W ostatnich latach przyzwyczailiśmy się już do tego, że działacze Głównej Komisji Sportu Żużlowego nieustannie pracują nad tym, żeby z najbardziej prestiżowej imprezy na krajowym podwórku zrobić trzeciorzędny turniej, kompletnie pozbawiony znaczenia.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
A to dla większych zysków z telewizji zamienili jednodniowe finały w cykl. A to słynną czapkę Kadyrowa odesłali do muzeum, bo budziła u nich dziwne polityczne skojarzenia. W tym roku postanowili jednak przejść samych siebie i przyznać dwóm zawodnikom awans do finału z urzędu, już w połowie eliminacji.
W ten sposób postanowili ukryć własną niekompetencję, że IMP Challenge wyznaczyli na 1 maja, czyli rezerwową datę dla 4. kolejki PGE Ekstraligi. Nie przewidzieli, że jakiś mecz zostanie przełożony na ten termin, więc gdy okazało się, że Przemysław Pawlicki i Jakub Miśkowiak nie będą się mogli rozdwoić, bo czeka ich dziś wieczorem (godz. 18:00) rywalizacja w meczu Stalmet Falubazu Zielona Góra z Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa, to wręczyli im awans do finałów z urzędu.
Zmienili też regulamin w zakresie miejsc premiowanych awansem. Nie ośmiu, a siedmiu najlepszych awansuje dziś z Świętochłowic do finałowego cyklu. GKSŻ z przewodniczącym Ireneuszem Igielskim na czele postanowił bowiem ósme miejsce premiowane awansem zamienić w „dziką kartę”, którą sam wręczy według własnego uznania.
GKSŻ zapomniał o Szostaku?
W normalnym kraju, w prawidłowo funkcjonującej dyscyplinie sportowej, honorowi działacze w takiej sytuacji podaliby się do dymisji albo przynajmniej publicznie wytłumaczyli się z tej „szopki”, ale GKSŻ milczy. Ba, nawet nie wydał nowego komunikatu o zmianie pierwszego rezerwowego. Jest nim nadal zawodnik częstochowskiego Włókniarza, Sebastian Szostak, który oczywiście dziś do Świętochłowic się nie wybiera, bo jedzie z drużyną do Zielonej Góry.
Symboliczna czerwona kartka dla panów działaczy to mało!
Miejmy nadzieję, że prestiż ośmieszonym mistrzostwom Polski przywrócą sami zawodnicy, bo walka o siedem premiowanych awansem miejsc zapowiada się niezwykle ciekawie. Faworytami są: Piotr Pawlicki, Maciej Janowski, Szymon Woźniak i Mateusz Cierniak, ale chrapkę na awans mają też uznawani za ligowych średniaków: Jakub Jamróg, Tobiasz Musielak, Bartłomiej Kowalski czy Krzysztof Buczkowski. A jednym i drugim szyki pokrzyżować mogą „młodzi gniewni”: Maksymilian Pawełczak, Bartosz Bańbor czy Kevin Małkiewicz.
IMP CHALLENGE (Świętochłowice):
Piątek (1 maja, godz. 15.00), transmisja TVP Sport
1
Maciej Janowski (Betard Sparta Wrocław)
2
Tobiasz Musielak (Cellfast Wilki Krosno)
3
Mateusz Cierniak (Orlen Oil Motor Lublin)
4
Kacper Łobodziński (Speedway Kraków)
5
Bartłomiej Kowalski (Betard Sparta Wrocław)
6
Maksymilian Pawełczak (Abramczyk Polonia Bydgoszcz)
7
Jakub Jamróg (Innpro ROW Rybnik)
8
Szymon Woźniak (Abramczyk Polonia Bydgoszcz)
9
Bartosz Jaworski (Orlen Oil Motor Lublin)
10
Piotr Pawlicki (Fogo Unia Leszno)
11
Radosław Kowalski (Cellfast Wilki Krosno)
12
Kevin Małkiewicz (BayerSystem GKM Grudziądz)
13
Norbert Krakowiak (Ultrapur Omega Gniezno)
14
Bartosz Bańbor (Orlen Oil Motor Lublin)
15
Antoni Mencel (Hunters PSŻ Poznań)
16
Krzysztof Buczkowski (Abramczyk Polonia Bydgoszcz)
17
Sebastian Szostak (Krono-Plast Włókniarz Częstochowa) — rezerwowy
18
Robert Chmiel (Cellfast Wilki Krosno) — rezerwowy