Prawdziwe dziennikarstwo. Niezależna redakcja. ZA DARMO.

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Deklarując wolę pozostania na czele partii, Orbán jednoznacznie sygnalizuje, że politycznych aspiracji nie porzuca. Jak zapewniał, jego priorytetem jest obecnie „reorganizacja obozu narodowego”, czyli swojej partii. W nowym parlamencie Fidesz reprezentować będzie 52-osobowa frakcja, na której czele stanie Gergely Gulyás – dotychczasowy szef Kancelarii Premiera.

Viktor Orbán przygotowuje się na dwa scenariusze. Pierwszy to powrót do władzy w wyborach parlamentarnych w 2030 r. i sukces w wyborach do Parlamentu Europejskiego oraz wyborach samorządowych w 2029 r. W drugim zapewne nie wyklucza, że rząd Pétera Magyara nie dotrwa do końca kadencji.

Co mogłoby sprzyjać takiemu obrotowi spraw? Przede wszystkim fakt, że TISZA wprowadza do parlamentu ponad 140 posłów bez doświadczenia politycznego i nieznanych dotąd szerszej opinii publicznej. Pod tym względem partia pozostaje niewiadomą. Péter Magyar deklaruje wprawdzie, że posłowie nie będą „guzikami do głosowania”, lecz rzecznikami swoich lokalnych środowisk. Jednak utrzymanie spójności tak licznej i niedoświadczonej frakcji będzie poważnym wyzwaniem organizacyjnym. Za jej koordynację odpowiadać będzie Andrea Bujdosó, dotychczasowa szefowa frakcji TISZY w samorządzie stolicy.

Przemówienie Magyara. „Odzyskaliśmy Węgry”

To co z Orbanem?

Ktoś mógłby zakrzyknąć, że Orbán pozbywa się immunitetu, a przecież Péter Magyar będzie chciał „wsadzić go za kratki”. Tyle że – realistycznie rzecz biorąc – to wciąż nie wydaje się prawdopodobne. Symboliczne igrzyska ku uciesze wyborców, ale i faktyczne rozliczenia zapewni Krajowy Urząd Odzyskiwania i Ochrony Majątku, który ma niebawem powstać. Według deklaracji polityków TISZY instytucja ta mogłaby rozpocząć działalność już w ciągu pierwszych miesięcy rządów, a kontrole majątkowe obejmować mają okres ostatnich 20 lat.

Być może Orbán immunitetu wcale potrzebować nie będzie, bo schronienia będzie szukał w Stanach Zjednoczonych. Taką informację przynosi dziennikarz śledczy Szabolcs Panyi. Jak udało mu się ustalić, Orbán z całą pewnością spędzi część lata w USA przy okazji Mistrzostw Świata w piłce nożnej (11 czerwca – 19 lipca), jednak Panyi przewiduje, że pobyt ten może trwać znacznie dłużej. Tym bardziej że jego najstarsza córka Ráhel Orbán i zięć István Tiborcz od niespełna roku przebywają w Nowym Jorku – formalnie w związku ze stypendium naukowym Ráhel, które powinno zakończyć się za kilka miesięcy.

Były węgierski ambasador w USA András Simonyi uważa, że Orbán może zostać w Ameryce – w bliskości Trumpa, w którego relacje zainwestował przez lata niezwykle wiele – na dość długo. To scenariusz, który z perspektywy Budapesztu byłby i politycznie wygodny, i bezpieczny.

Co zrobi Magyar?

Na ile realistyczne są zatem plany byłego premiera? To nie jest pewne. TISZA dysponuje bowiem wszelkimi narzędziami konstytucyjnymi, by kształtować państwo wedle własnej wizji, nie wykluczając zmiany nie tylko konstytucji, ale i ordynacji wyborczej. O szczegółach tych planów – podobnie jak o wielu innych kwestiach pierwszoplanowej wagi – wciąż wiadomo niewiele. Magyar deklarował już wcześniej, że wpisze do konstytucji zakaz sprawowania funkcji premiera przez okres dłuższy niż osiem lat, a przepis ten miałby działać z mocą wsteczną, co w praktyce oznacza, że Orbán nie mógłby już nigdy powrócić na urząd.

