W nocy w Kraju Permskim dwukrotnie ogłoszono stan „zagrożenia dronowego”, a mieszkańcy otrzymywali specjalne ostrzeżenia na ekranach telewizorów. Rano w całym mieście nadal wyły syreny.

Kanały w serwisie Telegram publikują zdjęcia i filmy przedstawiające kłęby dymu oraz drony przelatujące nad głowami. Około godz. 7 rano lokalnego czasu na południu miasta słychać było kilka eksplozji.

Ewakuowano studentów Szkoły Naftowej zlokalizowanej w Permskim Okręgu Przemysłowym. Zajęcia na innych uczelniach wyższych są odwoływane lub odbywają się w formie zdalnej.

Ukraińskie kanały w serwisie Telegram twierdzą, że w Permie doszło do kolejnego ataku na stację przesyłową ropy naftowej. Ten sam obiekt został zaatakowany dzień wcześniej. Wówczas niebo nad Permem pokryło się gęstym czarnym dymem, a naoczni świadkowie informowali o „deszczu ropy”, który spadł na miasto.

„Zagrożenie chemiczne”. Władze już zaprzeczają

Część mieszkańców usłyszała rano z megafonów ostrzeżenie o zagrożeniu chemicznym. Komunikat wzywał ich do niewychodzenia na zewnątrz, zamknięcia okien i picia tylko przegotowanej wody.

Następnie Ministerstwo Środowiska Kraju Permskiego przekonywało, że był to test systemu ostrzegania. „Nie ma realnego zagrożenia chemicznego” — przekazali urzędnicy.

Gubernator Kraju Permskiego Dmitrij Machonin potwierdził, że doszło do ataku drona na teren przemysłowy. Z jego komunikatu wynika, że nikt nie odniósł obrażeń, a uszkodzenia są niewielkie. „Życie i zdrowie mieszkańców nie jest zagrożone. Nie ma zagrożenia chemicznego” — dodał.

Machonin przypomniał Rosjanom, że wykonywanie zdjęć i nagrywanie filmów przedstawiających skutki uderzenia drona jest zabronione. „Publikując takie informacje w internecie, pomagasz wrogowi” — ​​napisał.