Prognozy ekonomistów co do tego, ile wyniesie kwietniowa inflacja, wahały się między 2,8 a 3 proc. Według danych GUS wyniosła jednak więcej, bo aż 3,2 proc. To najwyższy wynik od czerwca zeszłego roku.
W górę ceny paliw, energii i żywności
Najbardziej urosły ceny paliw. W skali roku ich wzrost wyniósł aż 8,4 proc. To efekt blokady cieśniny Ormuz i konfliktu w Iranie, który przekłada się na coraz wyższe ceny ropy.
Istotnie wzrosły też ceny energii, które są dziś większe o 4,7 proc. niż przed rokiem i 0,5 proc. wyższe niż jeszcze w marcu.
Z miesiąca na miesiąc spadły za to ceny paliw – prawdopodobnie wskutek wdrożonego przez rząd programu Ceny Paliw Niżej. Za tankowanie płaciliśmy o 1,8 proc. mniej niż miesiąc temu.
„Niestety nie są to dobre informacje” – komentują na gorąco ekonomiści z zespołu analiz banku Pekao.
I dodają: „Powodów zaskoczeń jest kilka: płytszy spadek cen paliw od oczekiwań (tylko -1,8 proc. m/m), mocny skok w górę nośników energii (+0,5 proc, m/m), wzrosła też inflacja bazowa (do 2,9 proc. r/r). Kryzys paliwowy zaczyna coraz bardziej dawać się we znaki. RPP ma powody żeby jastrzębieć”.
O tym, że Rada Polityki Pieniężnej może zaostrzyć swoją retorykę, piszą też m.in. ekonomiści banku ING.
O obniżkach stóp procentowych możemy więc na razie zapomnieć.
Inflacja wyższa niż cel. Wśród ekonomistów pesymizm
Niestety, to nie koniec złych wiadomości. „Wprowadzenie CPN ograniczyło skalę szoku inflacyjnego, ale według nas w dwóch kolejnych miesiącach inflacja może wzrosnąć powyżej 3,5 proc. rok do roku” – czytamy w komentarzu PKO BP.
Nastrojów nie poprawiają też doniesienia z Białego Domu. Według amerykańskich i brytyjskich mediów administracja Donalda Trumpa analizowała w ostatnich dniach scenariusz kolejnego, mocniejszego uderzenia na Iran. I na te doniesienia momentalnie zareagowali inwestorzy.
Cena ropy Berent osiągnęła dziś poziom 122,98 dolarów za baryłkę, co jest najwyższym wynikiem od momentu rozpoczęcia amerykańsko-izraelskiej wojny z Iranem.
To wiadomość zła o tyle, że wyższe ceny ropy szybko przekładają się na wyższe ceny innych produktów. Ropa, nazywana smarem gospodarki, przekłada się bowiem na ceny transportu towarów. Gdy one rosną płacimy za to my, konsumenci.