Jakie są przyczyny uzależnienia Polski od leków z Azji.
Dlaczego Chiny zdominowały globalny rynek leków generycznych.
Czy Polska powinna inwestować w rozwój krajowej produkcji leków.
Co robimy, by zapewnić dostępność leków w sytuacjach kryzysowych.
Za kraj suwerenny lekowo uznaje się państwo, które posiada zdolności do wyprodukowania przynajmniej niektórych leków tak, by zagwarantować podstawową formę leczenia większości chorób populacyjnych. Czy Polska jest takim krajem?
Na pewno trudno mówić w naszym przypadku o suwerenności lekowej.
Dlaczego? Jak walczyć z tym, że jesteśmy w dużym stopniu uzależnieni od tego, że API, czyli substancje, które są wykorzystywane do produkcji leków, sprowadzamy w dużej mierze z krajów azjatyckich, zwłaszcza Indii i Chin?
Przede wszystkim od wielu lat priorytetem była cena. Globalizacja spowodowała, że naszym naturalnym kierunkiem przy obniżaniu cen, a co za tym idzie, w zwiększaniu dostępności ekonomicznej do leków, było to, że szukaliśmy tańszych dostawców półproduktów. Jeszcze 25 lat temu Europa odpowiadała globalnie za produkcje 50 proc. API. Teraz jest to poziom niespełna 25 proc., a mówimy o zmianach w obrębie zaledwie dwóch dekad.
Skąd wziął się taki postęp w tym sektorze ze strony państw azjatyckich?
Obecna strategia rozwoju branży farmaceutycznej w Chinach miała swój początek na Kongresie Ludowym w 1992 roku. Kraj, który w latach 70. i nawet 80. cierpiał na ogromne niedobory leków, uznał, że należy bardzo inwestować w ten sektor. W latach 90. Chiny wprowadziły strategię „wzrostu za wszelką cenę”, która polegała na zwiększeniu podaży leków, przy jednoczesnym pobudzeniu lokalnej gospodarki. Efektem tej polityki był gwałtowny wzrost wydajności w produkcji powszechnie stosowanych substancji. To spowodowało, że w ciągu zaledwie 20 lat chińskie fabryki zdominowały sektor leków generycznych.
Czyli tańszych odpowiedników oryginalnych leków zawierających tę samą substancję czynną, co pierwowzór, w tej samej dawce i postaci.
Dokładnie. Chiny stały się niekwestionowaną potęgą w produkcji API, kontrolując około 80% globalnego łańcucha dostaw generycznych API. Ta dominacja jest wynikiem przewagi w masowej produkcji, wysokiej efektywności kosztowej i długoterminowego wsparcia państwowego. Co istotne, od 2015 roku po ugruntowaniu pozycji w segmencie leków generycznych zaczęto inwestować także w leki innowacyjne. Udział Chin w globalnym rozwoju leków wzrósł z zaledwie 3% w 2013 roku do 28% w 2023 roku.
Chodzi o środki stosowane m.in. w terapiach onkologicznych?
Tak, gdyż jest to jedna z najbardziej rozwijających się gałęzi farmakologii. Wzrost innowacyjności został wsparty przez dynamiczny rozwój kapitału ludzkiego. Zrozumiano też, że ten sektor wymaga zaufania globalnego i efektywności. W związku z tym rozpoczęto rewolucyjną reformę systemu przeglądu i zatwierdzania leków.
Europa przespała okres, w którym Chiny się rozwijały?
Trochę tak. Plan zakładał obniżanie cen, by zwiększyć dostępność terapii, co zrealizowało się kosztem produkcji własnej oraz doprowadziło do uzależnieni od rynków azjatyckich.
Ile lat potrzeba, by nadrobić ten czas i żebyśmy jako Polska czy Europa stali się bardziej suwerenni w tym obszarze?
Gdyby szły za tym ogromne inwestycje, to niezależność lekową moglibyśmy odzyskać w bardzo krótkim czasie. Mamy potrzebną infrastrukturę, potencjał intelektualny i dostęp do nowoczesnych rozwiązań. Nie zapominajmy, że aktualnie w przypadku leków innowacyjnych prawie 70 proc. API do ich produkcji powstaje na naszym kontynencie. W tym obszarze dominujemy. Natomiast jeśli chodzi o sektor generyczny proporcje są zupełnie inne, co dobitnie pokazuje, że tę niezależność faktycznie tracimy.
Czyli bez problemu moglibyśmy ją odzyskać, ale wszystko rozchodzi się o pieniądze?
Jeśli ten sam lek lub jego produkcja na rynkach azjatyckich niejednokrotnie kosztuje nawet o 50 proc. mniej, to w tym momencie moglibyśmy zapytać: czy nasi pacjenci byliby w stanie płacić nawet kilkadziesiąt procent więcej za leki?
Większości raczej nie.
