O tym, że Poczobut został uwolniony z białoruskiego więzienia, poinformował 28 kwietnia premier Donald Tusk. Tusk opublikował zdjęcie z Poczobutem z podpisem: „Andrzej Poczobut wolny! Witaj w polskim domu, Przyjacielu”. Dziennikarz został zwolniony z białoruskiego więzienia w ramach wymiany więźniów w formule „pięciu za pięciu” na przejściu granicznym Białowieża-Piererow.
Poczobut w rozmowie z „Wyborczą” przyznał, że nie spodziewał się wyjścia na wolność. Jak relacjonuje, w środku nocy strażnicy otworzyli drzwi do jego celi i nakazali mu się przygotować do wyjścia. Z początku sądził, że zostanie przeniesiony do innego więzienia, jednak szybko zorientował się, że sytuacja jest nietypowa. Pozwolono mu zabrać wodę i zmienić buty, co nie zdarzało się podczas zwykłych transportów więziennych.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Wspomina, że po opuszczeniu kolonii karnej został przewieziony do domu wypoczynkowego w pobliżu granicy z Polską, gdzie czekał na niego samochód z oznaczeniami KGB. Tam spotkał przedstawiciela białoruskiej administracji, który zapewnił go, że będzie mógł wrócić na Białoruś, jeśli zdecyduje się wyjechać do Polski. „Powiedział mi, że jedziemy na wolność. I że jak będę chciał, zawsze będę mógł z Polski wrócić, strona białoruska jest na to gotowa i się zgadza. A ja do niego, że nigdzie nie jadę, bo mu nie wierzę. Tłumaczę mu, że nie mam nic przeciwko wyjazdowi do Polski, jeżeli będę mógł wrócić do Grodna. Tylko że KGB nie wierzę” — mówił w rozmowie z „Wyborczą”.
W trakcie pobytu w domu wypoczynkowym pozwolono mu wziąć prysznic i otrzymał nowe ubranie. Wspomina, że wśród osób obecnych na miejscu był także człowiek podający się za pracownika administracji prezydenta Białorusi, który przekazał mu, że sam Aleksander Łukaszenko gwarantuje możliwość powrotu do kraju. „A z tym nazwiskiem nie ma przecież żartów” — ocenił.
Kulisy wymiany więźniów. „Na granicy będzie osoba, którą znam”
W rozmowie Poczobut podkreślił, że kluczowe znaczenie dla jego decyzji o wyjeździe miała możliwość rozmowy z polskim dyplomatą. Powiedział mu, że jest gotów opuścić Białoruś, jeśli będzie miał możliwość powrotu do rodzinnego Grodna. Dodał, że nie miał okazji dłużej rozmawiać z przedstawicielem polskiej strony, ponieważ nie pozwolono mu ponownie nawiązać kontaktu telefonicznego.
Poczobut wspominał także, że na miejscu pojawiła się Andżelika Borys, szefowa Związku Polaków na Białorusi, która również była wcześniej więziona. „Człowiek od Łukaszenki powiedział też, że na granicy będzie osoba, którą znam. I dlatego, gdy cię zobaczyłem, od razu zapytałem właśnie o to, czy będę mógł wrócić…” — relacjonował Poczobut, zwracając się bezpośrednio do dziennikarza Bartosza T. Wielińskiego, wieloletniego przyjaciela, który był obecny na granicy podczas wymiany więźniów. „Ja do końca nie wiedziałem, kto na mnie czeka. Chciałem rozmawiać z tobą wcześniej. A kagiebiści mówili, że to niemożliwe. Że dopiero na granicy będzie osoba, którą znam i która powie, że będę mógł wrócić. Że będzie to osoba dla mnie wiarygodna, że strona polska taką znalazła” — dodał.
„Chcę spróbować wrócić”
Poczobut przyznał, że nie zamierzał uciekać z Białorusi, mimo że był do tego namawiany. Jak tłumaczył, czuje się odpowiedzialny za polską społeczność w kraju i nie chciał opuszczać ludzi, których zaangażował w działalność Związku Polaków. Dodał, że był wielokrotnie zatrzymywany przez różne służby, a nawet doświadczył przemocy ze strony KGB.
Zapytany o plany na przyszłość, Poczobut wyraził chęć powrotu na Białoruś, jeśli tylko będzie to możliwe. „Chcę spróbować wrócić na Białoruś. Wszystko zależy od tego, jak to się potoczy na granicy. Wpuszczą, tak jak obiecali, czy nie” — zapewnił w rozmowie z „Wyborczą”.