Przypomniane w tytule określenie Rycerze Wiosny powstało w 1957 r., kiedy ŁKS Łódź był czołową drużyną w kraju, sięgał po tytuły i występował w europejskich pucharach. Łodzianie otrzymali taki przydomek po pokonaniu w pięknym stylu na wyjeździe 5:1 mocnego Górnika Zabrze, grając przez większość spotkania w osłabieniu i na bardzo trudnej nawierzchni. Do dziś uważa się, że dla Łódzkiego Klubu Sportowego zwycięstwo nad wielkim Górnikiem jest meczem stulecia. Co prawda teraz rzeczywistość dla klubu ze stadionu przy Al. Unii jest zupełnie inna, ale wciąż funkcjonujące określenie idealnie pasuje do wyczynów drużyny podczas rundy wiosennej obecnych rozgrywek.
Wreszcie spokojna wygrana
W 2026 r. Łodzianie ponieśli tylko dwie porażki. Na początku rundy przegrali u siebie z Chrobrym Głogów 1:3, a dwa tygodnie temu niespodziewanie ulegli 2:3 GKS Tychy, który jest o krok od spadku do Betclic 2. Ligi. W pozostałych meczach odnieśli sześć zwycięstw i zanotowali trzy remisy, dzięki czemu z drużyny będącej w środku tabeli podłączyli się do gry o awans do PKO BP Ekstraklasy. Co jednak zaskakujące, podopieczni Grzegorza Szoki długo czekali na zwycięstwo u siebie. Na stadionie Władysława Króla po raz pierwszy od 3 listopada (2:1 ze Śląskiem Wrocław) triumfowali dopiero 25 kwietnia, pokonując Stal Rzeszów 2:1.
Wygląda na to, że własny stadion został odczarowany przez ŁKS na dobre. W sobotę żadnych szans w Łodzi nie miała Pogoń Siedlce, która już do przerwy przegrywała 0:2, a w tym czasie gospodarze nie wykorzystali rzutu karnego. Po zmianie stron ŁKS dołożył dwa kolejne trafienia i pewnie triumfował 4:0. Wszystko od początku szło po myśli Łodzian, którzy wyszli na prowadzenie w 6. minucie po samobójczym golu Damiana Jakubika. Świetny mecz zanotował Koki Hinokio. To był jeden z najlepszych występów drużyny pod wodzą Szoki.
— Marzyło mi się zwycięstwo odniesione dość pewnie, bez większych nerwów. Narzekaliśmy wcześniej, że wygrywamy, ale wiele rzeczy nie układa nam się łatwo. Gdybym powiedział, że tym razem też tak było, to skłamałbym — mówił po ostatnim gwizdku Szoka.
39-latek jak na razie radzi sobie w ŁKS bardzo dobrze. Jego średnia to 1,86 pkt na mecz. Warto dodać, że wspominane dwie wcześniej porażki są jedynymi za jego kadencji, bo Szoka zespół objął jeszcze w końcówce 2025 r. — Nie byliśmy przez większość meczu pod presją i grało nam się łatwiej. To naturalne. Chciałbym, żeby zawsze tak było, ale wiadomo, że nie jest to takie proste. Liczymy się z tym, że do końca sezonu jednak będziemy pod presją, bo walczymy o awans — dodawał Szoka.
Leszek Szymański / PAP
Andreu Arasa, Jasper Loffelsend i Bastien Toma
Podtrzymać serię domową
ŁKS już teraz znajduje się w strefie barażowej, a swoją pozycję będzie mógł poprawić w czwartek. Wtedy, ponownie przed własną publicznością, Rycerze Wiosny zagrają z Pogonią Grodzisk Mazowiecki. Łodzianie mają rachunki do wyrównania z zespołem prowadzonym przez Piotra Stokowca, bo pod koniec września ubiegłego roku były szkoleniowiec ŁKS wygrał z nim aż 3:0. Teraz Pogoń przystąpi do najbliższego starcia po pięciu meczach bez zwycięstwa (cztery porażki i jeden remis), ale w Łodzi doskonale wiedzą, że nie mogą lekceważyć rywala, bo dwa tygodnie temu potrafili przecież przegrać z ostatnim w tabeli GKS. — To zespół grający bez kompleksów. Ich celem przed sezonem było raczej utrzymanie, co już osiągnęli, więc na pewno zagrają na luzie — uważa Szoka.
Utrudnieniem dla ŁKS może okazać się kontuzja Aleksandra Bobka. Podstawowy bramkarz podczas spotkania z Pogonią zgłosił uraz już w dziesiątej minucie. 22-latek, bez kontaktu z rywalem, poczuł ból w kolanie przy zmianie pozycji ciała. Jego miejsce zajął Łukasz Bomba, dla którego był to dopiero drugi występ w tym sezonie. Powodem do zadowolenia jest za to dobra forma napastników. Przeciwko Pogoni po jednej bramce zdobyli Fabian Piasecki oraz Andreu Arasa. Jeżeli obaj utrzymają dyspozycję, będą ogromnym atutem ŁKS w barażach o elitę.
Łatwo jednak nie będzie, bo po rywalizacji z drużyną z Grodziska Mazowieckiego piłkarze Szoki zmierzą się we Wrocławiu z rozpędzonym i bliskim bezpośredniego awansu do elity Śląskiem. Takie wyniki mogą jednak poprawić frekwencję: sobotnie spotkanie obejrzało tylko 5261 widzów, podczas gdy na początku sezonu na trybunach stadionu ŁKS pojawiało się ponad 8000 fanów. Do końca sezonu zasadniczego I ligi pozostały ŁKS dwa mecze na własnym stadionie: najbliższy z Pogonią 7 maja oraz z Górnikiem Łęczna 24 maja.