Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Tłumy w kolejce, industrialny mrok i helikopter na środku placu – tak było na otwarciu ulubionej miejscówki młodzieży. Scrap Yard oficjalnie otworzył sezon, udowadniając, że w postoczniowej przestrzeni nikt nie bawi się tak, jak oni. Jeśli myśleliście, że tereny postoczniowe nie pomieszczą już więcej energii, wczorajsza noc pokazała, jak bardzo się myliliście. Sprawdź, co przygotowali na majówkowy maraton i dlaczego to właśnie tutaj bije dziś serce trójmiejskiej sceny.

Otwarcie Scrapa

znakomity – to jedno z najciekawszych miejsc imprezowych w trójmieście
23%

raczej pozytywnie – chętnie tam wracam, ale nie jest to moje absolutne top
0%

neutralnie – jest okej, ale niczym się dla mnie nie wyróżnia
18%

raczej negatywnie – klimat i wystrój zupełnie do mnie nie trafiają
14%

zdecydowanie negatywnie – nie widzę w tym miejscu żadnego uroku
45%

Wiele osób czekało na ten moment – Scrap Yard, który od roku znajduje sie przy ulicy Malarzy tuż za kompleksem biurowcówMapka oficjalnie otworzył sezon i wrócił na imprezową mapę Trójmiasta – zapowiada się gorący majówkowy cykl od 30 kwietnia do 3 maja.

Klub na wolnym powietrzu, który rok temu otworzył podwoje w nowej lokalizacji oddalonej zaledwie o dziesięć minut od poprzedniej, nie tylko nie stracił wiernej publiczności, ale zdaje się ją jeszcze powiększył.

Stoczniowe kluby mają to do siebie, że lojalność ich publiczności jest trudna do podważenia. ScrapYard zna tę zasadę na pamięć. Wczorajszy wieczór był tego najlepszym dowodem – kolejka przed wejściem nie zwalniała aż do późnych godzin nocnych, sięgając daleko poza teren klubu. Sprawnie posuwała się do przodu, czas oczekiwania nikomu specjalnie nie dawał się we znaki, a nowych chętnych przybywało równie szybko, co odprowadzano ich za bramkę.

Złomowisko, które pokochała młodzież

Trzy bary wybudowane z kontenerów, punkt gastronomiczny i plac usłany miejscami do siedzenia i beczkami służącymi za stoliki – nie można zaprzeczyć, że Scrap od pierwszego kroku buduje nastrój. Stałym elementem wystroju pozostają przemalowane wraki samochodów: porozkrajane i z premedytacją wystylizowane na złomową instalację, ustawione zarówno na ziemi, jak i piętrzone na dachach kontenerów.

W tym sezonie doszły jednak nowości. Centralnym punktem przestrzeni stał się metalowy helikopter – „eksponat”, który natychmiast przykuwa wzrok i nadaje całemu miejscu jeszcze mocniejszy industrialny charakter. Ten artystyczny nieład z zamysłem, surowa scenografia, gdzie każdy detal sprawia wrażenie celowo podrzuconego przez kogoś z bardzo świeżym industrialnym smakiem. I właśnie ten klimat, sprawia, że ScrapYard to coś tłumy wpadają tu na imprezy.

Mogłoby się wydawać, że postoczniowy Gdańsk osiągnął już imprezowe nasycenie i że kolejna przestrzeń z własnym charakterem po prostu nie znajdzie tu miejsca. Rzeczywistość okazała się zgoła inna. Scrap wyrył sobie niszę, po którą w Trójmieście nikt inny specjalnie nie sięga i to tu bije serce lokalnej sceny trapowej i współczesnego rapu, a młoda publiczność, która kocha ten klimat, doskonale wie, gdzie go szukać.