Jako pierwszy odszedł trener Jan Caliński (srebrni z 1982 r.), potem pożegnaliśmy Oresta Lenczyka (srebrni 2011), 10 kwietnia zmroziła nas informacja o śmierci Jacka Magiery (srebrni 2024), a w ubiegłym tygodniu zmarł Aleksander Papiewski, który zajął ze Śląskiem Wrocław drugie miejsce w ligowych rozgrywkach w mundialowym 1978 r. Z perspektywy dzisiejszych mediów to postać niemal zupełnie zapomniana, a jednak kiedyś bardzo popularna, zwłaszcza na Dolnym Śląsku.

Papiewski pracował w strukturach szkoleniowych WKS-u, kiedy ten w latach 70. minionego wieku budował swoją siłę, zdobywając Puchar Polski, mistrzostwo Polski i ćwierćfinał Pucharu Europy Zdobywców Pucharów. Architektem tych wszystkich sukcesów był legendarny Władysław Żmuda. Po zdobyciu mistrzowskiego tytułu oczekiwał kilku istotnych wzmocnień drużyny, ale się ich nie doczekał, więc po rundzie jesiennej następnego sezonu zostawił zespół na czwartym miejscu i zarekomendował na następcę Aleksandra Papiewskiego. Sam Żmuda dał się skusić Górnikowi Zabrze, który miał wielką markę, ale zaskakująco słabą drużynę. Tak słabą, że właśnie w tamtym sezonie spad z nią z ekstraklasy. Niesamowitą ironią piłkarskiego losu był fakt, że o degradacji przesądziła porażka w przedostatniej kolejce u siebie ze Śląskiem (0:1)…

W meczu kończącym sezon drużyna Papiewskiego grała z Lechem Poznań. Zwycięstwo dawało miejscowym wicemistrzostwo Polski. Nie zawiedli. W obecności 30 tysięcy widzów po trafieniu głową Jana Erlicha wygrali 1:0.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Śląsk Wrocław grał porywający dwumecz z Borussią, która potem zdobyła Puchar UEFA

Potem mieli piękną przygodę w Pucharze UEFA, w którym odpadli w trzeciej rundzie z bardzo mocną wówczas Borussią Mönchengladbach. Na Bökelbergu było 1:1. W rewanżu Śląska prowadził po golu Tadeusza Pawłowskiego z rzutu karnego, również on wyrównał na 2:2. Gospodarze potrzebowali zwycięskiego gola (bo przy remisowym dwumeczu wtedy była premiowana większa liczba goli strzelonych na wyjeździe), lecz w końcówce opadli z sił i dali się dwa razy skarcić świetnemu Duńczykowi Allanowi Simonsenowi— w 85. i w 89. minucie. W tamtej edycji zespół Udo Lattka zdobył Puchar UEFA, natomiast dla Papiewskiego rewanż z Borussią był to ostatnim w roli szkoleniowca Śląska, który w lidze grał przeciętnie, na półmetku rozgrywek był w środku stawki.

Do Śląska jako pierwszy trener wrócił w 1983 r., przejmując zespół już po czterech kolejkach, w których poprzednikowi udało się zdobyć zaledwie 1 punkt. Zmiana pomogła na tyle, że na koniec rozgrywek WKS zajął ósme miejsce. W następnym sezonie drużyna, mająca przecież spory potencjał spisywała się gorzej, zaglądała do strefy spadkowej. Jeszcze jesienią pojawił się Henryk Apostel, a okazało się, że Papiewski, wtedy 45-letni szkoleniowiec, już nigdy nie pracował w ekstraklasie, choć wrócił jeszcze do Śląska, tylko że wówczas II-ligowego. W środowisku cieszył się uznaniem, dostawał propozycje pracy, ale właśnie na niższych szczeblach. Podejmował się trudnych „misji ratunkowych” i zarazem nie miał problemu ze złożeniem rezygnacji, gdy stwierdzał, że jego dalsza praca jest pozbawiona sensu.

Aleksander Papiewski

Aleksander PapiewskiMarcin Kalita / newspix.pl

„Nie pozostawili mi wyboru: złożyłem dymisję”

Tak było w Polarze Wrocław, który zalegał z płatnościami wobec drużyny. „To od początku nie było udane małżeństwo. Postanowiłem wreszcie coś z tym fantem zrobić. Chcę bez wstrętu codziennie spoglądać w lustro. Swoją dalszą pracę w klubie uzależniałem od spełnienia kilku istotnych warunków związanych bezpośrednio z funkcjonowaniem drużyny, ale działacze odrzucili te postulaty. Nie pozostawili mi wyboru: złożyłem dymisję. W przeszłości były nawet odgórne sugestie co do zestawienia meczowej jedenastki. To wszystko się nawarstwiało. Dalej już tak nie mogłem” — w moim archiwum znalazłem takie notatki z rozmów ze szkoleniowcem.

Aleksander Papiewski

Aleksander PapiewskiKrystyna Pączkowska / newspix.pl

Gdy kilka lat później został trenerem Hetmana Zamość na zapleczu ekstraklasy, jeszcze bardziej rozbroił mnie swoją szczerością. Zgodził się prowadzić zespół, który w walce o utrzymanie w drugiej lidze miał rywalizować z Polarem i Śląskiem, a więc z klubami, w których przez wiele lat pracował. W związku z tym mieliśmy taki dialog:

„Nie tragizujmy, bo Hetman ma niewielkie szanse na uniknięcie degradacji. Do Śląska ma dziewięć punktów straty. To bardzo dużo, dlatego nie powinniśmy wrocławianom zaszkodzić”.

„Ale przecież trenerem został pan po to, by utrzymać Hetmana w drugiej lidze…” — zauważyłem na wszelki wypadek.

„Żeby spróbować utrzymać, a to jest różnica. Ja nikomu nie obiecywałem, że uda mi się zgasić ten pożar, bo staram się być poważnym człowiekiem. Sytuacja Hetmana jest bardzo zła” — doprecyzował trener. Papiewski miał rację — jego Hetman spadł do III ligi, ale w towarzystwie m.in. Śląska Wrocław. To były ciężkie czasy dla klubu, w którym spędził tyle lat, ale też czasy naznaczone powszechną patologią korupcyjną, o czym dowiedzieliśmy się później.

Aleksander Papiewski

Aleksander PapiewskiMarcin Kalita / newspix.pl

Przez niemal dwie dekady Aleksander Papiewski był już tylko kibicem. Ostatnio podupadł na zdrowiu, ale ciągle miał aktywny karnet na mecze Śląska Wrocław. W tym miesiącu obchodziłby 87. urodziny. Ceremonia pogrzebowa odbędzie się w piątek 8 maja o godz. 10 na Cmentarzu Grabiszyńskim we Wrocławiu.