Przedstawiamy fragment książki „Apple w Chinach. Jak najwspanialsza firma na świecie dała się złapać w chińską pułapkę” autorstwa Patricka McGee w przekładzie Marka Rostockiego, wydawnictwo Prześwity, Warszawa 2026.
Plan Marshalla dla Chin
Tim Cook i szef operacji Jeff Williams mieli na sobie biznesowe granatowe garnitury, białe eleganckie koszule i pasujące niebieskie krawaty. Zdjęcie zamieszczone w chińskich mediach ukazuje obu mężczyzn stojących z jedną dłonią złożoną na drugiej, w formalnej postawie odpowiedniej dla wydarzenia o wysokiej randze. Za nimi stoi Lisa Jackson, szefowa działu środowiska, polityki i inicjatyw społecznych, ubrana w czarny blezer. Williams, ze zmarszczonym czołem, wygląda na skoncentrowanego, ale pełnego obaw przed spotkaniem. Jackson ma poważną minę i wygląda na opanowaną. Cook sprawia wrażenie zrelaksowanego, doświadczonego, spokojnego i pewnego siebie. Trójka menedżerów znajdowała się w pomieszczeniach Zhongnanhai, w siedzibie Komunistycznej Partii Chin. Cook był tu wcześniej co najmniej raz, w marcu 2012 r., gdy spotkał się z wicepremierem Li Keqiangiem, który w następnym roku awansował i został numerem dwa w chińskiej hierarchii władzy, mając nad sobą tylko Xi Jinpinga.
Pilnie strzeżony teren, w centrum Pekinu w pobliżu Zakazanego Miasta, był wyjątkowym miejscem na spotkanie z przedstawicielami amerykańskiej firmy. Zhongnanhai, do którego osoby postronne nie miały wstępu, w 1958 r. było świadkiem spotkania Mao z sowieckim ambasadorem, w trakcie którego przewodniczący KPCh stwierdził, że był gotów zmobilizować całą populację kraju do udziału w kolejnej wojnie światowej, której wybuchu spodziewał się w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Od dawna było to miejsce, gdzie goszczono zagranicznych dygnitarzy, w tym Che Guevarę i Richarda Nixona. A teraz, w maju 2016 r., do tego właśnie miejsca zostało zaproszonych troje członków kierownictwa Apple’a.
Kilka miesięcy wcześniej oddział Apple’a w Chinach był gwiazdą wyników finansowych w sezonie świątecznym 2015 r. Podczas gdy globalne przychody Apple’a wzrosły tylko o 2 proc., sprzedaż w Chinach zwiększyła się o 14 proc., odpowiadając za dynamikę rozwoju całej firmy. Apple dysponował ogromną ilością gotówki: dokładnie było to 216 mld dol. „Mamy najlepszy bilans w porównaniu z innymi” — przechwalał się Cook. Przyszłość wyglądała obiecująco: po raz pierwszy liczba urządzeń firmy używanych na świecie przekroczyła miliard. Mimo że rynek smartfonów był nasycony, Apple miał nowe możliwości uzyskiwania przychodów dzięki usługom o wysokiej marży, takim jak muzyka, filmy i inne formy rozrywki.
Jednak cztery pierwsze miesiące 2016 r. były niepokojące: wyniki za pierwszy kwartał zakończony w marcu wskazywały na zwrot o 180 stopni, głównie z powodu załamania się sprzedaży w Chinach, która zmalała o 26 proc. Zamiast napędzać rozwój firmy, słabe wyniki w Chinach spowodowały, że technologiczny gigant po raz pierwszy od trzynastu lat musiał ogłosić spadek globalnych przychodów rok do roku. Cena akcji obniżyła się o 7,9 proc., a Apple ogłosił ponure prognozy. Ten rozczarowujący kwartał dał początek sześciu kolejnym kwartałom, w których dochody firmy w Chinach malały, a udział iPhone’a w chińskim rynku zmniejszył się z 15 do 9 proc. Przygotowany później wewnętrzny raport podsumował ten okres następująco: „Od ponad dziesięciu lat Apple nie miał w Chinach takiej tendencji spadkowej”.
