Kanclerz Niemiec Friedrich Merz od miesięcy balansował na cienkiej granicy w swoich relacjach z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Wygląda na to, że ostatnio stracił równowagę.

Merz posunął się dalej niż większość europejskich przywódców, aby pozostać w łaskach Trumpa, uznając za strategiczną konieczność utrzymywanie bliskich stosunków z amerykańskim przywódcą znanym z mściwości. Pod wpływem rosnącej presji politycznej w kraju zaostrzył jednak krytykę Trumpa i jego wojny w Iranie — obie te kwestie są mocno niepopularne w Niemczech. I naprawdę rozdrażnił prezydenta USA.

Merz powiedział, że USA zostały upokorzone przez irański reżim. Trump ostro zareagował na te słowa — na platformie Truth Social przypuścił atak na kanclerza i zagroził koszmarnym dla Niemiec scenariuszem — wycofaniem wojsk amerykańskich z tego kraju.

Merz próbował zbagatelizować tę sprzeczkę i zachowywał się tak, jakby nic się nie stało — w czwartek na niemieckim poligonie wojskowym powiedział, że w najważniejszych relacjach strategicznych Berlina wszystko jest w porządku.

— Przeprowadzamy te działania zarówno tutaj, jak i w innych strategicznie ważnych lokalizacjach w Niemczech, ramię w ramię ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki i naszymi sojusznikami z NATO w ramach całego sojuszu — powiedział Merz po obejrzeniu ćwiczeń wojskowych. Dodał, że Berlin wzmacnia swoje siły zbrojne „dla wspólnej korzyści i pogłębienia transatlantyckich więzi”.

Merz prawdopodobnie liczył na to, że sprawa ucichnie, a Trump ostatecznie wycofa się ze swoich gróźb zgodnie z zasadą „TACO” ukutą na Wall Street: Trump Always Chickens Out (Trump zawsze się wycofuje).

W końcu prezydent USA groził też Wielkiej Brytanii zerwaniem umowy handlowej z powodu krytyki wyrażonej przez brytyjskiego premiera Keira Starmera wobec wojny z Iranem. Zapowiedział też nałożenie embargo na Hiszpanię w związku z jeszcze ostrzejszą krytyką wyrżoną przez premiera tego kraju Pedro Sancheza. W żadnym z tych przypadków Trump nie dotrzymał słowa. Nadal jest jednak wściekły na Merza.

O krok za daleko

„Kanclerz Niemiec powinien poświęcić więcej czasu na zakończenie wojny z Rosją/Ukrainą (gdzie był całkowicie nieskuteczny!) oraz naprawę swojego zrujnowanego kraju, zwłaszcza w kwestiach imigracji i energii, a mniej czasu na wtrącanie się w sprawy tych, którzy eliminują irańskie zagrożenie nuklearne, czyniąc w ten sposób świat, w tym Niemcy, bezpieczniejszym miejscem!” — napisał Trump na Truth Social wkrótce po komentarzach Merza na temat więzi transatlantyckich.

To dość radykalna zmiana, zważywszy na serdeczność, jaką do tej pory darzyli się przywódcy. Wcześniej Trump chwalił rząd Merza za politykę imigracyjną i energetyczną, a podczas marcowego spotkania w Gabinecie Owalnym nazwał kanclerza „przyjacielem”, który wykonuje „naprawdę świetną robotę”.

Strategia Merza polegała na unikaniu publicznej konfrontacji z Trumpem — pomimo głębokich rozbieżności w różnych kwestiach, od Ukrainy po handel. Miało to pomóc utrzymać przyjazne stosunki i wystarczającą siłę przebicia, która pozwoliłaby prywatnie skłonić prezydenta do przyjęcia stanowiska Niemiec.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Takie podejście jest charakterystyczne dla szerszej niemieckiej strategii postępowania z administracją Trumpa i słabnącymi stosunkami transatlantyckimi. Nawet jeśli niemieccy przywódcy dążą do szybkiego zmniejszenia zależności militarnej i gospodarczej swojego kraju od Stanów Zjednoczonych, wierzą w to, że przez wiele kolejnych lat będą nadal polegać na potędze tego kraju — w tym na amerykańskim odstraszaniu nuklearnym i wymianie informacji wywiadowczych. Dlatego pomimo fundamentalnych rozbieżności Merz starał się utrzymać stosunki w jak największym stopniu.

Od czasu do czasu, czy to z powodu frustracji spowodowanej skutkami działań Trumpa — takimi jak poważne konsekwencje gospodarcze wojny z Iranem dla Niemiec — czy też z powodu kosztów politycznych związanych z utrzymywaniem dobrych stosunków z głęboko niepopularnym prezydentem, Merz reagował ostro.

Mówiąc, że administracja Trumpa została „upokorzona” przez Irańczyków, prawdopodobnie posunął się jednak za daleko — ryzykując zerwanie stosunków z prezydentem znanym ze swojej mściwości.

Naprawianie szkód

Chociaż stawka dla Niemiec jest niezwykle wysoka, przywódcy tego kraju są stosunkowo optymistyczni — twierdzą, że Stany Zjednoczone potrzebują obecności wojskowej w Niemczech do prowadzenia własnych operacji. Wielu z nich twierdzi, że pomimo ataków Trumpa na Merza współpraca wojskowa w terenie pozostaje ścisła i głęboko zintegrowana, a szybkie wycofanie się Amerykanów z Niemiec jest nierealne.

— To nie pierwszy raz, kiedy mamy do czynienia z takimi zagrożeniami — mówi Christoph Schmid, czołowy ustawodawca ds. polityki obronnej z ramienia centrolewicowych partnerów koalicyjnych Merza w Socjaldemokratycznej Partii Niemiec. — Wycofanie się [Amerykanów] w perspektywie krótkoterminowej jest po prostu niewykonalne. A w perspektywie średnio- i długoterminowej osłabiłoby zdolności operacyjne amerykańskich sił zbrojnych na całym świecie.

Podczas swojej pierwszej kadencji Trump ogłosił plany wycofania 9500 amerykańskich żołnierzy z baz w Niemczech. Miał jednak przed sobą wówczas mniej niż rok prezydentury i zabrakło mu czasu na realizację tych planów. Jego następca, Joe Biden, podjął działania mające na celu powstrzymanie tej inicjatywy.

Trump ma teraz trzy lata na realizację ewentualnego nowego planu wycofania wojsk. Dla Merza większym zagrożeniem może być jednak utrata wpływu na Trumpa, zwłaszcza w kwestii wsparcia dla Ukrainy. Wydaje się zdecydowany podjąć działania, by odzyskać przychylność Trumpa.

— Moim zdaniem osobiste relacje między prezydentem Stanów Zjednoczonych a mną pozostają tak dobre jak zawsze — powiedział.