Polak w starciu z rzeszowską Stalą zdobył zaledwie sześć punktów i bonus. Początek był bardzo dobry, ale później w dwunastym biegu wybuchł mu silnik tuż po starcie, a w czternastej gonitwie wjechał w jadącego z przodu kolegę z pary, Jepsera Knudsena.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Dawno nie pamiętam takiego meczu — zaczął swą wypowiedź Jamróg po meczu. — Tym bardziej, że czułem niesamowity ogień i prędkość i starty i wszystko. Bardzo szkoda. Czasami zdarzają się takie rzeczy. Nie spodziewałem się tego — dodał Polak.

Jamróg przyznał, że drugi motocykl inaczej „wybierał” dziury na torze, dlatego wpadł w Duńczyka w biegu nominowanym. — Po defekcie wziąłem drugi motocykl i on też był szybki. Wjechałem w tę dziurę na poprzednim sprzęcie, gdzie on był łagodniejszy i nie wyciągało mnie aż tak. A to, co się wydarzyło w tym 14. wyścigu, przerosło moje najśmielsze oczekiwania, że aż tak mnie „wypluje”. Jazda za kolegą z pary, gdzie jest się szybkim, nie jest komfortowa, jeśli nie ma zamiaru się go wyprzedzić, bo się jedzie na 5:1, wtedy obiera się inne ścieżki. No nic, szkoda tego biegu. Dobrze, że drużyna wygrała — przyznał Jamróg.

ROW był pod presją!

Innpro ROW Rybnik przystępował do meczu z ZKS Stalą Rzeszów po trzech porażkach z rzędu. Na Górnym Śląsku była presja, o czym mówił sam Jamróg.

— (…) Mieliśmy duże ciśnienie. Nie ma co ukrywać, bo po tych trzech przegranych, to musiało nastąpić. Ja wierzę i widzę, że ta drużyna po prostu się rozpędza i mamy spore rezerwy. Dużo punktów też głupio pogubiliśmy. Naprawdę mamy fajną drużynę, która jedzie z zębem i wiem, że będzie jeszcze pięknie — zapowiedział Jamróg.