Patrisk Clawson jest ekonomistą i dyrektorem programu irańskiego w think tanku The Washington Institute for Near East Policy.

Wystarczy przypomnieć sobie, w jakiej sytuacji znajdował się Iran przed zniszczeniami kluczowych obiektów gospodarczych spowodowanymi przez izraelsko-amerykańskie bombardowania 13 tys. celów na terenie tego kraju.

W listopadzie ubiegłego roku prezydent Masud Pezeszkian ostrzegł, że z powodu poważnych niedoborów wody może zaistnieć konieczność ewakuacji całej stolicy. Po latach nadmiernego zużycia i budowy kraj pogrążył się w kryzysie wraz z nadejściem najnowszej fali okresowych susz. Ponadto przez wiele miesięcy przed wybuchem wojny w dużych miastach odcinano prąd na kilka godzin, czasami bez ostrzeżenia. Według Ahmada Moradiego, członka parlamentarnej komisji ds. energii, krajowa sieć energetyczna ma obecnie deficyt 20 tys. MW z powodu „niewystarczającej mocy wytwórczej, problemów w elektrowniach i starzejących się linii przesyłowych”. Wiele budynków mieszkalnych w Iranie musiało zakupić generatory, aby zabezpieczyć się przed nagłą awarią wind.

To nie koniec problemów.

Niedobory gazu ziemnego zeszłej zimy zmusiły władze do zamknięcia zakładów przemysłowych zasilanych gazem i obniżenia wynagrodzeń pracowników fabryk. Niskie stawki za gaz ziemny, ropę i energię elektryczną przyczyniły się do nadmiernego zużycia. Kiedy dostawy zostały wstrzymane, firmy przestały płacić, co sprawiło, że producenci energii nie byli w stanie sfinansować modernizacji swoich starzejących się i nieefektywnych obiektów oraz linii przesyłowych.

Według raportu „2025 Statistical Review of World Energy” Iran pokrywa 69 proc. swojego całkowitego zapotrzebowania na energię z gazu ziemnego, co stanowi wyższy odsetek niż w jakimkolwiek innym kraju poza Turkmenistanem i Uzbekistanem (Rosja również jest dość zależna od gazu ziemnego, wykorzystując go do pokrycia 54 proc. swojego całkowitego zapotrzebowania na energię). Głównymi odbiorcami są elektrownie, przemysł i ogrzewanie domów, przy niewielkim eksporcie do Turcji i Iraku. Zapewnienie odpowiedniej ilości gazu ziemnego w okresie zimowym od dawna stanowi problem.

Obiekty wytwarzające energię elektryczną z wykorzystaniem gazu są w większości dwufunkcyjne, co oznacza, że mogą spalać różne rodzaje oleju opałowego w zimie, gdy zapasy gazu są niewystarczające. Jednak ta cecha sprawia, że obiekty te są mniej wydajne i powodują poważne zanieczyszczenie środowiska. Problemem jest również odcinanie dostaw dla odbiorców przemysłowych podczas okresów mrozów. Iran od dawna dysponuje niewystarczającymi obiektami do magazynowania gazu w okresie letnim (gdy popyt jest niższy) na potrzeby zimowe.

Wszystkie te problemy pogłębiły się w ostatnich latach, a ciągła niezdolność rządu do ich rozwiązania świadczy o tym, jak słabo irańskie władze radzą sobie z zarządzaniem gospodarką. Ostrzegając przed potencjalnym odcięciem gazu dla gospodarstw domowych, Pezeszkian zaproponował rozwiązanie tego problemu, które graniczyło z satyrą.

W domu noszę ciepłe ubrania. Inni też mogą tak robić

— powiedział (warto zauważyć, że dorastał w irańskim regionie Azerbejdżanu, gdzie zimą temperatury mogą sięgać 40 st. C. poniżej zera).

Kiedy elektrowniom zabrakło gazu ziemnego, musiały one przejść na spalanie ciężkiego oleju opałowego. W rezultacie zanieczyszczenie w miastach stało się tak poważne, że zeszłej zimy wiele szkół zostało zmuszonych do tymczasowego zamknięcia, które czasami trwało nawet ponad 50 dni.

