Na początku kwietnia najlepsza polska tenisistka oficjalnie poinformowała, że następcą Belga będzie Roig. Hiszpan, który w przeszłości przez lata ściśle współpracował z Rafaelem Nadalem, od razu zabrał się ze Świątek do pracy na mączce. Polka trenowała m.in. w akademii Nadala, gdzie mogła liczyć także na wskazówki samego Rafy.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Później przyszły jednak pierwsze trudności. W Stuttgarcie zatrzymała ją Mirra Andriejewa, a w Madrycie, gdzie Świątek czuła już poprawę w swojej grze, wszystko pokrzyżowała choroba. Mimo to jest bardzo zadowolona z pierwszych tygodni pod okiem Hiszpana.
Iga Świątek oceniła współpracę z nowym trenerem. „Mamy taką samą wizję”
— Czuję, że bardzo dobrze się rozumiemy. Myślę, że mamy taką samą wizję tego, jak powinnam grać. On pomaga mi to osiągnąć. Na treningach próbowałam różnych rzeczy, co jest świetne, bo kilka miesięcy temu nie czułam się do końca komfortowo z tym, jak grałam. Teraz jest to bardziej naturalne, solidniejsze i powiedziałabym, że bardziej zdyscyplinowane — zdradziła Polka, sugerując, że za kadencji Fissette’a nie wszystko wyglądało idealnie.
— Czasami wciąż mam tendencję do wracania do starych nawyków, więc myślę, że będę potrzebowała trochę czasu, żeby zawsze, w pełni automatycznie robić dokładnie to, czego Francisco ode mnie oczekuje. Ale wydaje mi się, że idzie to w dobrym kierunku — dodała, podkreślając, że czerpie radość z gry i lubi trenować pod okiem Hiszpana.
— Każdy trening ma dla mnie sens. Czuję, że to proces i że na każdym treningu uczę się czegoś nowego. To świetne — podsumowała.
Iga ŚwiątekRobert Prange / Contributor / Getty Images
Jeden z dziennikarzy zapytał także naszą tenisistkę o to, czy choroba w Madrycie była dla niej szczególnie frustrująca w kontekście rozpoczętej współpracy z nowym trenerem i czy potraktowała ją jako rozczarowanie, czy raczej patrzy na cały proces długofalowo.
— Oczywiście, że mam długofalową wizję — odparła. — Jak mówiłam, te zmiany nie pojawią się nagle po trzech tygodniach. Na pewno jest długofalowa wizja, ale muszę też wykorzystywać każdą okazję — przyznała.
Iga Świątek nie martwi się tym, co stało się w Madrycie. „Masz wiele szans”
— W Madrycie naprawdę dobrze czułam się ze swoją grą. Gdybym czuła się fatalnie i wtedy zachorowała, pomyślałabym: okej, może to po prostu nie był mój turniej. Ale ja miałam dobre odczucia. Wcześniej osiągałam też dobre wyniki, więc chciałam wykorzystać ten moment i wszystko, co się z nim wiązało — zaznaczyła.
— Tak, na pewno byłam rozczarowana. Kiedy w turniejach nagle dzieją się rzeczy, na które nie masz wpływu, a przygotowywałaś się do nich przez wiele dni, to jest smutne, ale w tenisie masz wiele szans. Jeśli nie Madryt, to następny turniej. Jeśli nie ten, to kolejny. Możemy szybko przestawić uwagę na inne cele — zakończyła.