Im bliżej czwartkowego głosowania nad wotum nieufności dla Pauliny Hennig-Kloski i Jolanty Sobierańskiej-Grendy, tym bardziej atmosfera w koalicji robi się nerwowa. Choć w praktyce wyniki głosowania są łatwe do przewidzenia – tzn. ani w jednym, ani w drugim przypadku opozycja nie uzbiera minimalnej liczby 231 głosów (ustawowa większość) – to jednak cała sytuacja, a także wyraźna niechęć Polski 2050 do obrony Pauliny Hennig-Kloski, generuje tarcia, których reperkusje mogą być odczuwalne także po głosowaniach.

– Prawie wszyscy, bo jakieś dwie trzecie naszych posłów, dostali ofertę miejsca na listach wyborczych Koalicji Obywatelskiej, jeśli teraz odejdą z Polski 2050 – skarży się przedstawiciel partii Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. – Zaczęło się na ostatnim posiedzeniu Sejmu. Do naszych ludzi podchodzą koordynatorzy regionalni lub posłowie KO z ich okręgu. Mówią, że zaopiekują się nami, jak wyjdziemy z klubu, zapraszają na listy. Ale nikt tego nie zrobił i nie zrobi, gwarantuję – zastrzega nasz rozmówca.

Porcja obiadowa za mniej niż dychę. Zrób łazanki jak z kuchni babci [PRZEPIS DNIA]

W KO słyszymy jednoznaczne dementi. – Pierwsze o tym słyszę. Nie prowadzimy rozmów z naszymi koalicjantami o miejscach na naszych listach, oczekujemy po prostu lojalności względem całej Koalicji 15 Października – mówi posłanka KO Dorota Łoboda.

Mini-rekonstrukcja?

Z drugiej strony słychać o innej formie rozgrywania mniejszych koalicjantów. Przedstawiciele klubu Centrum (rozłamowców z Polski 2050, której jedną z głównych twarzy jest Paulina Hennig-Kloska) w nieoficjalnych rozmowach chwalą się, że pojawiają się perspektywy na wprowadzenie co najmniej jednego wiceministra z ich nadania.

Nasi rozmówcy z Centrum nie precyzują, o jakie resorty chodzi. Ale jeśli do tego dojdzie, to może okazać się zarzewiem nowego konfliktu w koalicji, gdyż liderka Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz przy każdej możliwej okazji podkreśla, że Centrum nie jest stroną umowy koalicyjnej.

Zresztą, w Polsce 2050 już podejrzewają, gdzie może dojść do próby obsadzenia nowych wiceministrów z Centrum. – Zakładam, że może to być Żaneta Cwalina-Śliwowska do resortu sportu, gdzie Polska 2050 ma ciągle wakat, oraz Ryszard Petru do resortu finansów i gospodarki, bo tam z kolei PSL nie ma nikogo swojego. Jeśli tkną nam choćby jednego wiceministra, oznaczać to będzie zerwanie umowy koalicyjnej. A jeśli chcą nam nominować kolejnych ludzi z Centrum, będziemy oczekiwać rozmowy z premierem – odgraża się polityk Polski 2050.

Choć z drugiej strony sam nie dowierza tym scenariuszom. – Przed rozpadem Polski 2050 rozłamowcy dostali obietnicę od Tuska, że dostaną jedną czwartą naszych miejsc w rządzie. Co z tego wyszło, właśnie widać – wskazuje, choć jednocześnie przyznaje, że być może proces ten dopiero ruszy.

Perturbacje po głosowaniu

Pozytywny wynik głosowania dla Pauliny Hennig-Kloski jest praktycznie przesądzony, ponieważ za jej odwołaniem, oprócz posłów opozycji, musiałoby zagłosować 17 posłów koalicji, co na dziś w zasadzie nie wchodzi w grę. Jednak na dziś wygląda na to, że spora część posłów Polski 2050 może się wstrzymać od głosu. To wprawdzie głos, który faktycznie broni minister, bo zwolennicy jej odwołania muszą uzbierać 231 głosów za wnioskiem, ale może być interpretowany jako żółta kartka dla niej ze strony posłów koalicji. 

Pytanie, jak takie głosowanie zostanie potraktowane przez resztę koalicji. – Wstrzymanie to koalicyjna niesubordynacja. I jest moment, w którym trzeba taką niesubordynację przeciąć. To daje szansę, żeby pozbyć się tych, którzy szkodzą, a szkodzi Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz – mówi stronnik Pauliny Hennig-Kloski. Dodaje, że najwyższa pora, żeby zacząć myśleć o wyborach, a w takim razie nie ma miejsca na tych, co podważają politykę koalicji.  

W podobnym tonie wypowiada się polityk Lewicy. – W umowie koalicyjnej jest zobowiązanie do obrony ministrów, wprawdzie wstrzymanie się od głosu pomoże ją obronić, ale to jednocześnie pokazuje słabość koalicji. Dlatego, jeśli Polska 2050 tak zagłosuje, Tusk powinien usunąć Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz z rządu. Może wtedy zagwarantować, że miejsce to dalej będzie przynależne Polsce 2050, ale już nie jej samej – przekonuje rozmówca z Lewicy.

Taki scenariusz to przepis na koalicyjną katastrofę, przynajmniej tak przekonują w Polsce 2050. – Jeśli tak się stanie, to my wychodzimy z koalicji, nie damy sobie szastać naszą reprezentacją rządową. Tusk już raz testował, by Cienkowską wywalić z rządu, ale usłyszał jasno, że nie ma szans. Cały klub jest za Pełczyńską-Nałęcz, łącznie z Hołownią – przekonuje rozmówca z Polski 2050.

Jednak nasz rozmówca z KO uważa, że taki scenariusz nie zostanie zagrany. – Premier pewnie nie będzie chciał narażać koalicji na naprężenia, ale nie zostawi tego bez odpowiedzi. Zapewne maksymalnie ograniczy jej swobodę w rządzie i będziemy świadkami balansowania między różnymi działaniami wobec szefowej Polski 2050 a granicą, za którą mogliby wyjść z rządu – podkreśla.

Jego zdaniem pozycja szefowej Polski 2050 jest o tyle słaba, że nie ma mandatu poselskiego, więc jej usunięcie z rządu automatycznie bardzo osłabia jej pozycję w partii. – Oni robią bardzo głupio, walcząc w takiej sprawie. Gdyby stawiali na ostrzu noża jakiś swój pomysł – ustawę, a może nawet wyjście z koalicji z budowaniem z kimś czegoś nowego, to mieliby silniejsze karty niż w przypadku stawiania pod znakiem zapytania obrony koalicyjnego ministra – podkreśla nasz rozmówca.

Dodatkowe spotkanie

We wtorek wieczorem rozpoczęło się dodatkowe posiedzenie klubu Polska 2050 z udziałem Pauliny Hennig-Kloski i kierownictwa resortu. Do spotkania doszło w Sejmie, po posiedzeniu komisji środowiska, która opiniowała wniosek o wotum nieufność wobec Hennig-Kloski.

Jak słyszmy, decyzja, że minister klimatu i środowiska przyjedzie jednak na klub Polski 2050 zapadła dziś po południu. Hennig-Kloska nie przyszła na posiedzenie w poniedziałek, tłumacząc się zobowiązaniami zagranicznymi.

O spotkaniu w serwisie X poinformowała też Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.