Hunters PSŻ Poznań świetnie wypadł we wtorkowym spotkaniu Metalkas 2. Ekstraligi przeciwko ZKS Stali Rzeszów. Poznanianie wysoko przegrali dwa pierwsze mecze wyjazdowe, ale na swoim terenie pokazali się już ze znacznie lepszej strony i poprawili humory swoim kibicom, którzy jak dotąd mieli więcej powodów do obaw niż do radości. Tym razem PSŻ zwyciężył 51:39, a jak zauważył menedżer Jacek Kannenberg, mogło być nawet lepiej i bezpieczniej w kontekście rewanżu w Rzeszowie.
– Bardzo nas cieszy ta wygrana, bo po dwóch spotkaniach wyjazdowych, które wyszły nam, jak wyszły, pokazaliśmy, że te mecze, a szczególnie ten w Ostrowie, to był wypadek przy pracy. Osobiście odczuwam mały niedosyt, bo w głowie mam tę sytuację z Nielsem, gdzie najprawdopodobniej pomylił okrążenia. Tak samo defekt Bartka, gdy wypadł mu bezpiecznik, a jechali z Ryanem na 5:1. Jest mały niedosyt, bo w kontekście walki o punkt bonusowy pewnie byliśmy już w bardzo dobrej sytuacji, a tak sprawa wciąż jest otwarta. Pojedziemy do Rzeszowa z nastawieniem, żeby wygrać, a jak będzie, to już czas pokaże – powiedział po spotkaniu menedżer PSŻ-u.
ZOBACZ WIDEO: Zarzucali Paluchowi błąd taktyczny. Trener odpowiedział
Jest czego żałować, bo gospodarze rozkręcali się z każdym kolejnym biegiem, mimo że początek mieli lekko niemrawy. Mało kto przypuszczał po trzech biegach, że ten mecz tak się potoczy, bo wszystko wskazywało na kolejne problemy PSŻ-u, a zakończyło się fajnym rezultatem. Zwłaszcza po tych problemach w Ostrowie i Bydgoszczy. Cieszyć Jacka Kannenberga i Eryka Jóźwiaka może postawa całego zespołu.
– Gdyby nie sytuacje z Nielsem i Bartkiem, to mielibyśmy 54 punkty i to już byłby bardzo dobry rezultat, ale tak naprawdę po tych dwóch wyjazdach przyjmujemy to, co jest. Cieszymy się z tego, kamień spadł z serca całej drużynie. Mnie zresztą też, bo po tych dwóch wyjazdach było nieco nerwowo, ale między innymi cieszę się z postawy Bartka. Dali nam dużo radości i mam nadzieję, że kibice i zarząd są zadowoleni z tego wyniku – przyznał w rozmowie z WP SportoweFakty menedżer PSŻ-u.
Rzadko się zdarza, aby cała drużyna pojechała naprawdę dobre spotkanie. We wtorek każdy dołożył swoją cegiełkę, przez co Jacek Kannenberg miał komfort, na który liczy każdy menedżer, i mógł puścić w biegach nominowanych czy to Kacpra Pludrę, Nielsa Kristiana Iversena, a i swoje powody do jeszcze jednej szansy dał Antoni Mencel. Zadecydowała chłodna głowa Duńczyka, który wraca po kontuzji.
– Miałem małą zagwozdkę co do składu biegów nominowanych, ale rozmawiałem z Nielsem i powiedział, że spokojnie. Już zostawiając na boku dorobek punktowy, to powiedział sam, że czuł po tej kontuzji i przerwie, że mięśnie w rękach miał jeszcze sztywne. Nie było więc dyskusji. Z drugiej strony liczyłem, że ten jeden bieg dodatkowo dla Kacpra zaprocentuje w przyszłości. Niestety przywiózł zero, ale to czwarte pole pod koniec było już bardzo słabe. Bardzo się cieszę jednak, że Kacper pojechał dobre, równe całe zawody. Tak naprawdę dyspozycja całej drużyny cieszy, mimo początkowych problemów Dimitriego czy Nielsa. Wróciliśmy na odpowiednie tory i pokazaliśmy, że przynajmniej na swoim obiekcie powinniśmy być mocni w tym sezonie – zaznaczył Jacek Kannenberg.
To, że Ryan Douglas pojedzie świetnie, można było przypuszczać. Australijczykowi znów mało zabrakło do kompletu. Ale zdecydowanie dużą ulgę poczuli wszyscy, gdy dobrze zaczął spotkanie Bartosz Smektała, a punkty dokładał także Kacper Pludra. Za to w drugiej części zawodów z problemami uporali się Dimitri Berge i Niels Kristian Iversen. Mimo że PSŻ odbył zaledwie trzy sparingi na zmodernizowanym torze, to wyglądał na doskonale spasowanego i wiedzącego, co ma robić.
– Myślę, że po tym, jak pojechała cała drużyna, można uznać, że ten tor im pasował. Staraliśmy się zrobić wszystko z tą samą procedurą co przy niedzielnym treningu, żeby powtórzyć to na meczu. Dało to efekt. Już nawet po próbie toru chłopacy mówili, że jest on zbliżony do treningu. Nie było żadnych informacji, że jest inaczej – zadowolony opowiadał w rozmowie z nami menedżer PSŻ-u.
Kolejna potyczka poznański zespół czeka już w sobotę. Przeciwnikiem będzie wówczas H.Skrzydlewska Orzeł Łódź, czyli kolejny z kandydatów do fazy play-off. PSŻ, podobnie jak w przypadku meczu ze Stalą, musi wygrać, jeśli chce liczyć się w walce o górną czwórkę. Warto jednak zwrócić uwagę, że w sobotę będą zupełnie inne warunki. Konfrontacja rozpocznie się o godzinie 14:00, a do tego ma być zdecydowanie cieplej niż we wtorek, gdy drugą część zawodów jechano już po zmierzchu, przy sztucznym oświetleniu.
– W sobotę będzie nie tylko inna pogoda, ale również inna godzina. Mamy już zaplanowane treningi przed spotkaniem z Łodzią. Nie chciałbym na gorąco wybiegać w przyszłość. Ten mecz również chcemy wygrać, żeby pozostać w grze o fazę play-off – podsumował menedżer PSŻ-u.