• Prezentujemy fragment książki „Ostatni ludzie Czarnobyla” wydanej przez Notatnik Reportera

SPIS TREŚCI

  1. Ludzie, którzy wrócili do Czarnobyla, częściej chorują, wcześniej umierają? Bolesny temat
  2. Zostali w Czarnobylu. Badacze zaobserwowali u nich objawy nietypowego zjawiska
  3. Zbadali 200 mieszkańców Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia. „Dane były zatrważające”

Ludzie, którzy wrócili do Czarnobyla, częściej chorują, wcześniej umierają? Bolesny temat

Często jestem pytany, czy ludzie, którzy wrócili do Czarnobyla, częściej chorują albo wcześniej umierają. To bardzo trudny — i bardzo bolesny — temat.

Co ciekawe, wiele samosiołów (samosioł to rdzenny mieszkaniec ewakuowanych wiosek nielegalnie zamieszkujący tereny Czarnobylskiej Strefy Zamkniętej), kiedy z nimi rozmawiam, przekonuje mnie, że powrót wydłużył im życie — każdy z nich przywołuje historię jakichś dawnych sąsiadów, którzy byli młodsi, a już nie żyją.

Sprawdź stan swojego zdrowia. Wypełnij test!

Ukryty sens tych opowieści jest taki, że warto było wrócić, bo tym, co wyjechali, pękają serca z tęsknoty za ich małymi wioseczkami. Albo — to druga wersja tej popularnej w strefie teorii — że oni, mieszkańcy zony (zona to zapożyczenie z języka ukraińskiego oznaczające strefę, obszar, a w kontekście Czarnobyla: strefę zamkniętą), byli narażeni na promieniowanie tylko raz, bardzo krótko, a poza tym mają tu tylko słońce, las, przyrodę i świeże mleko od krowy. Natomiast ludzie w miastach codziennie wdychają spaliny, jedzą chemicznie przetworzone jedzenie i to wszystko jest dużo gorsze niż życie w strefie. Mam jednak wrażenie, że to robienie dobrej miny do złej gry. W zonie też bardzo wielu ludzi umarło przedwcześnie. Zaś ci, którzy żyją, wcale nie cieszą się doskonałym zdrowiem.

Krystian Machnik: ukraińscy badacze już w latach 90. podkreślali, że część mieszkańców zony wykazuje zaskakująco dobrą kondycję mimo wieloletniego narażenia na promieniowanie.

Krystian Machnik: ukraińscy badacze już w latach 90. podkreślali, że część mieszkańców zony wykazuje zaskakująco dobrą kondycję mimo wieloletniego narażenia na promieniowanie.Maciej Bogaczyk / www.napromieniowani.pl

Ale kto umiera wcześniej, młodziej? Jakie są fakty? Takie, że niestety zgromadzono na ten temat niewiele informacji. Ludzkość miała wspaniałe laboratorium, żeby sprawdzić, jak działa promieniowanie na organizm ludzki w dłuższej perspektywie czasowej. Naukowcy z całego świata mogli badać samosioły, tak jak zaraz po katastrofie badali glebę, roślinność i zwierzęta wokół elektrowni. Przecież nie możemy wykluczyć, że w przyszłości katastrofy jądrowe będą się zdarzać. Nikt nie powiedział, że Czarnobyl był ostatni; zresztą po nim miała miejsce awaria w Fukushimie. Warto więc sprawdzić, jaki to wszystko ma realny wpływ na ludzi. A można to zbadać w dłuższej perspektywie czasowej właśnie dzięki samosiołom — ludziom, którzy z własnej woli, przez nikogo nie przymuszani, żyją w skażonych miejscach.

Krystian Machnik: wciąż spotykam — dziarskich dziadków, silne, samodzielne babcie; ludzi, którzy przez całe życie ciężko pracują w polu.

