Sanah na stadionie 2026

Jako pierwsza polska artystka w historii wyprzedała kilka lat temu koncert na Stadionie Narodowym w Warszawie. Później kolejne w dużych polskich miastach, w tym także w Gdańsku. Teraz wraca po raz drugi z trasą stadionową i robi to samo. Sanah wystąpiła wczoraj na Polsat Plus Arenie Gdańsk, ściągając na gdańską Letnicę prawdziwe tłumy fanów i dając ponad trzygodzinny show.

Użytkownicy naszej aplikacji zostali już o tym powiadomieni
Pobierz aplikację:
Android
iPhone

Tłumy fanów w Letnicy

to zależy od tego, kto gra
43%

wolę duże koncerty w plenerze
7%

wolę koncerty klubowe
26%

Od początku było wiadomo, że to będzie wydarzenie, które ściągnie olbrzymią rzeszę fanów. I tak się stało. Pisaliśmy o tym, Jak dojechać na koncert Sanah? Organizacja ruchu i zmiany w komunikacji. Organizacja wokół stadionu spowodowała spore zamieszanie i utrudnienia zwłaszcza dla osób, które zwykle korzystają z trasy pod tunelem i okolic.

Niestety wyglądało na to, że mimo ostrzeżeń organizatorów, żeby nie korzystać z samochodów, wiele osób wybrało ten środek transportu, porzucając swój pojazd gdzieś po drodze – tam, gdzie akurat był wolny „kawałek” chodnika, trawnika lub inne miejsce, niekoniecznie nadające się do parkowania. Wielu kierowców stało w korku do objazdu. Powody do zadowolenia mieli z kolei ci, którzy zjeżdżali do Letnicy komunikacją miejską.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Dobra organizacja stadionowa

Wejście na teren stadionu szło sprawnie, a kilka wejść z różnych stron i dobra organizacja (widoczne oznakowanie, duża liczba obsługi) powodowało, że nie robiły się duże zatory. Już na kilka godzin przed koncertem okolice Polsat Plus Areny zaczęły się zapełniać, a na godzinę przed było bardzo tłoczno – fanów i fanki młodej wokalistki można było rozpoznać z daleka po kolorowych wiankach na głowach, a czasem i zwiewnych sukienkach. Wszystko wyglądało bardziej na jakiś festiwal niż występ jednej artystki, szczególnie że tego dnia akurat dopisała pogoda i zrobiło się naprawdę ciepło.

Mimo że organizatorzy zadbali o dodatkowe toalety i ustawiono toi-toie na zewnątrz, to w środku ustawiały się ogromne kolejki zarówno do wc, jak i do gastronomii (wiele pań decydowało się skorzystać z pustawych ubikacji męskich), podobnie jak do sklepiku Sanah i strefy fana, które dostępne były przed wejściem i cieszyły się bardzo dużym zainteresowaniem.

Show dla wielu tysięcy osób

Publiczność wypełniła stadion niemal po brzegi – zarówno na płycie, jak i sektorach było widać osoby w różnym wieku – jak to zwykle w przypadku Sanah, która przyciąga bardzo szerokie i różnorodne grono odbiorców – od seniorów po dzieci, głównie jednak nastolatki i osoby dwudziestokilkuletnie. I trzeba przyznać od razu, że rzesza jej wiernych fanów wyraźnie się powiększa, co wczoraj było widać w trakcie jej występu – ludzie bawili się, śpiewali i z ogromnym entuzjazmem przyjmowali to, co artystka mówiła i robiła na scenie.

Od początku było wiadomo, ze czeka nas bardziej show niż koncert – scena została ustawiona tyłem do części sektorów, tworząc multimedialną kurtynę, której boki niczym kolumny tworzyły ogromne litery S i H. Pośrodku umiejscowiono telebim, który wypełniał się na przemian kolejnymi literami (A, N, A), obrazami z koncertu – zarówno widzów, jak i artystów na scenie, oraz projekcjami multimedialnymi.

Dodatkowo ustawiono duży wybieg w kształcie litery S, który wchodził w przestrzeń publiczności. Jak się później okazało, to nie były jedyne miejsca, w których pojawiła się artystka… Ale o tym za chwilę.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Stadion wraca do (koncertowej) gry

Koncert rozpoczął się kilkanaście minut po godz. 20, gdy jeszcze było jasno, co przy otwartym dachu stadionu, a w zasadzie jego braku, dawało ciekawy efekt, zwłaszcza że z czasem to tło jasnego nieba zmieniało barwy aż zapadła ciemność. Sama Sanah zwróciła na to uwagę, zaskoczona, że jest ciepło i jasno.

Notabene rzadko ostatnio mamy okazję oglądać na gdańskiej arenie koncerty (ostatnim razem chyba wystąpił tu dwa lata temu Ed Sheeran), co ma być w najbliższym czasie zmienione, bo czeka nas wkrótce w tym miejscu występ Enrique Iglesiasa (już za tydzień) oraz Dawida Podsiadły (20 czerwca).

