54 lata oczekiwania na kolejny wielki sukces. Piłkarze Górnika Zabrze w sobotę pokonali Raków Częstochowa 2:0 na PGE Narodowym i wywalczyli siódmy w historii Puchar Polski. Po meczu prawdziwy szał zapanował na konferencji prasowej trenera Michala Gasparika, na którą zawitali „świeżo upieczeni” zdobywcy krajowego pucharu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Muszę powiedzieć, że zagraliśmy świetny mecz. Wszystko robiliśmy, nie popełnialiśmy błędów. Zostawiliśmy wszystko na boisku. Graliśmy jak u siebie w domu. To była dodatkowa energia. Czuliśmy się nawet lepiej niż w Zabrzu. Pierwszy gol był decydujący. Przy 1:0 czekaliśmy na kolejną kontrę — mówił Michal Gasparik. I nagle konferencja po słowach słowackiego trenera została przerwana.
Piłkarze Górnika wpadli na konferencję prasową trenera Michala Gasparika:
— Powiedziałem Roberto Massimo (strzelec pierwszego gola), że to jest jeden wyjątkowy mecz i drugiej takiej okazji nie będzie. Zagrał znakomity mecz, jego gol był decydujący — mówił Gasparik na temat niemieckiego zawodnika, który otworzył wynik finału.
Trener Górnika nie dowierzał. I nagle wypalił: z pucharu zdobytego w Polsce mogę się napić
Słowacki trener zapisał na swoim koncie czwarty krajowy puchar. Wcześniej trzy razy triumfował ze słowackim Spartakiem Trnava. Gasparik staje się specjalistą w tym zakresie.
— To coś niesamowitego. Dziękuję władzom klubu i zawodnikom za szansę i zaufanie, jakie dostałem w Polsce. To trudne zwłaszcza dla trenera z zagranicy. Cieszę się, że jestem częścią tej pięknej historii. Górnik tak długo na to czekał — wskazywał Gasparik.
— Czuliśmy ogromną odpowiedzialność, by ten puchar zdobyć. To niewiarygodne, że klub z taką historią aż tyle czekał na kolejny sukces — kręcił głową z niedowierzaniem trener triumfatora Pucharu Polski.
— Teraz przez dwa dni będziemy imprezować i potem rozpoczynamy przygotowania do rozgrywek ligowych. Z motywacją nie będzie problemu. A które trofeum jest ładniejsze? Z pucharu zdobytego w Polsce mogę się napić, na Słowacji było inaczej — uśmiechał się na sam koniec Michal Gasparik.