Zbliża się zaprzysiężenie. Kontrowersje wokół uroczystości

Zbliża się zaprzysiężenie. Kontrowersje wokół uroczystości

W mediach społecznościowych lider TISZY określił Orbána mianem „’odważnego’ ulicznego wojownika”, który „wciąż nie jest zdolny do jednego: wzięcia odpowiedzialności”. Stwierdził przy tym: „Viktor Orbán stał się Ferencem Gyurcsányem Fideszu. Z szefem mafii nie ma mowy o demokratycznej opozycji”. Magyar nawiązał tym samym do postaci skompromitowanego premiera z ramienia lewicowo-liberalnej koalicji MSZP-SZDSZ, który odszedł w niesławie w 2009 r. – niemal trzy lata po tym, jak ujawnione zostały nagrania z zamkniętego spotkania partyjnego, na których przyznał, że w kampanii wyborczej celowo wprowadzał Węgrów w błąd co do stanu finansów publicznych.

Magyar przekazał ponadto, że oligarchowie skupieni wokół Fideszu transferują dziesiątki miliardów forintów do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Stanów Zjednoczonych, Urugwaju oraz innych odległych krajów, a sami również przygotowują się do opuszczenia Węgier.

Nowy skład parlamentu

Węgierski parlament będzie niezwykły: spośród 199 posłów co najmniej 141 nie miało dotąd żadnego doświadczenia politycznego. Będzie to zarazem pierwszy parlament bez samego Viktora Orbána, ale też bez szefa jego koalicyjnej partii KDNP Zsolta Semjéna, który ogłosił rezygnację z mandatu poselskiego. Warto jednak odnotować istotny niuans: Semjén złożył na ręce kierownictwa partii również rezygnację z funkcji przewodniczącego KDNP, lecz Krajowy Zarząd partii jednomyślnie jej nie przyjął.

W ślad za Semjénem mandatów zrzekli się też inni prominentni politycy koalicji: János Látorcai, dotychczasowy wiceprzewodniczący Zgromadzenia Krajowego z ramienia KDNP, oraz Miklós Soltész, sekretarz stanu w odchodzącym rządzie. Nie można wykluczyć, że do inauguracyjnego posiedzenia Zgromadzenia Krajowego lista rezygnujących jeszcze się wydłuży.

Czy Péter Magyar ma chęć mszczenia się? [OPINIA]

Czy Péter Magyar ma chęć mszczenia się? [OPINIA]

Czy Orban przełknął gorzką pigułkę

Orbán nie jest w stanie całościowo pogodzić się z porażką w wyborach. Był jednak gotów na gest, który zawsze będę przypominał: przyznał po upływie zaledwie kilkudziesięciu minut od ogłoszenia pierwszych wyników, że przegrał. To jest coś, czego historia mu nie zapomni: w realiach skrajnej polaryzacji, głębokiej nieufności i nakręconej spirali podejrzeń co do uczciwości wyborów pogratulował Magyarowi.

Nie zmienia to jednak faktu, że nie jest w stanie przyjąć do wiadomości werdyktu wyborców. Fidesz w nowym parlamencie dysponuje de facto słabszym mandatem niż poprzednia opozycja, która i tak była strukturalnie pozbawiona możliwości realnego działania – i to jest bezpośrednia konsekwencja systemu wyborczego zbudowanego przez samego Viktora Orbána.

Mając pełną świadomość własnej niemocy, były premier nie chce jej publicznie okazać. Nie chce mierzenia się z Magyarem 1:1, czego unikał zresztą przez całą kampanię. Ale ustępujący premier jednocześnie podważa demokratyczne reguły, uznając, że „jeśli nie może wygrać, zabiera zabawki”. Rzecz w tym, że choć Fidesz zachowuje znaczący elektorat – ponad 2,4 mln wyborców – to w warunkach większości konstytucyjnej TISZY nie ma żadnej gwarancji powrotu do wielkiej polityki. Jednak aspiracji tych, jak napisałem powyżej, z pewnością nie porzuci.