadkach zaangażowanie było znacznie większe i obejmowało niemal całe zespoły.

We wpisach podkreślano wsparcie ze strony klientów. Pojawiały się relacje o pustych parkingach i świadomym rezygnowaniu z zakupów w godzinach protestu (12.00 -14.00), jako formie solidarności z pracownikami.

Jednocześnie wygląda na to, że większość sklepów nie przystąpiła do strajku. Według relacji pracowników miało to wynikać m.in. z propozycji jednorazowych dodatków ze strony kierownictwa lub obecności tzw. pracowników mobilnych, którzy mieli zabezpieczać funkcjonowanie placówek w dniu protestu.

Co dalej?

Jak napisali w mediach społecznościowych związkowcy, w poniedziałek 27 kwietnia zapadnie decyzja „co dalej”.

Albo rozpocznie się realny dialog i proces zmian, albo kolejnym krokiem będzie strajk generalny – bezterminowy. Nie wykluczamy również protestów pod siedzibą spółki w Krotoszynie – zapowiadają. 


Tak Lidl gra cenami 25 i 26 kwietnia. Potem przepadnie


Kim naprawdę jest Tomasz Biernacki? Dino ujawniło pewne dane