Zbiórka wymyślona przez influencera Łatwoganga na rzecz fundacji Cancer Fighters wstrząsnęła całą Polską. Po zakończeniu dziewięciodniowej transmisji licznik wpłat wciąż rośnie, a suma zebranych środków przekroczyła 280 mln zł.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W akcję zaangażowali się m.in. ludzie kultury i sportu. Wśród nich również żużlowcy. Także w naszym środowisku mówi się o gigantycznym sukcesie influencera. — Zasłużył na Nobla — mówi Marek Cieślak, legendarny trener reprezentacji Polski. — To co się wydarzyło pokazuje, że mamy dobre społeczeństwo. Tylko nieliczny procent taki nie jest. Mobilizacja była przeogromna, ale za tym stał jeden człowiek i ukłony przed nim. W zasadzie, to z kim się nie rozmawiało, to wszyscy mówili o tej zbiórce. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem w swoim życiu — dodaje.
Cieślak: Nie potrzeba wielkich organizacji
Marek Cieślak jest pełen uznania dla bardzo młodych osób, które potrafiły zmobilizować cały kraj. — Ci, którzy to wymyślili, a więc młodzi, nieprawdopodobnie zaangażowani ludzie, pokazali jedno. Jak się okazuje, żeby pomóc, wcale nie potrzeba wielkich organizacji i mechanizmów, aby osiągnąć sukces — liczy się autentyczność działania i dobry pomysł — podkreślił Cieślak.
Legendarny selekcjoner reprezentacji Polski na żużlu zwraca uwagę na prostotę całego przedsięwzięcia. — Pokazali, że z niczego można zrobić coś niezwykłego. To wszystko od początku do końca jest niesamowite — sam pomysł, kawalerka, a ten „spontan” to już w ogóle. Wszystko było takie autentyczne. Jestem dużo starszy od tych osób, a byłem całym sercem z nimi. Zrobili na mnie wielkie wrażenie — powiedział Cieślak.
Marek Cieślak zastanawia się, jaka będzie przyszłość całej akcji. — Ciekawe, czy to jednorazowe przedsięwzięcie, czy drugi raz, gdy coś takiego zostanie ogłoszone, również się uda? Czas pokaże. To, co było, jest wyjątkowe i pokazuje, że ludzie mają otwarte serca, zwłaszcza dla tych, którzy tego najbardziej potrzebują, a więc dzieci. Najbardziej nas, a przynajmniej mnie, boli krzywda dzieci. Gdy choruje ktoś, kto ma swoje lata, to nic w porównaniu z tym, co dotyka najmłodszych. Oby teraz te wielkie pieniądze, które popłynęły z serc wielu zwykłych ludzi, realnie wpłynęły na pomoc chorującym — zakończył Cieślak.