Krystian Machnik: wciąż spotykam — dziarskich dziadków, silne, samodzielne babcie; ludzi, którzy przez całe życie ciężko pracują w polu.Maciej Bogaczyk / www.napromieniowani.pl

Niestety — czego nigdy nie zrozumiem — możliwość ta jest przez ludzkość ignorowana. Mam wrażenie, że wszyscy chcą jak najszybciej zapomnieć, że katastrofa w Czarnobylu w ogóle się wydarzyła. Poza kilkoma chlubnymi wyjątkami, o których poniżej, zdrowie samosiołów niemal nikogo nie interesuje.

Chlubnym wyjątkiem jest zaś bardzo ciekawe opracowanie „Niektóre aspekty życia ludności w strefie wykluczenia Czarnobyla na Ukrainie” opublikowane w piśmie ukraińskich radiologów w 2021 roku. Ukraińscy badacze analizują w nim wyrywkowe dane z badań, które od lat 90. sprawdzały stan zdrowia ludzi mieszkających w zonie. Niestety, jasno wskazują one coś, co dało się przewidzieć: że mieszkanie na terenie skażonym absolutnie nie przysłużyło się zdrowiu.

Nie było, co prawda, aż tak źle, jak myśleli ci, którzy uważali, że okolice Czarnobyla już do końca świata będą zamieszkiwać mutanty, cielęta z dwiema głowami i ludzie chorzy na raka. Rzeczywistość okazała się dużo bardziej skomplikowana. Jak jest ze zdrowiem samosiołów? Not great, not terrible — jak w słynnym serialu produkcji HBO powiedział inżynier Diatłow, gdy myślał, że reaktor w czwartym bloku wciąż stoi, a jedyne, z czym przychodzi mu się mierzyć, to chłodzenie. Nie jest dobrze, ale nie ma tragedii. A na pewno nie jest tak źle, jak większość podejrzewała, że będzie.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Zostali w Czarnobylu. Badacze zaobserwowali u nich objawy nietypowego zjawiskaWróćmy do raportu. Ci, którzy wyjechali z Czarnobyla, może i umierali z tęsknoty. Ale ci, którzy zostali, umierali na dużo bardziej przyziemne i łatwiejsze do sklasyfikowania choroby — głównie na serce i na nowotwory. Zgodnie z badaniami u samosiołów notuje się zdecydowanie większą zachorowalność na choroby układu sercowo-naczyniowego (nadciśnienie, choroba niedokrwienna serca), przewlekłe choroby płuc, choroby układu pokarmowego (zwłaszcza wątroby i jelit), a także zaburzenia endokrynologiczne, ze szczególnym naciskiem na choroby, w tym nowotwory tarczycy — to właśnie ten organ jako pierwszy obrywa przy zwiększonym narażeniu na skażenie radioaktywne. Ludzie mieszkający w strefie dużo częściej niż reszta społeczeństwa chorują na raka tarczycy, raka układu krwiotwórczego i raka płuc.Nie lepiej jest ze zdrowiem psychicznym. Badacze zaobserwowali objawy nietypowego, przyspieszonego starzenia się centralnego układu nerwowego. U badanych występują także zaburzenia depresyjne, lękowe, pogorszenie pamięci i funkcji poznawczych. Mieszkańcy zony cierpią też na samotność, izolację społeczną i trudności w dostępie do opieki zdrowotnej (…) Do tego dochodzi stres, i to przewlekły, trwający latami, a właściwie to dekadami. Część z samosiołów nie ma kompletnych dokumentów albo zgody na zamieszkiwanie na terenie zony, co też jest dodatkowym stresorem. Do czego prowadzi przewlekły stres — chyba nie muszę tłumaczyć. Życiu w cieniu promieniowania daleko do przepisu na zdrowie.

Muszę przyznać, że te badania trochę kłócą się z moim obrazem samosiołów. Ja spotykałem — i wciąż spotykam — dziarskich dziadków, silne, samodzielne babcie; ludzi, którzy przez całe życie ciężko pracują w polu — i wciąż mimo późnej osiemdziesiątki albo nawet dziewięćdziesiątki na karku radzą sobie z przeciwnościami, jakie stawia przed nimi życie.

