Leon XIV – co jasno powiedział podczas jednej z ostatnich podróży samolotem między krajami afrykańskimi – nie czuje się politykiem i nie chce nim być. – Nie boję się administracji Trumpa. Będę nadal głośno mówił o przesłaniu Ewangelii, dla którego działa Kościół – podkreślał papież. – Nie jesteśmy politykami, nie patrzymy na politykę zagraniczną z tej samej perspektywy. Ale wierzymy w przesłanie Ewangelii jako budowniczowie pokoju – dodawał, odpowiadając na pytanie o swój konflikt z Donaldem Trumpem, gdy rozmawiał z dziennikarzami podczas lotu do Algierii.

Analogiczne słowa można było usłyszeć w drodze powrotnej, gdy Leon XIV zaznaczał, że „nie może popierać wojny”, ale też wskazywał egzystencjalne, ludzkie powody, dla których nie znajduje usprawiedliwienia dla wojny prowadzonej przez USA i Izrael na Bliskim Wschodzie.

W „Królowej przetrwania” Felicjańska i Jarosińska skoczą sobie do gardeł. „Ona ma SPRANY ŁEB.” Co jeszcze czeka nas w 9. odcinku? (WIDEO)

I nie oznacza to bynajmniej, jak wielokrotnie sugerował Donald Trump, wsparcia dla reżimu w Iranie czy nieświadomości jego zbrodni, a jedynie przypomnienia, że istnieją inne metody osiągania celów politycznych niż wojna, która zawsze pociąga za sobą niewinne ofiary.

Bardzo często, gdy oceniamy pewne sytuacje, od razu pojawia się odpowiedź: trzeba wkroczyć z użyciem przemocy, prowadząc wojnę, atakując. W tym, co widzieliśmy, zginęło wielu niewinnych ludzi. Właśnie przeczytałem list – być może też go widzieliście – od rodzin dzieci, które zginęły pierwszego dnia ataku. Mówią o tym, że stracili swoich synów, córki, dzieci, które zginęły. I mówię: [nie chodzi o to,] czy jest to zmiana reżimu, czy nie jest to zmiana reżimu… Chodzi o to, jak promować wartości, w które wierzymy, bez śmierci tak wielu niewinnych osób”

– mówił papież podczas podróży powrotnej z Afryki do Rzymu.

A zatem potem dodawał: – W obliczu groźby wojny mówię: niech będzie przestrzegane prawo międzynarodowe. Bardzo ważne jest, aby chroniono niewinnych, a w wielu miejscach tak nie było. Mam przy sobie zdjęcie muzułmańskiego chłopca, który podczas mojej wizyty w Libanie czekał tam z tabliczką z napisem: Witaj, Papieżu Leonie!, a potem, w tej ostatniej fazie wojny, został on zabity. Jest wiele takich ludzkich sytuacji i myślę, że musimy umieć myśleć w ten sposób.

I właśnie te słowa Leona XIV doskonale pokazują, co pozostaje w centrum jego zainteresowania, i dlaczego ta perspektywa będzie niezmiennie odmienna od tej, którą prezentują politycy, w tym Donald Trump.

Ale to jasne stanowisko w sprawie wojny nie było bynajmniej jedynym elementem, który świadczył o radykalnej odmienności papieskiego (a to oznacza także katolickiego) i populistycznego, także reprezentowanego przez Donalda Trumpa myślenia politycznego i moralnego.

Niebezpieczna gra antysemityzmem Berkowicza [OPINIA]

Niebezpieczna gra antysemityzmem Berkowicza [OPINIA]

Odmiennie postrzegają Leon XIV i administracja amerykańska (ale podobne myślenie znajdziemy także u części europejskich prawicowych populistów czy zwolenników alt-prawicy) także rolę religii. Alt-prawica uznaje ją za narzędzie sprawowania władzy nad ludźmi, za narzędzie przemocy, które pozwala zachować kontrolę, a Leon XIV, o czym mówił w Algierii, takie rozumienie religii uznaje za niebezpieczne dla niej samej. Polityczne wykorzystanie symboli religijnych przekształca je w „bluźnierczy język przemocy i ucisku”, podkreślał papież. A już w stolicy Gwinei Równikowej uzupełniał, że nie wolno profanować Imienia Boga „przez chęć dominacji, arogancję i dyskryminację; przede wszystkim nie wolno nigdy wzywać Go, by usprawiedliwiać wybory i działania niosące śmierć”.

