Po zwycięstwie TISZY w wyborach parlamentarnych na Węgrzech zaczęto szerzej analizować możliwe scenariusze dotyczące przyszłości Zbigniewa Ziobry i jego sytuacji prawnej. Wniosek o wydanie europejskiego nakazu aresztowania trafił do sądu na początku lutego, jednak do dziś nie wyznaczono terminu posiedzenia, które miałoby go rozpoznać. Obrona polityka złożyła jednocześnie wniosek o wstrzymanie postępowania do czasu rozpatrzenia zażalenia na zastosowanie aresztu.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Sprawa Zbigniewa Ziobry. Prawnik ocenia działania obrony polityka PiS

Jak relacjonuje rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie ds. karnych sędzia Anna Ptaszek, pod koniec marca zapadła decyzja o odmowie zawieszenia postępowania. Stronom przysługuje jednak zażalenie. Takie pismo zostało złożone, lecz bez wymaganego podpisu. Sąd wezwał pełnomocnika polityka PiS do usunięcia braku formalnego w ciągu siedmiu dni, jednak — jak wynika z informacji — korespondencja nie została dotąd odebrana. Termin mija w czwartek 30 kwietnia.

Zobacz: Awans „łowczyni szpiegów”. Były szef Agencji Wywiadu zaskoczył opinią

Do sytuacji odniósł się w „Fakcie” mec. Dominik Pindor. — Sprawa ENA wobec Zbigniewa Ziobry dostarcza kilku sygnałów, które trudno zignorować, a które układają się w spójny obraz taktyki obliczonej na maksymalne wydłużenie postępowania. Brak podpisu pod pismem procesowym to uchybienie tak elementarne, że żaden doświadczony adwokat nie popełnia go przez nieuwagę — kancelarie adwokackie śledzą korespondencję sądową na bieżąco, a terminy wyznaczone przez sąd są traktowane priorytetowo — mówi prawnik.

Podkreśla, że „niepodjęcie wezwania do uzupełnienia braku formalnego w ciągu tygodnia jest zatem działaniem świadomym i celowym, a jego jedynym praktycznym skutkiem jest opóźnienie biegu sprawy”. Zaznacza jednocześnie, że korzystanie z instrumentów procesowych samo w sobie jest prawem strony i elementem systemu, jednak „problem pojawia się wtedy, gdy służą one wyłącznie przewlekaniu sprawy, a nie obronie merytorycznej”.

W ocenie mecenasa „sekwencja zdarzeń — wniosek o zawieszenie, jego odmowa, zażalenie bez podpisu i brak reakcji na wezwanie sądu — wskazuje na próbę maksymalnego rozciągnięcia postępowania w czasie”.

To, co formalnie mieści się w granicach prawa, w swojej istocie zmierza do jego obejścia

— słyszymy.

Pindor zwraca też uwagę na kontekst polityczny. — TISZA po zwycięstwie domknęła „okno azylowe”, z którego korzystali politycy PiS. Obrona z całą pewnością ma pełną świadomość tej zmiany i rozumie, że każdy tydzień zyskany w postępowaniu to tydzień na zaplanowanie nowych kroków — prawnych, politycznych lub faktycznych. Z czysto taktycznej perspektywy takie działanie jest racjonalne, choć etycznie głęboko wątpliwe, bo korzysta z instrumentów państwa prawa po to, by to samo państwo prawa sparaliżować — mówi prawnik.

Dodaje, że „sąd dysponuje narzędziami, by temu przeciwdziałać”. — Konsekwentne stosowanie przepisów o skutkach nieuzupełnienia braków formalnych jest jednym z nich, a upływ terminu 30 kwietnia będzie pierwszym testem tej determinacji. Sprawa liczy sześć tysięcy tomów i obiektywnie wymaga czasu, co obrona może zawsze przywoływać jako argument. Tym ważniejsze jest, by sąd nie pozwolił mnożyć opóźnień tam, gdzie są one ewidentnie sztuczne — ocenia mec. Dominik Pindor.

Rafał Bochenek przyłapany na przejściu. Przeprosił i pokazał inne nagranie

Polska 2050 zdecydowała w sprawie Hennig-Kloski. Tak zagłosują

Wszedłem tam, gdzie powstaje nowy system zwiadowczy. Kulisy polskiego drona