Być może po prostu jest tak, że ci z najbardziej zniszczonym zdrowiem już nie żyją. Ukraińscy badacze już w latach 90. podkreślali, że część mieszkańców zony wykazuje zaskakująco dobrą kondycję mimo wieloletniego narażenia na promieniowanie. Może to wskazywać na złożone mechanizmy adaptacyjne ludzkiego organizmu do nowych warunków, które rozwinęły się pod wpływem katastrofy reaktora (…)

Zbadali 200 mieszkańców Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia. „Dane były zatrważające”

W latach 1994–1996 ukraińscy naukowcy zbadali 200 mieszkańców Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia pod kątem skażenia organizmu radioaktywnym cezem (izotopy Cs-134 i Cs-137). Dane były zatrważające.

  • Październik 1994: od 1 do 878 nCi (średnio 132 nCi).
  • Sierpień 1996: od 15 do 1 339 nCi (średnio 285 nCi).
  • Listopad 1996: od 24 do 806 nCi (średnio 253 nCi).

Badania wskazują na to, że im więcej czasu mijało od katastrofy, tym więcej cezu ludzie mieli w organizmach. To bardzo ważna i bardzo ciekawa obserwacja, bo świadczy o wieloletnim i regularnym przyjmowaniu przez mieszkańców radioaktywnych izotopów drogą pokarmową (podczas spożywania warzyw z tej ziemi) bądź oddechową (przy wdychaniu pyłu unoszonego przez wiatr).

Jest taka poruszająca scena w filmie Babuszki z Czarnobyla brytyjskiej reżyserki Anne Bogart. Ekipa filmowa towarzyszyła dozymetrystom mierzącym skażenie środowiska. Odwiedzali samosioły i badali ich otoczenie — meble, garnki, talerze. W jednym z domów dozymetrem została dotknięta staruszka. Właśnie wtedy urządzenie zaczęło naprawdę wariować. Babcia, a także jej ubranie były skażone.

Cez-137 to sztuczny, radioaktywny izotop, który nie występuje naturalnie na Ziemi, a tym bardziej w organizmie człowieka. Inaczej mówiąc: norma wynosi zero. Nawet minimalne wartości świadczą o skażeniu organizmu (…)

Co ciekawe — okazało się, że dużo więcej cezu mieli w swoich organizmach młodsi mieszkańcy zony. Ukraińscy uczeni tłumaczą to w ten sposób, że, po pierwsze, młodzi prowadzą aktywniejszy tryb życia, częściej się przemieszczają, więc trafiają też do miejsc bardziej skażonych. A po drugie, starsze osoby mają wolniejszy metabolizm, przez co ich organizmy wolniej wchłaniają i przetwarzają radionuklidy.

W ogóle styl życia i dieta miały ogromny wpływ na poziom skażenia wewnętrznego. W latach 2003–2005 — niestety, właśnie wtedy po raz ostatni wokół Czarnobyla prowadzono szersze badania — owoce i warzywa w wielu osadach zawierały więcej cezu-137 i strontu-90 niż dopuszczają normy, przez co ich spożycie było niebezpieczne. Na przykład ziemniaki, główny składnik nie tylko polskiej, ale i ukraińskiej, a więc i wokółczarnobylskiej diety, miały niemal dziewięciokrotnie więcej Sr-90 i trzykrotnie więcej Cs-137 niż wynoszą bezpieczne dawki.

Nie lepiej wyglądała sytuacja z naturalnie występującą żywnością — rybami, grzybami, dziczyzną, jagodami. Te produkty również były bardzo skażone i nie nadawały się do jedzenia, mimo że należały do codziennego menu samosiołów. Mieszkańcy zony byli narażeni na promieniowanie zarówno z zewnątrz (gleba, otoczenie), jak i od wewnątrz (skażona żywność).

"Ostatni ludzie Czarnobyla”, okładka książki

„Ostatni ludzie Czarnobyla”, okładka książkiWydawnictwo Notatnik Reportera

Treści z serwisu Medonet mają na celu polepszenie, a nie zastąpienie, kontaktu pomiędzy Użytkownikiem a jego lekarzem. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Przed zastosowaniem się do porad z zakresu wiedzy specjalistycznej, w szczególności medycznych, zawartych w Serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.