Tę myśl rozwijał papież także podczas wizyty w Angolii, gdy podkreślał, że nie wolno się godzić nie tylko na przemoc polityczną, ale i na tyranię ducha. – Despoci i tyrani ciała i ducha chcą uczynić dusze biernymi, a namiętności smutnymi, skłonnymi do bezczynności, uległymi i podporządkowanymi władzy. W smutku jesteśmy bowiem zdani na pastwę naszych lęków i naszych koszmarów, szukamy schronienia w fanatyzmie, uległości, medialnym zgiełku, mirażu złota czy w micie tożsamości. Niezadowolenie, poczucie bezsilności i wykorzenienia dzielą nas, zamiast nas łączyć, szerząc klimat obojętności wobec spraw publicznych, pogardę dla nieszczęścia innych i zaprzeczanie wszelkiemu braterstwu – mówił papież.

Watykan kontra Trump. To starcie jest nieuniknione [OPINIA]

Watykan kontra Trump. To starcie jest nieuniknione [OPINIA]

A te słowa są wyraźną polemiką także z pewnymi nurtami myśli alt-prawicowej czy politycznym wykorzystaniem religii jako narzędzia budowania tożsamości i oporu wobec Innego.

Papieskie przesłanie dla Afryki (ale nie tylko, bo te słowa mają wymiar powszechny) nie dotyczyło jednak tylko kwestii religii czy polityki międzynarodowej, ale także powolnego zanikania przestrzeni dialogu w ogóle. Leon XIV od samego początku swojego pontyfikatu mocno podkreśla, że sieci społecznościowe, ich algorytmy i sztuczna inteligencja radykalnie zmieniają nie tylko model komunikacji, ale także polityki i demokracji. I ten temat wrócił także w czasie przemówienia na Katolickim Uniwersytecie Środkowej Afryki.

Kiedy symulacja staje się normą, ludzka zdolność rozeznania ulega atrofii, a nasze więzi społeczne zamykają się w układach autoreferencyjnych, które nie wystawiają nas już na kontakt z rzeczywistością. Żyjemy wówczas jak w bańkach, które są miedzy sobą nieprzenikalne, czujemy się zagrożeni przez każdego, kto jest inny, i odzwyczajamy się od spotkania i dialogu. W ten sposób szerzą się polaryzacja, konflikty, lęki i przemoc. Nie chodzi tu o zwykłe ryzyko popełnienia błędu, lecz o przemianę samej relacji człowieka do prawdy

– mówił papież.

I także te słowa odnieść trzeba do debat, które toczą się w krajach zachodnich, a pośrednio odbierać je można jako polemikę z Donaldem Trumpem. Prezydent USA chętnie korzysta z istnienia baniek informacyjnych, buduje je i wykorzystuje do budowania swojej polityki, a Leon XIV, ujawniając te mechanizmy, pośrednio wchodzi z nim w konflikt i polemikę. Oczywiście nie jest to polemika wprost, a celem papieża nie jest dyskusja polityczna czy osłabianie przekazu administracji amerykańskiej. Spór ten wyrasta z głębokiej odmienności (by nie powiedzieć wprost sprzeczności) wizji ewangelicznej i katolickiej, której nośnikiem jest nauczanie papieskie, od tej, którą za swoją uznają środowiska MAGA (a szerzej alt-prawicowych populistów).

Ono także próbuje odwoływać się do chrześcijaństwa, a nauczanie papieskie demaskuje pozorność tego odwołania. I także z tego wynika wściekłość na papieża, jaką widać w części komunikacji prezydenta Trumpa.

Dla Wirtualnej Polski Tomasz P. Terlikowski