W tym samym miesiącu, w kwietniu 2016 r., Państwowy Urząd ds. Prasy, Publikacji, Radia, Filmu i Telewizji nagle nakazał zamknięcie sklepów internetowych iTunes i iBooks, które rozpoczęły działalność zaledwie pół roku wcześniej. Ten chiński organ regulacyjny stwierdził, że działanie serwisów wymaga utworzenia wspólnego przedsięwzięcia z lokalnym partnerem. „New York Times” uznał tę decyzję za zaskakujący ruch o ogromnym znaczeniu. „Apple może w końcu stać się podatny na wzmożoną kontrolę, której w ostatnich latach są poddawane inne amerykańskie firmy technologiczne” — napisał dziennik. Presja mogła być wynikiem nacisku rodzimych chińskich rywali, którym nie podobało się, że iPhone wykorzystywał własnościowe treści i usługi niedostępne dla użytkowników smartfonów z Androidem. Decyzja o zakazie pokrzyżowała plany Apple’a dotyczące dalszej ekspansji w dziedzinie rozrywki i usług internetowych na wzór tego, co robiły Google i Facebook. Agencja Bloomberg skomentowała tę sytuację, pisząc, że w minionej dekadzie firmie „pozwolono na prawie niezakłócony rozwój w Chinach” i że teraz władze w Pekinie postanowiły faworyzować firmy krajowe.
Kilka tygodni później trójka członków kierownictwa Apple’a udała się do Pekinu, aby podjąć próbę ograniczenia szkód spowodowanych działaniami chińskich władz. Mieli się spotkać z przedstawicielami Krajowej Komisji Rozwoju i Reform, zajmującej się planowaniem ekonomicznym. Nie tylko byli przygotowani na to spotkanie, ale byli gotowi podpisać niezwykłą umowę — zobowiązanie do zainwestowania w Chinach 275 mld dol. w ciągu pięciu następnych lat. Spotkanie stanowiło element szerszej kampanii rezygnacji z typowej dla firmy skrytości i początku rozgłaszania, jak przełomowy był wpływ Apple’a na sektor technologiczny w Chinach. Dowodziło także sukcesu Gangu Ośmiu i zespołu odpowiedzialnego za relacje z rządem w nakłonieniu szefostwa Apple’a do dostosowania opowieści o działaniach firmy w Chinach do języka, który spełniałby oczekiwania władz w Pekinie. Guthrie opowiadał się za tym, aby mówić o tym głośno i wyraźnie, jednak Cook wybrał inny sposób: przekaz miał dotrzeć po cichu do wybranej grupy najwyższych chińskich polityków. Politycznie taki wybór był konieczny. W tym czasie Donald Trump prowadził kampanię prezydencką pod hasłem „Ameryka pierwsza” (America First), grożąc wprowadzeniem ceł w wysokości 45 proc. na towary importowane z Chin. „Spowodujemy, że Apple będzie produkować swoje cholerne komputery i inne rzeczy w tym kraju!”. Jeden z najbliższych doradców Trumpa, Peter Navarro, był współautorem książki pod tytułem „Death by China” („Śmierć z rąk Chin”). Gdyby miejscem konferencji prasowej Cooka było Zhongnanhai, byłoby to jak popełnienie samobójstwa.
Język lokalny
Okoliczności były niezwykłe. Oczekujący goście z Apple’a stali w pobliżu pomalowanej na czerwono bramy o nazwie Xinhuamen — Brama Nowych Chin — prowadzącej do głównego wejścia Zakazanego Miasta. Po każdej ze stron bramy znajdował się baner odpowiednio głoszący: „Niech żyje wielka Komunistyczna Partia Chin” oraz „Niech żyje nieśmiertelna myśl Mao Zedonga”. Ten widok podkreślał, jak bardzo zmieniły się Chiny od 2000 r., gdy z taśmy produkcyjnej zjechał pierwszy iMac wyprodukowany w tym kraju. W tamtym czasie Waszyngton zachęcał Chiny do przystąpienia do Światowej Organizacji Handlu. Wielu wierzyło, że handel wzmocni chińską klasę średnią, co doprowadzi do upadku komunistycznej władzy, ale stało się odwrotnie — inwestycje zagraniczne ją umocniły. Żadna korporacja międzynarodowa nie była większym inwestorem niż Apple i przedstawiciele firmy przybyli do Chin, aby przekazać tę wiadomość.