Dokładnie, a warto też podkreślić, że wyższe ceny leków w sposób istotny zmniejszyłyby dostępność ekonomiczną pacjentów do leków, co w dość krótkiej perspektywie pogorszyłoby ich sytuacje zdrowotną. Jako kraje europejskie musimy podjąć zobowiązanie, by utrzymać i rozbudować zdolności produkcyjne. To się stopniowo dzieje, ale żeby to robić mądrze, nie możemy ze sobą konkurować, tylko współdziałać, by nie rozdrobnić naszego potencjału, który mimo wszystko dalej jest na wysokim poziomie.
Czy Polska ma zapas leków na wypadek wybuchu wojny i prowadzenia działań militarnych na naszym terytorium?
Mamy zapas leków, ale pamiętajmy, że w sytuacji ekstremalnej – a do takich zaliczają się działania wojenne – tylko odpowiednia reglamentacja spowoduje, że okaże się on wystarczający. Przed wojną w Ukrainie krajowa produkcja leków gotowych zabezpieczała ok. 70% wszystkich leków sprzedawanych w aptekach. Mimo to w pierwszej fazie pełnoskalowej wojny zapasy leków krytycznych spadły do poziomu wystarczającego na mniej niż 10 dni. Sytuacja, w której dochodzi do konfliktu zbrojnego czy jakiegokolwiek innego zagrożenia, powoduje, że zapasy radykalnie topnieją.

Fot. Główny Inspektor Farmeceutyczny Łukasz Pietrzak podczas EKG w Katowicach
Mamy mechanizmy, z których możemy skorzystać, by racjonalizować politykę lekową. Ministerstwo Zdrowia przewiduje takie scenariusze i tworzone są określone procedury. W końcu należy pamiętać, że jesteśmy krajem przyfrontowym. Ale musimy też przewidywać sytuacje, które niekoniecznie będą związane bezpośrednio z wojną, np. przerwanie łańcuchów dostaw z powodu sytuacji geopolitycznych, kryzysów, czy chociażby lokalnych klęsk żywiołowych.
Np. powodzie, które we wrześniu 2024 roku nawiedziły południe Polski.
Chociażby. Ale też np. to, co jakiś czas temu miało miejsce na Półwyspie Iberyjskim, czyli wielodniowe problemy z dostawami prądu. Musimy wiedzieć, jak w takiej sytuacji wydawać leki, zwłaszcza, że przy pełnej informatyzacji recept i systemów aptecznych, brak energii elektrycznej i internetu może zwyczajnie sparaliżować system dystrybucji leków. Rozważamy możliwe scenariusze, aby przygotować system tak, aby był on jak najbardziej odporny.
Jesteśmy sąsiadem kraju, w którym od kilku lat trwa wojna. Musieliśmy zmierzyć się choćby z potrzebą udzielenia szeroko rozumianej pomocy humanitarnej. Duża liczba uchodźców, którzy trafili do Polski w tym okresie, zwiększyła nasze zapotrzebowanie lekowe. Dzięki odpowiedniej, racjonalnej polityce udało się nad tym wszystkim zapanować.
Jesteśmy ponad 37-milionowym krajem, więc należy także uwzględnić, że w przypadku potencjalnego ataku z jednego dominującego kierunku może dojść do przemieszczania się ludności cywilnej. Dlatego projektując odpowiednie rozwiązania musimy wzmacniać infrastrukturę tak, aby była odporna na ewentualny nagły wzrost wynikający z masowych migracji.
Czy możliwa jest sytuacja, w której w aptekach brakuje leków, bo są np. zabezpieczane dla wojska?
System zaopatrzenia wojska jest zupełnie inny niż w przypadku ludności cywilnej. Aktualna sytuacja w zakresie dostępności leków dla pacjentów jest jedną z najlepszych jaką obserwujemy od lat. W ramach ministerstwa funkcjonuje zespół ds. przeciwdziałania niedoborowi leków i naprawdę zarówno z perspektywy środowiska medycznego, jak i rynku widzimy, że sytuacja się poprawia. Nie chcemy być jako państwo zaskakiwani tego typu problemami, bo mogą mieć one negatywne skutki dla społeczeństwa. Przerabialiśmy to w trakcie pandemii i na początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie.
Dlatego resort zdrowia podejmuje szereg aktywności, żeby przeciwdziałać tego typu zjawiskom. Aktualne zapasy zgromadzone w ramach normalnego funkcjonowania hurtowni, producentów, jak i aptek zabezpieczają nas na wiele miesięcy.
A sytuacje ekstremalne?
Tu zawsze istnieje możliwość uruchomienia procedury reglamentacji. Uczymy się na podstawie ostatnich konfliktów oraz sytuacji kryzysowych, tak aby odpowiednio temu zaradzić. W ostatnich latach wskutek pandemii czy wojny za wschodnią granicą rynek leków był mocno eksploatowany, dlatego mogło powstać subiektywne wrażenie, że czasem tych leków brakuje. Niemniej jako państwo mamy mechanizmy, by temu przeciwdziałać.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET