Zdaniem czytelnika za akcje ratownicze, które wynikają z brawury lub nieprzestrzegania przepisów powinni płacić ratowani.

– Już niebawem WOPR będzie miał masę pracy. Głównie z podobnych przyczyn, czyli ludzkiej nieodpowiedzialności i przeceniania swoich możliwości. I boli mnie to, że my wszyscy potem musimy płacić za kosztowne akcje ratunkowe – pisze Czytelnik Trojmiasto.pl, pan Radosław. I proponuje rozwiązanie.

popieram ją, za własną lekkomyślność należy płacić z własnej kieszeni lub z dodatkowego ubezpieczenia, a nie z pieniędzy podatników
42%

jestem za, ale kary finansowe powinny dotyczyć tylko skrajnych przypadków, w których ewidentnie złamano prawo (np. bycie pod wpływem alkoholu)
28%

jestem przeciw, ludzie w obawie przed ogromnymi kosztami będą zwlekać z wezwaniem pomocy, co doprowadzi do większej liczby tragedii
30%

Tegoroczna majówka – oprócz tego, że była wyjątkowo ciepła – to także była tragiczna. W jednym ze zdarzeń, w nocy z 1 na 2 maja na jeziorze w miejscowości Salino, w powiecie wejherowskim przewróciła się łódka, na której płynęło pięć osób.

Akcja ratunkowa trwała kilka godzin, niestety życia dwojga poszkodowanych nie udało się uratować.

W akcji brały udział:

trzy zastępy Państwowej Straży Pożarnej, w tym specjalistyczna grupa wodno-nurkowa, cztery jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej, trzy łodzie ratownicze, grupa sonarowa OSP Choczewo dron podwodny do poszukiwań w trudnych nocnych warunkach.

Akcja strażaków była prowadzona w nocy.

Jak informują śledczy, na miejscu zatrzymano sternika – 33-letni mężczyzna był pijany. Miał 1,5 promila alkoholu w organizmie.


Tragedia na jeziorze, nie żyją dwie osoby. Sternik był pijany
Tragedia na jeziorze, nie żyją dwie osoby. Sternik był pijany

W odniesieniu do majowego weekendu napisał do redakcji Trojmiasto.pl pan Radosław. Jak twierdzi, ludzka nieodpowiedzialność sprawia, że wszyscy, czyli podatnicy, płacimy za akcje ratunkowe i być może czas to ustawowo zmienić.

Oto jego przemyślenia:

Za nami weekend majowy. Z informacji wynika, że TOPR miał pełne ręce roboty i w wielu przypadkach wynikało to z najzwyklejszej ludzkiej ignorancji lub przecenienia swoich możliwości, np. wspinanie się na wymagające trasy bez doświadczenia i sprzętu. Ludzka nieodpowiedzialność sprawia, że my wszyscy, czyli podatnicy, płacimy za tego typu akcje ratunkowe. Dodatkowo w czasie, gdy ratownicy są zajęci „ratowaniem” takich turystów, może się zdarzyć, że ktoś inny, naprawdę potrzebujący pomocy, może jej nie otrzymać na czas.

Boli mnie, że wszyscy musimy płacić za akcje ratunkowe

No dobrze, ale co ma GOPR/TOPR do nas, mieszkających nad morzem? Otóż fakt, że niebawem zacznie się sezon i wtedy to WOPR będzie miał masę pracy. Głównie z podobnych przyczyn, czyli ludzkiej nieodpowiedzialności i przeceniania swoich możliwości. I boli mnie to, że my wszyscy potem musimy płacić za kosztowne akcje ratunkowe, zaś instytucje te wiecznie walczą o zdobycie dodatkowych funduszy na swoją, bardzo wymagającą, specjalistyczną i jakże potrzebną działalność.

Może warto rozpocząć publiczną dyskusję na temat zmiany podejścia do finansowania ratowników. Niech przestanie być to finansowane z publicznych pieniędzy, a zacznie z prywatnych – osób, które są ratowane.