Inwestycje innych korporacji bladły w porównaniu z deklaracją Apple’a wartą 275 mld dol. Firma obiecywała większe inwestycje w Chinach w pięciu najbliższych latach, niż wyniosły wszystkie kanadyjskie i amerykańskie inwestycje prywatne w Meksyku w okresie od podpisania porozumienia NAFTA w 1993 r. do roku 2000. Co więcej, pod względem wartości ta obietnica przewyższała niektóre z największych rządowych programów budowy państw w historii. Na przykład Japoński Fundusz Współpracy Gospodarczej z Zagranicą w okresie od 1979 do 2007 r. udzielił Chinom pożyczek na rozwój gospodarczy w łącznej kwocie 2,54 bln jenów — co odpowiadało 30 mld dol. w 2016 r. Ezra Vogel, biograf Deng Xiaopinga, tak wyraził się o pomocy finansowej: „W okresie przywództwa Denga żaden kraj nie odegrał większej roli w udzieleniu pomocy Chinom w budowie przemysłu i infrastruktury niż Japonia”.
Innym porównaniem może być plan Marshalla z 1948 r. W ciągu czterech lat Ameryka wydała na powojenny rozwój szesnastu krajów europejskich 13,3 mld dol., a kwocie tej w 2016 r. odpowiadała wartość 131 mld dol. Kierujący tym programem George Marshall, sekretarz stanu USA, swego czasu nazwał go „najbardziej hojnym czynem jakiegokolwiek narodu, kiedykolwiek i gdziekolwiek, na rzecz innego narodu”. Tymczasem Apple powiedział Pekinowi, że do 2021 r. zainwestuje tylko w Chinach, a nie w szesnastu krajach, ponad dwukrotnie więcej. Ocenia się, że każdy dolar wydany w ramach planu Marshalla odpowiadał za dodatkową produkcję w Europie o wartości od 4 do 6 dol. Według historyka Nialla Fergusona ten dar dla kontynentu europejskiego „był ważnym elementem zmiany w Europie z dysfunkcjonalnych stosunków pracy opartych na strajkach i konflikcie klasowym na system oparty na ograniczeniu płac i wzroście wydajności”.
Celem Cooka było przekazanie podobnej wiadomości, przekonanie chińskich decydentów, że sukces Apple’a w Chinach spowodował efekt domina w całym przemyśle nowoczesnej elektroniki. Inwestując w rozwój lokalnych dostawców i szkoląc ich pracowników, firma wdrażała praktyczną wiedzę — zarówno w formie konkretnych umiejętności, jak i abstrakcyjnego myślenia — z której korzystały chińskie przedsiębiorstwa. Choć nie było to działanie celowe, bowiem Apple nie po to zbudował swój łańcuch dostaw, aby stymulować innowacje u dostawców, w rzeczywistości tak właśnie się stało. Inwestycje Apple’a były nie tylko ogromne, ale także bezlitośnie wydajne i skoncentrowane w branży zaawansowanej elektroniki — co było „zdecydowanie najważniejsze” z punktu widzenia Xi, jak stwierdza badacz Chin Barry Naughton. Skutki takiego działania, opisane za pomocą odpowiednich słów, były niezwykle pomocne we wspieraniu dążeń Pekinu do przejęcia zachodnich technologii, aby następnie przesunąć się w górę łańcucha wartości.
Pouczające jest myślenie o inwestycjach Apple’a jak o programie rządowym. W Chinach brakowało umiejętności i wiedzy, jak wytwarzać produkty projektowane przez zespół Jony’ego Ive’a; inżynierowie zatrudnieni przez firmę, absolwenci MIT, Caltechu i Stanfordu lub ściągnięci z Tesli, Della i Motoroli rok po roku, krok po kroku, przekazywali chińskim pracownikom swoją wiedzę. Apple mógł wysłać do Chin utalentowanych specjalistów — jeden z weteranów firmy mówi o „napływie najzdolniejszych spośród zdolnych” — czego nigdy nie zdołałby zrobić żaden rząd. Przy czym etyka pracy w firmie powodowała, że inżynierowie Apple’a pracowali nawet osiemnaście godzin na dobę. Ponadto podczas gdy program rządowy umożliwiłby przeszkolenie pracowników w wytwarzaniu produktów, rząd by ich nie kupował. Ale Apple mógł kupować to, co było produkowane — i robił to.
