Pierwsze ciepłe dni przyciągają nad Mewią Łachę turystów spragnionych natury i słońca. Niestety to, co dla ludzi jest relaksem, dla ptaków bywa walką o przetrwanie. Coraz częściej dochodzi do sytuacji, w których turyści nieświadomie niszczą lęgowiska i płoszą dzikie zwierzęta. O ochronie przyrody na tym terenie porozmawialiśmy ze straznikiem rezerwatu.
tak, bywam tam regularnie
8%
tak, czasami podjadę tam na spacer
31%
nie, ale chcę się tam wybrać
16%
nie i nie myslałe(a)m o tym
20%
Wiosna pogodowo może dotąd nie rozpieszczała, jednak na przełomie kwietnia i maja wreszcie doświadczamy nieco cieplejszej aury, zamówionej w końcu na długi weekend. Słoneczne dni zachęcają do dłuższych spacerów i odkrywania przyrody. Coraz częściej mieszkańcy próbują zaznać spokoju w okolicach rezerwatu Mewia Łacha. Problem w tym, że niekiedy dzieje się to kosztem żyjących tam ptaków.
– Mamy dużo takich sytuacji, posiłkujemy się też zresztą nagraniami. Mówię o osobach, które schodzą ze ścieżek i idą w głąb rezerwatu, ale także o osobach, które na skuterach podpływają do łachy z fokami. Niektórzy podpływają na kajakach i wychodzą na łachę, gdzie odbywają się lęgi ptaków. Mówię też o osobach uprawiających kitesurfing, które zaczęły się pojawiać w rezerwacie Mewia Łacha i wychodzić na zamknięte dla ludzi łachy, płosząc przy tym tysiące ptaków. W zeszłym roku już kilku „kajciarzy” otrzymało z tego tytułu mandaty – wylicza Dorota Sawicka, która jest strażnikiem rezerwatu z ramienia Grupy Badawczej Ptaków Wodnych KULING.
Jak poruszać się po tej części Wyspy Sobieszewskiej?
Okolice Mewiej Łachy stają się coraz bardziej popularnym wyborem rekreacji. Nic zresztą dziwnego – to miejsce, w którym czas płynie wolniej i możemy bezpośrednio obcować z naturą. Realizując materiał, w krótkim czasie mogliśmy podziwiać śpiewy szeregu ptaków, w tym zięb czy 3 gatunków dzięciołów (dzięciołek, dzięcioł duży, dzięcioł czarny). Warto jednak przygotować się do wyprawy, biorąc pod uwagę interesy mieszkańców tego miejsca.
– Do rezerwatu prowadzą dwie ścieżki. Jedna wzdłuż Wisły po kamieniach i druga prosto przez las, na końcu której wychodzimy na plażę przy wyjściu nr 2. Zawsze warto posiłkować się mapami – jedna z nich znajduje się przy wieży widokowej, druga przy stacji Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa Brzegowa – tłumaczy Dorota Sawicka.
Warto pamiętać, że trasa dla turystów jest oznaczona na czerwono.
– Nie ma czegoś takiego jak żółty szlak, co jest częstą pomyłką. Tak jest zaznaczona granica rezerwatu. Trasa czerwona to ścieżka edukacyjna, która pozwala zrobić pętlę – dodaje Dorota Sawicka.

O krok od domknięcia mierzei na Mewiej Łasze. Ryzyko wejścia na teren lęgowy

Ochrona ptaków o skali europejskiej
Rezerwat Mewia łacha składa się z dwóch części – mniejszej – lewobrzeżnej na obszarze Wyspy Sobieszewskiej oraz większej po prawej stronie Przekopu Wisły. Łącznie ochronie podlega przeszło 150 hektarów.
– Rezerwat został powołany w celu ochrony unikalnego w skali europejskiej miejsca lęgów i odpoczynku wędrownych i zimujących ptaków oraz wyjątkowego na naszym wybrzeżu krajobrazu stożka ujściowego Wisły. Piaszczyste łachy i plaże „Mewiej Łachy” stwarzają ptakom doskonałe warunki do zakładania gniazd, wyprowadzania lęgów, do odpoczynku i żerowania podczas wędrówek i zimowania Jest to ważne miejsce ochrony ptaków w skali europejskiej. Mieliśmy tu do niedawna jedyną w Polsce kolonię rybitwy czubatej. Tutaj odbywa się lęg sieweczki obrożnej, która jest zagrożona wyginięciem – podkreśla strażnik rezerwatu.
To właśnie dzięki ograniczonemu dostępowi dla turystów i ścisłej ochronie, Mewia Łacha cały czas zachowuje swój naturalny charakter.
– Mówimy o ptakach, które zakładają gniazda na piasku, dlatego apelujemy o nieschodzenie ze szlaków – dodaje Dorota Sawicka. – W okolicy wyjście nr 2 znajduje się płot i od tego miejsca, aż do wieży i dalej do Wisły część plażowa rezerwatu jest zamknięta. To właśnie w tym miejscu gniazdują sieweczki, a pisklaki mogą sobie biegać po piasku. Ten teren musi pozostać bezpieczny dla ptaków – podkreśla.
Warto zwrócić uwagę, że nawet jeśli – z powodu działania wody czy wiatru – płot ulega przesunięciu, nie upoważnia to do wchodzenia na teren rezerwatu.
Mandat do 500 zł
Łamanie przepisów może skutkować mandatem w wysokości 500 zł, o czym przypominają na miejscu strażnicy rezerwatu, którzy stale monitorują te okolice. Na miejscu są również zainstalowane kamery.
– Nasza praca jest zróżnicowana, a reakcja odpowiednia do sytuacji. Najczęściej staramy się edukować, pokazując ptaki i foki przez lunetę. Informujemy, ale i wypraszamy jeśli jest taka potrzeba. Natomiast dochodzi do różnych sytuacji: bywają i tacy, którzy są agresywni, ale również ci bardziej gapowaci. Są turyści, którzy widzą znaki, ale je ignorują. Staramy wytłumaczyć co wolno, a czego nie wolno – wskazuje Dorota Sawicka. – Zawsze warto sprawdzić najpierw teren na mapach, gdzie się wchodzi, czy to obszar chroniony czy nie i jakie panują w nim zasady, zanim się tam wejdzie – dodaje.