Iran wydaje obecnie 6 mld dol. (według aktualnego kursu 21 mld zł) rocznie na import benzyny z powodu przemytu i nadmiernego zużycia. Irańska marynarka wojenna (regularna i Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej) często przechwytuje statki przewożące przemycaną benzynę. Pojawiają się zarzuty, że w przemycie biorą udział różni urzędnicy, ale nie ma na to jasnych dowodów. Wydaje się, że większość przemytu jest dziełem przedsiębiorców — klasycznym stereotypem dotyczącym Irańczyków jest to, że wielu z nich to aktywni handlarze.

Obawy przed protestami, takimi jak te z 2019 r., skłoniły rząd do utrzymywania ceny benzyny w walucie lokalnej na stałym poziomie przez lata, nawet gdy inflacja szalała. W końcu kilka miesięcy temu prezydent zaproponował podwyżkę cen, ale tylko do poziomu, który nadal stanowi mniej niż 5 proc. tego, co płaci się w sąsiednich krajach. Oczywiście pieniądze te można by lepiej przeznaczyć na poprawę tragicznej sytuacji w zakresie energii elektrycznej i wody.

Reżim wydaje więcej, niż zarabia

Iran od dawna twierdzi, że każda umowa ze Stanami Zjednoczonymi musi obejmować znaczne złagodzenie sankcji. Jednak nawet gdybyśmy wyobrazili sobie, że Waszyngton nieoczekiwanie zgodził się znieść wszystkie sankcje wobec Iranu (co jest bardzo mało prawdopodobne), środowisko biznesowe zdominowane przez reżim irański nadal byłoby głęboko skorumpowane, a obcokrajowcy wciąż byliby narażeni na arbitralne aresztowania. Krótko mówiąc, same środki zewnętrzne nigdy nie przekonają inwestorów zagranicznych do zapewnienia funduszy potrzebnych do naprawy krajowych sektorów energii elektrycznej, wody i gazu.

Presja ze strony Stanów Zjednoczonych skłoniła rządy i banki w kilku krajach do częściowego lub całkowitego ograniczenia dostępu Iranu do aktywów, których wartość w pewnym momencie wynosiła 100 mld dol. (362 mld zł), pochodzących głównie ze sprzedaży ropy. Doniesienia sugerują, że Waszyngton zaproponował Teheranowi dostęp do części tych środków w ramach potencjalnego porozumienia dotyczącego cieśniny Ormuz i irańskiego programu jądrowego. Jednak w przeszłości Teheran miał poważne problemy ze skorzystaniem z podobnych ofert Stanów Zjednoczonych. Instytucje finansowe nadal podchodziły do Iranu z nieufnością, m.in. z powodu ostrzeżeń międzynarodowej Grupy Specjalnej ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy (FATF), która słusznie stwierdziła, że Islamska Republika Iranu jest jurysdykcją wysokiego ryzyka, w której szerzy się pranie brudnych pieniędzy i finansowanie terroryzmu.

Jako ekonomista klasyczny twierdzę, że inflacja w Iranie jest zjawiskiem monetarnym — to znaczy, że podstawową przyczyną jest to, że Bank Centralny Iranu toleruje (a nawet zachęca do) gwałtownego wzrostu podaży pieniądza. Głównym powodem tego gwałtownego wzrostu jest to, że banki pożyczają rządowi ogromne sumy na projekty zlecone przez rząd.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Innymi słowy, rząd irański wydaje znacznie więcej, niż zarabia, a robi to z powodu projektów, które nakazuje, takich jak drogi budowane przy finansowaniu bankowym, lub poprzez wydatki Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Część tych wydatków rządowych ma na celu zapobieganie ewentualnym protestom, co jest właśnie powodem, dla którego nadal przeznacza się absurdalne kwoty na dotowanie zużycia benzyny.

Iran narzeka również na sankcje ONZ, które zostały ponownie nałożone w zeszłym roku po tym, jak mocarstwa europejskie powołały się na klauzulę „snapback” zawartą w porozumieniu jądrowym z 2015 r. Stanowiła ona, że sankcje te zostaną automatycznie ponownie nałożone, gdy tylko jeden z sygnatariuszy porozumienia zgłosi, że Iran nie wywiązuje się z jego postanowień. Sankcje ONZ nie mają jednak większego wpływu, ponieważ Iran nie prowadzi intensywnej wymiany handlowej z krajami uprzemysłowionymi. Przed przywróceniem sankcji UE odnotowała 2 mld dol. (7 mld zł) rocznego importu z Iranu (ok. połowa to towary, a połowa to usługi) oraz 5 mld dol. (18 mld zł) eksportu (80 proc. to towary, 20 proc. to usługi). Nawet handel Teheranu z jego strategicznym partnerem w Moskwie jest stosunkowo niewielki: import z Rosji wyniósł w 2023 r. 700 mln dol. (2,5 mld zł), podczas gdy eksport do Rosji wyniósł 1,5 mld dol. (5,4 mld zł).