We Włoszech konieczne dodatkowe ubezpieczenie

Jako narciarz, gdy wybieram się poszusować po alpejskich stokach, zawsze muszę mieć wykupione dodatkowe ubezpieczenie od ratownictwa. We Włoszech to jest nawet wymagane prawem. Gdy coś się wydarzy, to wszelkie koszty pokrywa ubezpieczyciel. Koszty? Zwiezienie skuterem ze stoku, które trwa raptem 5 min to koszt 200-250 euro. Akcja z użyciem helikoptera? Od 4 do nawet 10 tys. euro. I to z tych pieniędzy są utrzymywane służby. Ratownicy mają wysokiej jakości sprzęt i dobre wynagrodzenie, a włoscy czy austriaccy podatnicy się na to nie zrzucają. O kosztach leczenia już nie wspominam.

Proponuję, aby w Polsce było podobnie. Owszem, obecnie organizator ośrodka narciarskiego czy kąpieliska musi zapewnić odpowiednie zabezpieczenie w postaci właśnie WOPR czy GOPR/TOPR. I to powinno zostać, mimo że za kąpieliska miejskie (gminne) płaci się z naszych podatków. I jeżeli kąpiemy się na strzeżonym kąpielisku, pod okiem ratownika, przestrzegając zasad, to nie powinniśmy ponosić żadnych dodatkowych kosztów.

Zmieńmy zasady opłacania kosztów ratownictwa

Ale ile jest sytuacji, kiedy konieczna jest akcja poszukiwawczo-ratownicza, bo ktoś poza strzeżonym kąpieliskiem poszedł sobie popływać? Przecież ratownik nie może mu nic kazać albo zabraniać! Lub ktoś zasnął na materacu i go wyniosło daleko w morze? O nieodpowiedzialnych motorowodniakach nie wspominając. Przykładów jest wiele. I uważam, że za takie akcje powinno się obciążać kosztami osoby, których akcja dotyczy.

Gdy taka osoba, bez odpowiedniego ubezpieczenia otrzyma rachunek za 50-100 tys. złotych, to następnym razem dziesięć razy się zastanowi, albo wykupi ubezpieczenie, które kosztuje grosze w porównaniu do kosztów całej imprezy (za 6 dni we Włoszech, z sumą 1 mln EUR płacę jakieś 200 złotych). Gdybyśmy w Polsce zmienili zasady opłacania kosztów ratownictwa oraz późniejszego leczenia, to znacznie więcej pieniędzy by zostało w budżecie, które można by wykorzystać na dofinansowanie NFZ, by było więcej na tych ludzi, którzy naprawdę potrzebują opieki Państwa. Wszyscy byśmy na tym skorzystali.

Będzie larum? Warto pomyśleć, czy trzeba je podnosić

Wiem, że taka propozycja zaraz podniesie larum, „Że jak to? Ja mam płacić za coś, co zawsze było za darmo?”. Ale sęk w tym, że nigdy nie było za darmo. Tylko że nikt tego nie odczuwał bezpośrednio, bo wszyscy się na to zrzucamy w podatkach. Wszyscy na tym tracimy. A moglibyśmy zyskać

ratownicy: wyższe pensje, lepszy sprzęt; urlopowicze: wyższy poziom ratownictwa; budżety gmin i Państwa – oszczędności.

1

Misja Pierwsza Pomoc

Gdynia, Amona 102C

Misja Pierwsza Pomoc


2

Kvadro Sp.J.

Gdańsk, prof. Mariana Raciborskiego 20

KVADRO Sp.J.


3

Link-Med

Borkowo, Lawendowa 47

Link-Med


4

RR Reaguj Ratuj

Gdańsk, Kazimierza Wielkiego 40/9

RR Reaguj Ratuj


5

Ambielans

Gdynia, Strzelców 46

Ambielans


6

Stowarzyszenie Na Rzecz Ratownictwa

Gdańsk, Wita Stwosza 73/101-102

Stowarzyszenie Na Rzecz Ratownictwa