Sanah otwiera więc po przerwie sezon koncertowy na gdańskim stadionie. Wczoraj oficjalnie również otworzyła swoją kolejną stadionową trasę – po Gdańsku wystąpi jeszcze w Poznaniu, Wrocławiu, Białymstoku, Krakowie i Warszawie, gdzie czeka fanów finał trasy 4 września na PGE Narodowym. Warto wspomnieć, że podobną trasę artystka odbyła trzy lata temu, o czym pisaliśmy w artykule Marzyła i wymarzyła. Cudowny koncert Sanah na gdańskim stadionie.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Artystka wielu talentów

I gdy czytam poprzednią relację, chyba za wiele się nie zmieniło, poza tym, że nie podzielam aż tak bardzo entuzjazmu mojego redakcyjnego kolegi sprzed lat. I bynajmniej nie odbieram tu Sanah prawa do bycia gwiazdą, a nawet (i) bardzo zdolną artystką.

Sanah jest bowiem niezwykle zdolną artystką i nie można jej tego odmówić. Jest nie tylko jedną z najpopularniejszych artystek polskiej sceny muzycznej – od czasu jej debiutu w 2019 r. każdy jej kolejny album (a ma ich już na końcie sześć) staje się prawdziwym wydarzeniem – ale i osobą o niezwykłym talencie. To piosenkarka, skrzypaczka, autorka tekstów i kompozytorka. Wykonuje różnorodną muzykę z pogranicza indie pop, pop, synthpop, poezji śpiewanej, dance pop i art pop, ale czerpie też z muzyki ludowej i country.

Wczoraj to było doskonale widać, a nawet ona sama mówiła o tym, że ciągnie ją w różnych kierunkach – wszystko jest możliwe i wszystko to wczoraj miało miejsce. Ale czego tam nie było? Panie. Może nie zjeżdżała w trumnie, za to latała nad sceną i widownią w kilku piosenkach (w tym podczas słynnego filmowego hitu „Jestem twoją bajką”), biegała między strzelającymi ogniami i dymami, wjeżdżała na scenę na różnych pojazdach, w tym na traktorze, tańczyła, skakała, grała na zmianę na pianinie, na skrzypcach i na gitarze, zmieniała stroje (zaprezentowała co najmniej kilka różnych kreacji), zmieniała swoje położenie – poza sceną i wybiegiem pojawiła się jeszcze na dwóch innych miniscenach ulokowanych na płycie – w tym na jednej z nich zmoczyła ją tryskająca jak z fontanny woda…

Samo wymienienie wszystkich konfiguracji zajęłoby mi sporo czasu, bo cały koncert tak wyglądał, a zaczęło się od sceny z oprawą z rodem ze „Snu nocy letniej” (zielone porośnięte „trawą” pagórki) i tak już było do końca – niemal każda piosenka wykonywana była w innym anturażu, w dodatku z udziałem w niektórych scenach muzyków, chóru dziecięcego, tancerzy i tancerek przebierających się również do kolejnych utworów (m.in. w stroje ludowe).

Oprawa koncertu wymagała oczywiście dużych widowiskowych rozwiązań – w końcu to stadion, ogromna przestrzeń do zagospodarowania, a uwagę widza trzeba też czymś przyciągnąć. Mam jednak wrażenie, że to, co Sanah wychodzi naprawdę najlepiej, czyli śpiewanie, zeszło na dalszy plan… A szkoda, bo właśnie wtedy, gdy śpiewała akustycznie solo wychodziło jej to najlepiej i robiło największe wrażenie (ten głos, wspaniały!).

Trzygodzinny koncert życzeń

Koncert trwał ponad trzy godziny i artystka zaprezentowała chyba wszystko, co mogła. Hit gonił hit. Czy był jakiś utwór którego nie zagrała? Wątpię. Jak sama przyznała – przygotowała na ten wieczór prawie 40 (!) piosenek i chyba wszystkie hity z wszystkich swoich sześciu albumów. Nie mogło więc zabraknąć słynnego „Szampana”, „Hip hip hura!”, „Ale jazz”, „Nic dwa razy”, „Kolońska i szlugi”, „Eldorado”, „etc.”, „Marcepan”, „Najlepszy dzień w moim życiu”, „Eviva l’arte! i wielu innych.

Pojawili się na scenie także goście – w jednym z utworów Sanah zaśpiewała razem z Melą Koteluk, a w innym z Michałem Bajorem, z którym artystka wykonała utwór „Elegia o… (chłopcu polskim)” na podstawie wiersza K. K. Baczyńskiego. Zrobiło to bardzo mocne wrażenie, zwłaszcza, że towarzyszył im dodatkowo chór dziecięcy.

To był bardzo widowiskowy i dobrze zorganizowany koncert, choć może zabrakło mu jakiegoś motywu przewodniego. Nie dziwi mnie więc, że wierni fani byli zadowoleni i nie chcieli nawet po trzygodzinnym graniu wypuścić artystki ze sceny.