Jeśli chodzi o gospodarkę, wielu Irańczyków traktuje kurs walutowy na wolnym rynku jako wskaźnik tego, jak faktycznie się sprawy mają. 10 lat temu kurs ten wynosił 32 tys. riali za dolara. Obecnie wynosi aż 1,5 mln (pod koniec lutego, przed wojną, wynosił 930 tys.). Średnia roczna dewaluacja na poziomie 47 proc. wynika w dużej mierze z inflacji, która wynosi średnio ok. 40 proc. rocznie i jest pogłębiana przez ogromny deficyt budżetowy (będący z kolei wynikiem niższych dochodów z ropy naftowej i wysokich wydatków pozabudżetowych).

Nic dziwnego, że Irańczycy, którzy nie mogą znaleźć dolarów do kupienia na wolnym rynku, są na dobrej drodze do zakupu w tym roku ponad 500 tys. złotych monet (tradycyjne zabezpieczenie przed inflacją, sprzedawane przez Bank Centralny po cenach aukcyjnych nawet o 30 proc. wyższych od rzeczywistej wartości metalu). Te i inne przykłady niekompetencji samozwańczych technokratów sprawiły, że wielu zaczęło się zastanawiać, czy ludzie podejmujący decyzje polityczne w Teheranie mają pojęcie o tym, o czym mówią, w tym w kwestii polityki zagranicznej.

Spadek PKB

Te problemy gospodarcze pojawiły się po kilku latach, kiedy sytuacja faktycznie wyglądała całkiem dobrze. Według danych MFW w ciągu pięciu lat od 2020 do 2024 r. PKB Iranu rósł średnio o 4,4 proc. rocznie. Dla porównania Stany Zjednoczone odnotowały średni wzrost na poziomie 2,3 proc. rocznie, a wyniki europejskie były jeszcze niższe.

Codzienne życie w Teheranie, 28 kwietnia 2026 r.

Codzienne życie w Teheranie, 28 kwietnia 2026 r.Fatemeh Bahrami / AFP

Jednak w ostatnim czasie sytuacja stała się coraz trudniejsza. MFW informuje, że PKB Iranu skurczył się o 1,5 proc. w 2025 r., a jeszcze przed wojną fundusz prognozował, że w 2026 r. spadnie o kolejne 6,1 proc. Z powodu wojny liczba ta może z łatwością przekroczyć 10 proc. Szkody wojenne, szacowane przez rząd irański na 270 mld dol. (czyli 977 mld zł, nie licząc zniszczeń obiektów wojskowych), znacznie pogorszą sytuację. Niektóre z najważniejszych obiektów gospodarczych Iranu, takie jak kompleksy petrochemiczne i huty, zostały unieruchomione, a główne mosty drogowe i kolejowe uległy zniszczeniu. Niektóre kraje dotknięte wojną odbudowały się jednak szybciej, niż początkowo szacowano. Uważam, że Iran może zrobić to samo, a zatem spadek PKB mógłby ograniczyć się do niskich wartości dwucyfrowych, zamiast do wyższych wartości (np. 20 proc.), o których się mówi. Z pewnością więcej niż 6,1 proc., które MFW szacował przed wojną.

Kraj, który zmniejszył bezrobocie ze szczytowego poziomu 14 proc. w 2010 r. do 8 proc. w 2025 r., stracił obecnie co najmniej 1 mln miejsc pracy bezpośrednio z powodu wojny. Irański rząd, świadomy faktu, że dochodzi do masowych zwolnień, rozważa dotacje dla mniejszych przedsiębiorstw oraz kredyty bankowe dla większych, które ograniczyłyby liczbę zwalnianych pracowników. Wydaje się jednak, że programy te pokryją koszty co najwyżej przez kilka miesięcy. Wiele firm obawia się, że spadek popytu i problemy z dostawami potrwają znacznie dłużej. W ostatnich latach bezrobocie spadało, głównie z powodu gwałtownego spadku wskaźnika urodzeń w latach 90., co oznaczało, że znacznie mniej osób wchodziło na rynek pracy. Mimo to udział kobiet w rynku pracy pozostaje katastrofalnie niski i wynosi ok. 10–12 proc., czyli jedną trzecią poziomu w Arabii Saudyjskiej.