W kategoriach ekonomicznych Apple tworzył rynek — zapewniając wkład w formie szkolenia pracowników i zakupu maszyn, a następnie kupując wyniki pracy. Dostawcy, którzy wygrywali przetargi, otrzymywali od firmy duże zamówienia, a ponadto uczono ich, jak zwiększyć wolumen produkcji w nieznanym im dotychczas tempie. Co więcej, w produktach Apple’a było tak dużo dizajnu, wizerunku firmy i znakomitego marketingu, że nawet bez osiągania dominującego udziału w rynku, firma dominowała na rynku pod względem stylu działania. Każdy nowy produkt Apple’a określał wygląd, doznania i funkcjonalność laptopa czy smartfona. W efekcie procesy, często opracowane przy udziale chińskich dostawców, cieszyły się dużym popytem.
Działalność firmy nie sprowadzała się do transferu wiedzy z Ameryki do Chin. W Apple’u działał specjalny zespół ekspertów, którego zadaniem było badanie nowych procesów, nowych materiałów, nowych narzędzi i nowych maszyn. „Jeśli maszyny i technologie stosowane w Azji nie spełniały naszych wymagań, eksperci szukali nowych rozwiązań w Europie lub w Japonii” — mówi były inżynier produkcji. „Intensywnie poszukiwali nowych technologii, nowych laboratoriów, nowych ośrodków badawczych, czegokolwiek — i jeśli znaleźli poszukiwane rozwiązanie, przekazywali je do Chin, gdzie znajdowało ono zastosowanie”. Ta osoba dodaje: „To zdarzało się każdego roku, gdy musieliśmy wprowadzić na rynek nowy produkt. Każdego roku przekraczaliśmy granice i potrzebowaliśmy czegoś nowego (…). Apple znalazł wiele technologii, na przykład w branży produkcji zegarków i biżuterii w Szwajcarii, Niemczech i Austrii, a eksperci udawali się do tych miejsc, poznawali specjalne maszyny — mam na myśli bardzo zaawansowane technologie do produkcji wyrafinowanych produktów z najwyższej półki — i adaptowali je do produkcji iPhone’a, iPada czy Maka”.
Apple zdawał sobie sprawę, że działalność w Chinach mimowolnie umożliwiała transfer technologii na ogromną skalę. Kwota 275 mld dol., którą firma zadeklarowała, była oszałamiająca, niemniej nie była to żadna rekompensata ani ustępstwo. Po prostu było to 55 mld dol., które firma zainwestowała w 2015 r., pomnożone przez pięć lat. Nie miało to wiele wspólnego z polityką; kwota była ogromna, ponieważ Apple osiągnął w Chinach wielki sukces i skoncentrował swoją produkcję w jednym kraju. W istocie to zobowiązanie inwestycyjne w okresie pięciu lat mogłoby zostać uznane za zaniżone, ponieważ prognoza nie przewidywała wzrostu sprzedaży. Inaczej mówiąc, nowe były nie tyle zamierzenia inwestycyjne firmy, ile marketing tych inwestycji. Dzięki Apple’owi Chiny gromadziły stosy wiedzy specjalistycznej, jednak Pekin nie wiedział o tym ze względu na skryty sposób działania firmy. Spotkanie w maju 2016 r. wszystko zmieniło: od tego czasu Apple wykorzystywał każdą okazję, aby zdobywać polityczne punkty za działalność w tym kraju. Firma uczyła się mówić językiem lokalnym.
„Muzyka dla uszu Chin”
Inwestycja miała formę niewiążącego „protokołu uzgodnień”, dokumentu liczącego 1250 słów, który miał wielu autorów. Były dyrektor Apple’a, który zna szczegóły porozumienia, mówi, że jego treść była oparta na badaniach co najmniej trzech członków Gangu Ośmiu: analizie łańcucha dostaw przeprowadzonej przez Guthrie’ego, wnioskach Stevena Marchera dotyczących wkładu ośrodków badawczo-rozwojowych w gospodarkę Chin i rekomendacjach zespołu ds. relacji z lokalnym rządem, kierowanego przez Juna Ge. Końcową wersję dokumentu opracował w Cupertino podwładny Jackson, David McIntosh — urodzony w Pittsburghu, nieco ponad czterdziestoletni specjalista ds. polityki publicznej.