Teraz pojawi się duża presja, by wydalić Afgańczyków. W ciągu ostatniego roku przynajmniej 1,5 mln zostało zmuszonych do opuszczenia kraju. Jednak w Iranie pozostało prawdopodobnie jeszcze 2,5 mln osób, stanowiących znaczną część siły roboczej o niższych dochodach. Irański ekonomista Hadi Kahalzadeh ostrzegł, że zagrożonych jest od 10 do 12 mln miejsc pracy — ok. połowa irańskiej siły roboczej.

Z pewnością Iran wydaje się gotowy do kontynuowania eksportu pełnych 1,5 mln baryłek ropy dziennie, wliczając w to to, co może sprzedać z pływających magazynów, które miał u wybrzeży Azji, gdy zaczęła się wojna. A cena ropy będzie w tym roku wyższa niż w zeszłym. Te kilkadziesiąt miliardów dodatkowego dochodu, które Iran może zarobić na wyższym eksporcie ropy, nie pokryje nawet w najmniejszym stopniu wszystkich zniszczeń wojennych.

Nawet gdyby Iranowi udało się pobierać opłatę w wysokości 2 dol. (7 zł) za baryłkę od wznowionego eksportu 12 mln baryłek ropy dziennie przez cieśninę Ormuz, nadal dałoby to mniej niż 9 mld dol. (32 mld zł) rocznie (biorąc pod uwagę, że Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie będą nadal korzystać ze swoich rurociągów, omijając cieśninę).

Oczywiście należy pamiętać, że Iran jest mniej zależny od ropy niż kiedyś. W latach 1983–1984 MFW podał, że ropa stanowiła 98 proc. całkowitego eksportu kraju. Jednak w latach 2022-2023 irańska administracja celna twierdziła, że eksport produktów innych niż ropa osiągnął 53 mld dol. (191 mld zł), czyli znacznie więcej niż sprzedaż ropy. Trzeba przyznać, że liczba ta jest zniekształcona, ponieważ Iran, podobnie jak Stany Zjednoczone i Światowa Organizacja Handlu, klasyfikuje swój eksport kondensatów o wartości kilku miliardów dolarów jako eksport nienaftowy, mimo że są one w istocie rodzajem ropy. Jednak nawet po odjęciu kondensatów sam eksport nienaftowy Iranu zbliża się do wartości 60 mld dol. (217 mld zł) całkowitego importu.

Produkcja ropy naftowej jest w 100 proc. kontrolowana przez państwo, głównie za pośrednictwem Narodowej Irańskiej Kompanii Naftowej, podczas gdy płynne frakcje gazu ziemnego i kondensaty pochodzą od firm wydobywających gaz ziemny. Eksport także jest ściśle kontrolowany przez państwo, które ukrywa wykorzystywane kanały, aby skuteczniej unikać sankcji. Iran korzysta z wielu firm pośredniczących — niektóre z nich, jak się okazało, wyprowadzają duże sumy, co prowadzi do skandali wartych wiele miliardów dolarów. Spora część eksportu odbywa się, zgodnie z zezwoleniem władz, przez podmioty należące do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i ich sojuszników lub przez nie kontrolowane, a dochody trafiają bezpośrednio do Korpusu, a nie do budżetu państwa.

Rząd czerpie również niewielkie dochody ze sprzedaży lokalnej produktów ropopochodnych, ale niskie ceny sprawiają, że są one bardzo niskie — zazwyczaj przychody nie wystarczają nawet na pokrycie kosztów rafinacji i dystrybucji. Rząd twierdzi, że dochody z ropy są mniejsze niż dochody z podatków (każde z nich stanowią ok. 40–45 proc. budżetu, przy czym ważne są również wpływy z prywatyzacji), ale znacznie zaniża to znaczenie fiskalne dochodów z ropy, biorąc pod uwagę, że Korpus zarabia znaczne kwoty na sprzedaży przydzielonej mu ropy.

Krótko mówiąc, sytuacja gospodarcza Iranu przed wojną była zła — na tyle, że reżim uciekł się do użycia śmiercionośnej siły, aby stłumić wynikające z tego protesty (władze przyznają się do zabicia 3 tys. protestujących 8 stycznia, podczas gdy zewnętrzne szacunki wskazują na znacznie wyższą liczbę ofiar). Wojna tylko pogorszy problemy gospodarcze. Jak zareagują Irańczycy, to wielka niewiadoma.