McIntosh, powściągliwy i wyglądem przypominający naukowca, w okularach w ciemnej oprawce, podjął pracę w Apple’u zaledwie rok wcześniej, ale cieszył się zaufaniem Jackson z okresu jej pracy w Agencji Ochrony Środowiska, gdzie był jej głównym doradcą politycznym. Swoje stanowisko w firmie określał jako „mediator w rozwiązywaniu chińskich problemów regulacyjnych”. W ciągu sześciu lat pracy w Apple’u odbył czterdzieści pięć podróży do Chin, często towarzysząc Timowi Cookowi. Na profilu w LinkedIn zamieścił swoje zdjęcie na pokładzie korporacyjnego odrzutowca Apple’a, na którym wygląda na zrelaksowanego i skupionego, siedząc w wygodnym skórzanym fotelu w kolorze kremowym przy stole pokrytym lnianym obrusem. Zatytułował to zdjęcie „Dyplomacja wahadłowa”.
Rola McIntosha w przygotowaniu „protokołu uzgodnień” irytowała członków zespołu ds. relacji z rządem pracujących w Chinach. W ich oczach ten absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Harvarda nie był ekspertem ds. Chin, nigdy nie mieszkał w tym kraju i nie mówił po mandaryńsku. „Między Davidem a członkami zespołu dochodziło do napięć dotyczących treści i konkretnych sformułowań w dokumencie” — mówi osoba obserwująca te relacje z bliska. „Miało to ogromne znaczenie (…) udział w rozmowach z chińskim rządem na tak wysokim szczeblu wymagał ostrożnego postępowania”.
Nie wiadomo, co dokładnie trójka członków kierownictwa Apple’a powiedziała w trakcie spotkania chińskim politykom. Na pewno przekazała wiadomość, że firma nie tylko stworzyła miliony miejsc pracy w Chinach, ale także wspierała całe branże, ułatwiając ogromny transfer „ukrytej wiedzy” — trudnych do określenia, ale praktycznych umiejętności dotyczących „sztuki produkowania, organizacji oraz tego, jak ludzie wytwarzają, dystrybuują, podróżują, komunikują się i konsumują”, jak określa to urodzony w Chinach ekonomista Rezerwy Federalnej Yi Wen. Jego zdaniem to właśnie ukryta wiedza, a nie demokracja czy prawa własności, stanowiła „sekretny przepis” na angielską rewolucję przemysłową w XVIII w. i rozwój Chin w czterech minionych dekadach. Można to też wyrazić prościej, cytując zmarłego ekonomistę z Uniwersytetu Harvarda, Davida Landesa: „Jeśli zyski z handlu towarami są znaczne, to są one niewielkie w porównaniu z handlem ideami”.
Niezależnie od trudności z przygotowaniem protokołu uzgodnień spełnił on swoje zadanie. „To była muzyka dla uszu Chin” — mówi dyrektor Apple’a znający przebieg spotkania. Władze w Pekinie przez dziesięciolecia dążyły do dogonienia Zachodu pod względem rozwoju zaawansowanych technologicznie przemysłów i badań naukowych oraz budowania potęgi gospodarczej. W tym celu często uciekały się do szpiegostwa, jawnej kradzieży lub przymusu. W konkurencji o duże kontrakty sięgały także po nastawianie przeciwko sobie poszczególnych firm, jak w przypadku przetargu na budowę szybkich kolei; jednocześnie chińskie przedsiębiorstwa uczyły się i wdrażały różne technologie, tworząc coś „nowego”. Władze ściągały również ekspertów z zagranicy, inicjując programy takie jak Tysiąc Talentów — rządową inicjatywę mającą przyciągnąć do Chin zagranicznych specjalistów. W odniesieniu do Apple’a chodziło o najsłynniejszą amerykańską firmę technologiczną, która dobrowolnie zgodziła się odegrać rolę Prometeusza przekazującego Chińczykom dar ognia.
Apple nie upubliczniał swoich przekazów kierowanych do władz chińskich, gdyby jednak to zrobił, wywróciłoby to powszechnie przyjętą mądrość do góry nogami. Dziennik „Wall Street Journal” w 2017 r. napisał: „W dłuższej perspektywie działalność Apple’a nie odpowiada celowi chińskiego rządu, jakim jest zmniejszenie zależności kraju od kosztownych zagranicznych technologii i umożliwienie rozwoju rodzimym rywalom, takim jak Huawei”. Transfer technologii dokonywany przez firmę uczynił ją największym poplecznikiem programu „Made in China 2025”, ambitnego, antyzachodniego, rządowego planu ograniczenia zależności od zagranicznych technologii.
Partner Wydawnictwo Prześwity
apple400